614 obserwujących
1599 notek
9286k odsłon
11580 odsłon

Dubrownik a Smoleńsk

Wykop Skomentuj107

 

3 kwietnia 1996 r. w okolicach lotniska w Dubrowniku w Chorwacji doszło do katastrofy wojskowego amerykańskiego samolotu przewożącego na pokładzie wysokich funkcjonariuszy państwowych, między innymi Rona Browna jednego z najbliższych współpracowników prezydenta Billa Clintona, pełniącego urząd sekretarza handlu w ówczesnej waszyngtońskiej administracji. Samolot (Boeing 737) w ulewnym deszczu i gęstych chmurach, kierując się na lotnisko, którego wieża nawet nie dysponowała radarem, tylko dwiema radiolatarniami NDB, zboczył z kursu po minięciu pierwszej NDB i jakieś trzy kilometry od lotniska uderzył w stok górski. Zginęło 35 osób (stewardessa, która ocalała, zmarła w drodze do szpitala). Oprócz fatalnych warunków pogodowych (choć tych w śledztwie nie uznano za decydujące) i kiepskiego lotniska, można mówić o innych podobieństwach między tym, co się wydarzyło koło Dubrownika a katastrofą polskiego rządowego tupolewa 10 Kwietnia. Otóż biorąc pod uwagę to, że Ruscy przejęli i sfałszowali zapisy rozmów z kokpitu i zapewne (jeśli opublikują) inne dane dot. parametrów lotu także będą sfałszowane, to możemy sobie powiedzieć, że NIE MAMY czarnych skrzynek z tupolewa – tak jak nie było takich skrzynek w przypadku katastrofy z kwietnia '96 r. (wtedy tamten typ samolotu nie posiadał takich rejestratorów; jak napisał T. Weiner w raporcie opublikowanym przez „New York Times” z takim wyposażeniem taki samolot nie uzyskałby zezwolenia na loty cywilne w USA). Nie mamy też wraku ani dokładnej dokumentacji fotograficznej dotyczącej szczątków.

 
Są też oczywiście spore różnice między okolicznościami katastrofy i, ma się rozumieć, śledztwami – załoga amerykańska w przeciwieństwie do polskiej zupełnie nie znała trasy, okolicy ani lotniska (nigdy tam nie lądowała). Dane dotyczące lotniska i „wysokości decyzji”, którymi kierowali się piloci boeinga 737, nie były zatwierdzone przez Departament Obrony – co więcej aparatura pokładowa (brak dwóch odbiorników ADF (Automatic Direction Finder) zbierających sygnały z radiolatarni - był tylko jeden, co odkryto w czasie badania szczątków) nie pozwalała na bezpieczne podejście do lądowania w takich właśnie warunkach, jakie panowały 3.IV.1996 w okolicach Dubrownika. Poza tym w trakcie śledztwa zbadano dokładnie obie NDB i działały prawidłowo, nie tak jak w Smoleńsku (o ile tu były dwie, a nie więcej na wojskowych samochodach). Zrazu w mediach spekulowano o możliwych naciskach na pilotów („notable się zawsze spieszą”), a nawet podejrzewano, że może na stoku ustawiona była fałszywa radiolatarnia (wojsko amer. przetrząsnęło całą okolicę; choć akcja poszukiwawcza ruszyła dopiero parę godzin po katastrofie), ale wnet uznano, że w górach taki fałszywy nadajnik byłby trudny do przetransportowania i musiałby mieć wyjątkowo mocny sygnał, by zmylić samolot (pomijając już patrole natowskie, które wtedy kontrolowały obszar byłej Jugosławii). Po śledztwie i dokładnym zbadaniu szczątków (i załogi, i pasażerów), winą obarczono pilotów, ale też – tu uwaga, bo to najważniejsze w całej tej historii z Dubrownikiem – kilkunastu wysokich rangą wojskowych odpowiadających za bezpieczeństwo tego rodzaju lotów i za procedury związane ze sprawdzaniem lotnisk, na których mają lądować statki powietrzne armii USA (zwolnienia ze służby lub inne dyscyplinarne konsekwencje). Winą obciążono też samo lotnisko w Dubrowniku (po tej katastrofie zamontowano tam ILS).

 
Piszę o tym w kontekście artykułu opublikowanego przez najnowszą „GP” („Tusk chroni szefa BOR” Leszek Misiak i Grzegorz Wierzchołowski). W normalnym kraju M. Janicki oraz T. Arabski w ciągu pierwszej godziny po śmierci Prezydenta i członków sztabu generalnego zostaliby zatrzymani i oddani do dyspozycji prokuratury jako pierwsze osoby odpowiedzialne za to, że doszło do takiej tragedii. Mam nadzieję, że do tego dojdzie, tzn. że zarówno Arabski odpowiadający za logistyczno-sprzętowe przygotowanie przelotu delegacji prezydenckiej, jak i Janicki odpowiadający za bezpośrednie bezpieczeństwo tejże delegacji, staną przed sądem. W przypadku śledztwa, które trzeba będzie wszcząć w sprawie Smoleńska (po odsunięciu od władzy ciemniaków), a dotyczącego działań na szkodę polskiego państwa, należy po zebraniu materiału dowodowego przesłuchać następujące osoby przede wszystkim w takich sprawach:

 
Janickiego – kto mu wydał polecenie niezabezpieczania delegacji prezydenckiej; czy było to polecenie ustne czy na piśmie (czy jest na to jakiś dokument?);
Arabskiego – kto mu wydał polecenie zapakowania wszystkich członków delegacji prezydenckiej do jednego samolotu (czy jest na to jakiś dokument?);
Tuska – z kim się konsultował zaraz po katastrofie; kto mu przekazał sugestię, że należy sprawę śledztwa przekazać stronie rosyjskiej (czy była to propozycja od samego Putina, czy może od jakichś ludzi w Polsce – od kogo?; czy Tusk kontaktował się w ogóle z sojusznikami NATO (czy są jakieś notatki dot. tych kontaktów)?; czy wiedział o zagrożeniu terrorystycznym ogłoszonym 9 kwietnia br. przez Dyżurną Służbę Operacji Sił Zbrojnych, czyli w przeddzień wylotu prezydenckiej delegacji – czy przedsięwziął jakieś kroki by uruchomić środki bezpieczeństwa?;
Komorowskiego – kto mu powiedział, że może urzędowo przejąć władzę w Polsce, nie mając oficjalnego, urzędowego potwierdzenia śmierci Prezydenta – kto mu podsunął ten pomysł?

 
Chodzi więc, by w takim śledztwie zrekonstruować na samym początku grupę „doradców”, którzy upewniali ciemniaków w bezprawnych działaniach. Nie muszę dodawać, że ci „doradcy” także powinni stanąć przed sądem.

 
http://flightsafety.org/fsd/fsd_jul-aug96.pdf (materiały dotyczące śledztwa i przyczyn katastrofy)
http://www.ntsb.gov/publictn/1999/SPC9901.pdf raport NTSB (dla amer. Kongresu) dot. katastrof z 1996 r.

 
Wykop Skomentuj107
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale