Fronda Młodych Fronda Młodych
596
BLOG

Jaja jak moherowe berety, czyli Biedroń jako autorytet

Fronda Młodych Fronda Młodych Polityka Obserwuj notkę 1

                                                                Z serii

                                                  Jaja jak moherowe berety

Najfajniejszy premier na świecie nie przyjął dymisji Bogu ducha winnej minister sportu. - Zachowanie pani minister świadczy o tym, że czuje się zaszczuta tym wszystkim – oświadczył i wspomniał też o „brutalnej nagonce” wobec szefowej resortu sportu. To rzeczywiście skandal. Dlatego właśnie to główni uczestnicy nagonki powinni podać się do dymisji , poczynając od lidera opozycji Jarosława Kaczyńskiego, a kończąc na redaktorach prawicowej prasy.  Każdy obrzydliwy krytyk nieudolności  Zaszczutej Joanny, jeśli ma resztki przyzwoitości, powinien to zrobić – a kto ma inne zdanie, ten pisior. Ewentualnie faszysta, bo akurat dla Kaczora pisior to nie obelga.

Robert Biedroń (Rucha Palikota),  choć na polityce się nie zna („Konwent Seniorów? Yyyyy… zebranie… yyyyy….najważniejszych… najstarszych posłów”), to doskonale odnajduje się w roli autorytetu. Pokazał to jego występ (czy też raczej homilia) w „Kropce nad i”, gdzie rozmawiał, a raczej przemawiał, do Tomasza Terlikowskiego. Kiedy  tamten wyliczał argumenty przeciw aborcji, Biedroń nie silił się na merytoryczne kontry, tylko „apelował”. Terlikowski tłumaczył, że nie tylko kobiety, ale również  nienarodzone dzieci mają prawa - Biedroń „apelował, żeby nie rozmawiali w ten sposób”. Terlikowski replikował na uwagę Olejnik, że Kościół przez 13 lat akceptował kompromis aborcyjny (aborcja dopuszczalna tylko w przypadku gwałtu lub podejrzenia upośledzenia dziecka) i przypominał, iż dla biskupów był to wyłącznie „krok w dobrym kierunku” - Biedroń dwukrotnie „apelował” do naczelnego Frondy (tym razem nie wiadomo było, o co). Ku oburzeniu Moniki Olejnik, mimo apeli Biedronia Terlikowski nadal przytaczał argumenty przeciw, zamiast zgodzić się ze świeżo upieczonym autorytetem dyplomowanym.

Rzecznik MSZ uświadomił Cezarego Gmyza z „Rzepy”, że „zadzwoni do jego przełożonych i zrobi wszystko, żeby tekst się nie ukazał”. Chodziło o tekst o kolejnych zaniedbaniach polskiej dyplomacji (coraz lepszej przyjaciółki dyktatora Łukaszenki), która dostarczała białoruskim służbom kwitów na miejscowych opozycjonistów. Naruszenie wolności słowa? Broń Boże, „nieudana próba przekonania redakcji”.  Podanie się do dymisji Marcina Bosackiego? No nie, przecież  te naciski to były  „w imię interesu państwa i ludzi na Białorusi.”

Tymczasem w Niemczech rzecznik partii CSU zrezygnował ze stanowiska, po tym jak wyszło na jaw, że wydzwaniał do redakcji ZDF, by przekonać ją do rezygnacji z transmisji kongresu konkurencyjnej partii.Chciałoby się powiedzieć: ale frajer, też przecież mógł powiedzieć, że interes państwa, ludzie w Niemczech, itd. i byłoby sprawie.

Po chwili namysłu, trzeba jednak całkiem na poważnie przyznać, że niemieccy politycy mimo grzechów i grzeszków mają jeszcze trochę wstydu. Jak się ich przyłapie na skandalu, to rezygnują ze stanowisk i chowają się przed mediami. Dla polityków Platformy to póki co niedościgniony wzór.

Janusz Roszkiewicz

Fronda Młodych

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka