Ostatni tydzień upłynął mediom na komentowaniu jedynie dwóch, ale za to spektakularnych i brzemiennych w skutkach wydarzeń.
Pierwszym z nich było poniedziałkowe zwolnienie dziennikarzy „Rzeczpospolitej” odpowiedzialnych za zeszłotygodniowy artykuł o tym, że na wraku Tupolewa znaleziono ślady trotylu i nitrogliceryny. Polecieli więc: Cezary Gmyz, autor kontrowersyjnego artykułu, Tomasz Wróblewski - redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”, Bartosz Marczuk – jego zastępca, oraz Mariusz Staniszewski – szef działu krajowego. Lewica oburzyła się przez to, że artykuł Gmyza to na pewno bajka i kto to w ogóle pozwolił opublikować. Prawica oburzyła się, że zwolnienie dziennikarza „Rzeczpospolitej” to kolejny dowód ograniczania wolności słowa w Polsce. Krótko mówiąc: wszyscy oburzeni. Główny sprawca całego zamieszania, Cezary Gryz, jednak ani nie odwołał ustaleń zawartych
w artykule, ani też nie ujawnił źródeł swoich informacji. W wywiadzie zaś dla portalu wPolityce.pl (portal zaproponował dziennikarzowi pracę) w bardzo negatywny sposób odniósł się do swojego spotkania z zarządem wydawnictwa
„Rzeczpospolitej” i zasugerował, że było ono jedynie formalnością, gdyż faktycznie decyzja o jego zwolnieniu zapadła już dużo wcześniej. Jednocześnie zwolnienie to wywołało szaleńczą falę poparcia dla Cezarego Gmyza. Jak on sam twierdzi, nawet
ze strony dziennikarzy o zupełnie odmiennych poglądach politycznych napływały słowa otuchy. W środę, 7 listopada, pod redakcją „Rzeczpospolitej”, odbyła się pikieta,
w której wzięło udział wielu prawicowych publicystów i działaczy, a która miała na celu wyrażenie sprzeciwu wobec zwolnienia Cezarego Gmyza.
Drugim wiekopomnym wydarzeniem tego tygodnia były oczywiście wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Zwyciężył Obama, a świat obiegły cytaty obydwu kandydatów, w których gratulowali sobie nawzajem zażartej walki w kampanii. Wszyscy byli pod ogromnym wrażeniem tych gratulacji, bo wiadomo, że obozy, którym panowie przewodzili, delikatnie mówiąc, nie pałają do siebie miłością. Oczywiście od razu zawrzało od porównań „Kiedy w Polsce będzie możliwa tak czysta gra polityczna?” Nie wiem, ale NA PEWNO NIE BĘDZIE MOŻLIWA, dopóki na scenie politycznej jest Jarosław Kaczyński razem ze swoją sektą smoleńską, bo przecież tylko Jarosław Kaczyński stoi na przeszkodzie, żeby Polska była tak miłym i kulturalnym krajem jak Stany. Z wygranej Obamy ucieszył się Kreml, ale najważniejsze, że ucieszył się polski prezydent. Bronisław Komorowski o d r a z u przesłał Barackowi Obamie gratulacje.
I bardzo dobrze zrobił – amerykański przywódca na pewno zmartwił by się, gdyby nie dostał pozdrowień z Warszawy.
Grzegorz Paczkowski
Fronda Młodych



Komentarze
Pokaż komentarze