- to generalne zalecenie prof. I. Krzemińskiego czołowego diagnostyka stanu intelektualnego i emocjonalnego Polaków, który to socjolog po prostu nie może znieść sytuacji przejścia PiS-u do opozycji. Gdyby PiS zniknął z tego świata, to może dałoby się odetchnąć z ulgą i byłaby nareszcie normalność na chłopski rozum Pawlaka lub na inteligencki rozum Marszałka Koronnego Komorowskiego. A tak? Nie do pozazdroszczenia jest sytuacja zwycięskiej partii rządzącej, bo wyszczekany PiS już się zabrał za judzenie przeciwko porządnym politykom.
"Mamy już za sobą pierwsze próbki, choć jeszcze nawet nie zawiązano formalnie nowej koalicji rządowej. Mam na myśli decyzję sądu w sprawie redaktora "Gazety Polskiej" Tomasza Sakiewicza. Premier uznał, że mamy do czynienia z prawnymi machinacjami PO, nazywając to putinizacją polskich stosunków medialnych! Byłoby to czymś komicznym, gdyby nie fakt, że każda, dosłownie każda, stacja telewizyjna powtórzyła tę fundamentalnie kłamliwą wypowiedź."
Cholera, "dosłownie każda stacja telewizyjna" - to brzmi naprawdę groźnie. Czy ktoś zasnął przy zwrotnicy kultury, czy co, że hasło "putinizacja" tak się bezkarnie panoszyło w mediach? Czemu nikt za to nie wyleciał z pracy? Za co im się płaci, łapduchom? Ale akurat hasło "polska STASI", czy inne werbalne popisy rozmaitych ówczesnych antykaczystowskich opozycjonistów wszelakiego autoramentu jakoś Krzemińskiemu nie przeszkadzały. Cóż, może nie zauważył takich haseł. Może nie pojawiały się "dosłownie w każdej stacji telewizyjnej" (ma, chłop, swoją drogą, podzielną uwagę, by śledzić jednocześnie tyle kanałów telewizyjnych, chyba, że przesiaduje w jakiejś reżyserce z podglądem i kilkunastoma monitorami - ale przecież za to kochamy polską naukę!).
Do rzeczy jednak, Szanowni Państwo, bo sprawy są poważne. Sytuacja nie jest jednak beznadziejna, bo Krzemiński widzi z niej jakieś wyjście:
"Na miejscu Donalda Tuska powołałbym specjalny zespół, który zająłby się analizą działań komunikacyjnych PiS-u, kierunku ataków i środków przeciwdziałania. Jedno nie ulega wątpliwości: będzie to miało naprawdę istotne znaczenie dla obrazu rządu i przyszłego premiera. Działania tego zespołu, mające wytrącać broń agresji przeciwnika, widziałbym idące w dwóch kierunkach: po pierwsze - dobre, rzetelne wyjaśnianie w mediach wszelkich kwestii i bardzo jasne klarowanie wszystkiego, zwłaszcza własnych intencji. "
Jakiś Główny Urząd Kontroli? Wydawało mi się, że istnieją już w Polsce instytucje monitorujące media, ale tu chyba chodzi o coś innego. No, może nie od razu urząd kontroli, bo oszołomy z PiS-u zrobiłyby zaraz wrzawę z kolejną falą putinizacji (a który z tych gadów Putina na oczy widział, hę?), ale jakiś - powiedzmy - urząd normalizacji przekazu medialnego. Czyli, jak w normalnym państwie o normalnych sprawach (typu poczynania rządu) pisać normalnie. Zestaw pewnych dyrektyw dla ludzi mediów, no i potem skrupulatne - jak to się elegancko mówi w języku urzędasów - ewaluowanie. O, Urząd Ewaluacji Przekazu Medialnego.
Jednakże Krzemiński i przed takim ciałem (nie dodaje, czy finansowanym z pieniędzy podatników, czy z prywatnych składek zainteresowanych, ale to drobiazg, liczy się idea) widzi kłody rzucane przez potencjalnych sabotażystów:
"Nie będzie to łatwe, bo ewentualne ataki będą oparte nie tyle na rzeczywistych, racjonalnie kontrolowanych przesłankach, ile na tym, co dotąd stanowiło i stanowi siłę PiS-u: na silnych emocjach i poczuciu więzi ideologicznego elektoratu z "naszą partią" i jej wodzami, czyli z PiS-em. Prowokacje emocjonalne, takie jak obecnie rozwijająca się akcja oskarżania Radka Sikorskiego i próby jego moralnej deprecjacji, to będzie czasem bardzo twardy orzech do zgryzienia."
Cholera, miałem dotąd niezbite przekonanie, że to PO się odwoływała głównie do emocjonalnej sfery wyborców, a nie PiS, ale byłem w błędzie. Za to też kochamy polską naukę, że nas wyprowadza z błędów! Mniejsza o moje błędne przekonania, gdy las wnet zapłonie. Na szczęście strażak Sam, tzn. Krzemiński, radzi akcje profilaktyczno-prewencyjne, zanim będzie za późno:
"Marzy mi się, żeby PO była w stanie uruchomić w całej Polsce bardziej bezpośrednie oddziaływanie na opinię publiczną, polegające na tym, aby ludziom na poziomie gmin, powiatów czy województw wyjaśniać posunięcia rządu i dyskutować na ten temat także z oponentami. Wtedy może się okazać, że medialne ataki i zarzuty będą kierowane w próżnię."
(http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=335&ShowArticleId=67239)
I teraz, gdybyśmy mieli normalne media, to by taki postulat (marzenie to przecież za mało powiedziane) powtórzyła dosłownie każda stacja telewizyjna. Przecież jest to piękna, choć zapoznana idea obywatelskiego dziennikarstwa, której początek dali ideowcy pojawiający się w okresie wprowadzania reformy rolnej, czy innych socjalistycznych udogodnień życia społecznego. Jeździli od wsi do wsi i tłumaczyli ludziom, na czym polega normalność socjalizmu, elektryfikacja i władza rad.
Dzisiaj czasy są odmienne i inne priorytety w polityce wewnętrznej, ale przecież mechanizm tłumaczenia zwykłym ludziom, o co w tym wszystkim chodzi, można zastosować ten sam, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że tamten już raz się znakomicie sprawdził. Tak więc, panie Janke, panie Leski, panie Wójcik et consortes, zapakować się do jakiegoś przebubowego PKS-u i dawaj, od wsi do wsi rundę robić i wyjaśniać obywatelowi, na czym polega normalność rządów PSL-u i PO. Tylko porządnie, żeby obywatele nie zgłupieli do reszty, jak znowu zza węgła posłyszą reakcyjne ujadanie jakichś opozycyjnych szczekaczek.


Komentarze
Pokaż komentarze (67)