614 obserwujących
1599 notek
9292k odsłony
252 odsłony

Nomokracja

Wykop Skomentuj90

Któż z nas nie chciałby żyć w praworządnym państwie, w którym prawo nie tylko jest powszechnie respektowane, ale w równym stopniu dotyczy każdego, tak więc nie ma ludzi spod tego prawa wyłączonych czy zwolnionych z jego przestrzegania? Iluż to wokół nas jest legalistów, którzy hasło „przestrzeganie prawa”, a nawet „bezwzględne przestrzeganie prawa” traktują jako pałkę w każdej co poważniejszej dyskusji.
 
Legaliści ci nie przejmują się wcale tym, że jakieś rozwiązanie prawne może być złe, toteż podporządkowywanie się złemu prawu, jest postawą nie tylko sprzeczną z ludzkim sumieniem, ale i irracjonalną, bo generującą zło społeczne. Z historii sowietyzmu oraz narodowego socjalizmu wiemy aż za dobrze, do jakich monstrualnych rozmiarów i ludobójczych skutków może doprowadzić wdrażanie złego prawa. Cywilizacja śmierci, czyli porządek, który posiada swoją mroczną dogmatykę (jednym z dogmatów jest „prawo do przerwania ciąży”), złe prawo skrywa za eufemizmami oraz specjalnymi konstrukcjami terminologicznymi, których znakomitym przykładem jest słynne określenie „litościwa śmierć”. U podstaw tego rodzaju zabiegów lingwistycznych leży z jednej strony magiczne przekonanie, że o tym, o czym się nie mówi, tego nie ma oraz strach lub wzdraganie się przed nazywaniem zła po imieniu.
 
Dla narodowych socjalistów termin „rozwiązanie kwestii żydowskiej” stanowił zasłonę semantyczną wobec zwyczajnego ludobójstwa na masową skalę. Podobnie dla czerwonych „zwalczanie elementów kontrrewolucyjnych”. „Kwestia”, „element” - ot, słowa, za którymi czaiło się zwyczajne, prymitywne mordowanie. Jak wiemy jednak z naszej współczesnej historii, zabijanie ludzi i to tych najmniejszych, zupełnie niewinnych, zupełnie bezbronnych, doczekało się zaciemniających istotę rzeczy określeń typu „przerwanie ciąży” czy „aborcja”. Termin „przerwanie ciąży” wydaje się nawet lepszy, ponieważ przesuwa naszą uwagę z dziecka znajdującego się w łonie matki, na jakiś, szczególny, trwający jakiś czas, „stan kobiety”, a nawet na pewien proces. Ten proces trwa, po czym następuje jakaś przerwa. Co się dzieje dalej, tego nie wiemy.
 
Od słynnej sędziny E. Soleckiej, której nazwisko przejdzie do historii złego prawa, dowiedzieliśmy się jednak, że przerwanie ciąży nie jest zabójstwem dziecka. Sędzina jednak nie wyjaśniła nam, choć przecież musi coś wiedzieć na ten temat, skoro tak kategorycznie zaprotestowała przeciwko takiemu zrównaniu - czym przerwanie ciąży w takim razie jest. (Proszę zapisać te dwa stwierdzenia na jakichś kamiennych tablicach, najlepiej na budynkach należących do radujących się werdyktem komunistów i ich pobratymców:Nie można w kategorii prawda/fałsz oceniać wielokrotnie powtarzanego w „Gościu Niedzielnym” nazywania aborcji zabijaniem dzieci.(…)„Dla kogoś, kto nie wyznaje zasad religii katolickiej lub w tym zakresie nie zgadza się z doktryną Kościoła katolickiego, zabieg przerwania ciąży nie jest zabiciem człowieka i z tego powodu stwierdzenie, że osoba, która aborcję wykonała, dopuściła się zabójstwa, jest dla kogoś o innym niż katolicki poglądzie nie do przyjęcia, niezgodne z prawdą i obraźliwe.”)Skoro bowiem aborcja nie jest zabiciem dziecka, to powstaje pytanie, dlaczego po aborcji dzieci nie żyją? Co się z dziećmi dzieje po dokonaniu zabiegu przerwania ciąży? Podejrzewam, że sędzina Solecka nie wzbraniałaby się przed stwierdzeniem, że osoba będąca w ciąży nosi w swoim łonie dziecko. Jeśli sędzina miałaby co do tego wątpliwości, to rzecz mogą wyjaśnić lekarze, pokazując nawet wydruki USG. Jeśli zaś w kobiecym łonie przez pewien czas jest dziecko (słychać bicie jego serca, widać, jak porusza rączkami i nóżkami; każdy zresztą, kto trzymał dłoń na brzuchu ciężarnej kobiety zna to uczucie, gdy ta mała istota „pod spodem” się porusza w wodach płodowych), a po „przerwaniu ciąży” tego dziecka nie ma, to co się z nim dzieje?
 
Ale żeby było jasne – wbrew temu, co głosi wiele osób o konserwatywnym i rozsądnym podejściu do tej całej szokującej sprawy ze skandalicznym werdyktem w sprawie, jak to już określiłem w jednym z komentarzy, „katolickiej mowy nienawiści” - nie uważam, by stało się źle. Przeciwnie, ten precedens powinien otrzeźwić hierarchów kościelnych, duszpasterzy i wszystkich ludzi dobrej woli i natchnąć do współdziałania w obronie swobodnego wypowiadania się o złu moralnym, zanim okaże się, iż za głoszenie Ewangelii znowu będzie się ludzi wtrącać do więzień lub eksterminować. Jeśli twierdzenie, że aborcja to zabijanie dzieci, to domagająca się penalizacji „mowa nienawiści”, to strach pomyśleć, co za chwilę zostanie zakwalifikowane jako zakazane, a przecież to zaledwie przedsmak rewolucji kulturalnej, jaką niesie ze sobą neomarksistowska wizja superpaństwa.
o
 
Wykop Skomentuj90
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale