612 obserwujących
1599 notek
9301k odsłon
390 odsłon

Przebudzenie

Wykop Skomentuj64

 

Gdy w 1989 r. w wyniku kontestowania „przymierza okrągłostołowego” zetknąłem się z ludźmi z Wydziału Ochrony Konstytucyjnego Porządku Państwa (MSW), sprawiali oni wrażenie, jakby żadnych „przemian ustrojowych” nie dostrzegali. Oczywiście można to było zrzucić na karb, prawda, zawirowań związanych z „historycznym przełomem”, bo w takich zawirowaniach nie wszystkie komunikaty wszędzie docierają i np. posowiecka Bezpieka może nie wie, że czasy wszechmocy Bezpieki już się skończyły. Następne lata jednak, które przyniosły zmiany w nazewnictwie, a nawet w niektórych kadrach, potwierdziły (zwłaszcza po kolejnym historycznym przełomie w czerwcu 1992 r., ale już  dużo wcześniej po doniesieniach o bachanaliach związanych z paleniem akt), że bezpieczniacy żyją sobie w najlepsze, jedynie koncentrują swoje działanie na zwalczaniu tych środowisk opozycyjnych, którym się, nie wiedzieć czemu, rzecz jasna, neopeerel nie podoba. WKU, co też warto zaznaczyć, ścigało poborowych jak za dawnych sowieckich lat, a wojskówka tymczasem robiła interesy o jakich się jej wcześniej nie śniło. W 2002 r., jesienią, zaszedłszy do pewnej knajpy, spotkałem siedzącego przy barze, zapitego i pewnie z tego powodu rozmownego, młodego reprezentanta (już) ABW, który machając znajomym przed oczami jakimś identyfikatorem, nie krył fascynacji i służbami, i skalą władzy, jaką one dysponują, zapewniał też zebranych, że cały czas zbiera się na rozmaitych ludzi haki, a jak przychodzi potrzeba, to się te haki wyciąga i danego człowieka nęka. Ów ostatni epizod był dla mnie, wyczulonego na bezpieczniaków, o tyle intrygujący, że wychodziło na to, iż stare pokolenie esbecji, doświadczone w inwigilowaniu i represjonowaniu obywateli, wychowuje sobie godnych następców.

 
Ten dość pobieżny przegląd historyczny służyć ma za ilustrację do tego, że po 20 latach dziennikarze odkrywają wszechobecność ludzi służb specjalnych na przykładzie sprawy W. Sumlińskiego. Mam bowiem nadzieję, że po tym odkryciu pójdą oni za ciosem, tzn. będą dążyć do wyparcia bezpieczniaków z życia publicznego i prywatnego. Muszą się oczywiście liczyć z tym, że bezpieczniacy nie tylko łatwo nie ustępują, lecz i potrafią kontratakować i nękać. Nękać dotkliwie, nie przebierając w środkach.

 
Dla wielu ludzi, których postrzeganie świata zaczyna się i kończy na telewizyjnym dzienniku czy wymyślonym jeszcze za pierwszej komuny, piorącym mózg, „Teleekspresie”, Bezpieka nie istnieje, a jeśli istnieje, to gdzieś na dalekich obrzeżach świadomości. Tego typu ludzie, zaimpregnowani już medialną papą, na wieść o tym, że posowieccy bezpieczniacy przenikają wszystkie newralgiczne struktury państwa, pukają się w głowę lub przytomnie upominają, iż nie należy rozpowszechniać „teorii spiskowych” lub „popadać w paranoję”. Dla przeciętnego człowieka, rzecz jasna, bezpieczniacy są faktycznie niewidoczni, nie tylko z tego względu, że są dyskretni, a na poziomie jakichś bardzo małych spraw (czyli kiedy bezpieczniakom nie wchodzi się w paradę) mogą się faktycznie nie pojawiać, ale też z tego powodu, że życiorysy wielu bezpieczniaków mocno się zamgliły na przestrzeni lat i nowe legendowanie sprawiło, iż w CV wielu postawnych i szacownych byznesmenów epizody bezpieczniackie jakoś zniknęły z bazy danych. Jeśli zaś powracały, to zwykle nagłaśniały je „niszowe pisemka prawicowe” (jak to określają przedstawiciele Ministerstwa Prawdy), a więc kwitowano to albo śmichem, albo pytaniem „no i co z tego?” Tego typu ozdrowieńcze zmiany w życiorysach zaszły zresztą w większości wpływowych środowisk i tak np. naukowcy swoje bibliografie wyczyścili z „badań nad młodymi robotnikami Nowej Huty”, rekonstruując swoje sukcesy badawcze dopiero od czasów „po historycznym przełomie”; dziennikarze związani z indoktrynacją komunistyczną i czerwonymi mediami nagle swoje kariery zaczynają na nowo od 1989 r.; artyści wyczyścili sobie domowe archiwa z dokumentów serwilizmu wobec komunistycznej władzy, powywalali zdjęcia z pochodów pierwszomajowych, pochowali „nagrody literackie” czy „ordery” otrzymane od cepów itd.

 
I nagle po tej wielkiej komedii, której widzowie do tego stopnia zżyli się z przedstawianą fikcją, że traktują ją jako realne, wolne, niepodległe państwo, następuje szok i B. Rymanowski nie może się nadziwić, że bezpieczniacy są wśród nas i nicują rzeczywistość wedle starych, sprawdzonych wzorców. Nasuwa mi się w tym momencie skojarzenie ze znakomitym filmem „Awake” (2007) opowiadającym o tym, jak pewien operowany gostek zachowuje pełną świadomość podczas zabiegu i może obserwować (rzecz jasna, także czuć) to, co z nim wyrabia, wredny jak się potem okazuje (nie zdradzam szczegółów), zespół chirurgiczny. Wygląda wszak na to, że dopiero, gdy chirurdzy, co sobie kroją Polskę wedle własnego uznania, wbili skalpel w tyłek tego czy tamtego żurnalisty, to ci zaczynają się budzić na stole operacyjnym. Pytanie tylko, czy uda im się zerwać z twarzy maskę tlenową.
 
o
 
Wykop Skomentuj64
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale