Free Your Mind Free Your Mind
130
BLOG

Poradnik dla eurokratów nowej generacji

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 36

 

J. Rokita proponuje w ramach realizmu politycznego „wspierać resztki myślenia federalistycznego i rozszerzeniowego” w „UE”, dążyć do zakończenia wojny w Afganistanie i „przeciwstawiać się konsekwencjom niedobrych dla nas trendów”. O ile jeszcze, co do wojny w Afganistanie, to bym się zgodził, o tyle wizja „wspierania resztek” czy nawet „wspierania resztek myślenia” wydaje się mało porywająca, jeśli to miałaby być jedyna polityczna przyszłość przed jaką staje nasz kraj. Jeżeli nie pozostaje nam nic innego, jak czekać i „przeciwstawiać się konsekwencjom” czegoś złego, to pociecha z takiej rady niewielka, a i skutki takiego działania, które właściwie polega na pogodzeniu się z losem, mogą być tylko opłakane, zwłaszcza że całe 20 lat polskiej polityki zagranicznej to właśnie taka postawa.
 
20 lat czekania. Żadnej poważnej wizji państwa. Żadnej poważnej reformy. Żadnego rozliczenia komunizmu. Żadnego poważnego sojuszu militarno-politycznego. Żadnej poważnej gospodarki. Żadnych odszkodowań za II wojnę światową – ani od Niemców, ani od Rosjan – o Ukraińcach nie wspomnę. I co? Rokita ma nam do zaproponowania dalsze przeczekiwanie.
 
Oczywiście, czekać można, cóż właściwie złego jest w czekaniu? Zaletą bezczynności jest to, że my nie musimy robić nic (albo nazbyt wiele), zaś inni, sprytniejsi – tudzież, jak mawia Michalkiewicz - „starsi i mądrzejsi”, robią za nas wszystko. Tak też się dzieje od 1989 r., gdy naszymi sprawami troskliwie zajmują się dyplomacje: niemiecka (kwestie unijne i kulturowe) oraz rosyjska (kwestie militarno-energetyczne). Do przeczekania zostało nam już właściwie niewiele, bo kwestie unijno-kulturowe i militarno-energetyczne zostały już przez dyplomacje naszych sąsiadów odfajkowane. Zostały li tylko kwestie własnościowo-terytorialne. Przydałoby się zatem, by zastęp ludzi dobrej woli i niespożytych mocy intelektualnych, którzy niespokojnie się wiercą w swoich fotelach, jeśli danego dnia nie nachwalą się w polskojęzycznych mediach zalet niemieckiej kanclerzowej czy rosyjskiego prezydento-premiera, zaczął nas oswajać z myślą, że tak naprawdę nie jest nam potrzebny taki wielki kraj, bo po pierwsze, nie umiemy nim porządnie gospodarować (por. niemiecki cud gospodarczy), po drugie inni potrafią zagospodarować „pewne tereny” lepiej (por. Zagłębie Ruhry vs Śląsk), po trzecie, „czas spytać”w plebiscytach, tfu, referendach, czy miejscowa ludność czasem nie życzy sobie jakichś „kosmetycznych zmian administracyjnych”.
 
Czas przejść do konkretnych porad. Ostatni  z wyżej wymienionych punkt należałoby bowiem medialnie i argumentacyjnie podbudować w taki sposób (w nawiasach podaję to, co trzeba dodawać mimochodem): Po pierwsze: „nasza kochana UE”(która żadnym superpaństwem nie jest, nie była i nie będzie) to obecnie pewien zbiór regionów (państwo narodowe dawno stało się przeżytkiem). Tu cenna dygresja: parę lat temu profesor politolog zagadnięty przeze mnie z głupia frant w kwestii „UE” stwierdził, że to właśnie dobrze, iż etniczność się roztopi w wielkim unijnym eksperymencie, ponieważ to z tej cholernej etniczności biorą się wojny, takie jak choćby na Bałkanach. Pomijając już to, czy konflikt na Bałkanach wybuchł sam z siebie, czy też życzliwy sąsiad chałupy podpalił - ale ten argument, że współistnienie państw narodowych może generować lokalne wojnymożna w kampanii zastosować. Co odważniejsi mogą się powoływać na przykład ZSSR, w którym wojen żadnych nie było dopóki się nie rozpadł.
 
Po drugie, należałoby – odwołując się do świętych dogmatów demokracji – zacząć przepytywać rozmaitych ludzi zamieszkujących tereny wymagające zmian administracyjnych, co by powiedzieli na to, gdyby np. trzeba było się zatrudnić u niemieckiego przedsiębiorcy lub też gdyby sprawami gminy zajmował się jakiś życzliwy, uprzejmy, niemiecki urzędnik. Przedstawiciele starszego pokolenia mogliby mówić, że niemiecki słabo pamiętają, ale gdyby był w urzędzie tłumacz, to by nie przeszkadzało. Zaś młodzi nie widzieliby żadnego problemu.
 
Po trzecie, po przeprowadzeniu sond i zrobieniu cyklu reportaży o ciężkim losie ludzi zamieszkujących tereny wymagające zmian administracyjnych (przydałaby się też jakaś głośna powieść na ten temat, no ale może Tokarczuk czy Masłowska by coś szybko upichciły, a kapituła Nike by z marszu klepnęła, zaś równolegle ukazałoby się wydanie po polsku i o niemiecku), należałoby w kampanii medialnej uderzyć w ton: pozwólmy im się wypowiedzieć. A krócej na bilbordach: dajmy im głos (tu jakiś sugestywny obrazek uśmiechniętych, choć bardzo skromnie ubranych ludzi na tle familoków lub sypiących się budynków i zrujnowanego parku maszynowego któregoś z pomorskich pegeerów). Dajmy im głos!- taki spot reklamowy pojawiałby się w zetce i innych postępowych rozgłośniach, zaś zawsze wierni najwięksi polscy dziennikarze, odpytywaliby dyżurnie każdego z polityków: co pan/pani sądzi o akcji „Dajmy im głos”? Większość zaś polskich polityków, którzy przecież zwolennikami demokracji są nie od dziś, a niektórzy to nawet od czasów breżniewowskich, opowiedzieć musiałaby się ZA demokracją, a nie za jakąś cholerną dyktaturą, Białorusią czy inną izolacją.
 
No i potem pozostawałyby do logistycznego opracowania i wykonania dwie rzeczy. 1) ogłoszenie referendów z prostym pytaniem: Czy życzą sobie państwo pozytywnych zmian administracyjnych na zamieszkiwanych przez siebie terenach? 2) Policzenie głosów.
 
A specjalistów od liczenia głosów jest na świecie dostatek.
 
o

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (36)

Inne tematy w dziale Polityka