Fronda Młodych Fronda Młodych
1300
BLOG

Kiedy myślę "Polska"...

Fronda Młodych Fronda Młodych Polityka Obserwuj notkę 26

 

1.
Po pierwsze, kiedy myślę Polska, z miejsca nadchodzą mnie obawy,
że za chwilę pojawi się kilku wesołych rozebranych panów, tudzież feministek, które zaczną mówić mi o tym, w jak bardzo zaściankowym państwie żyjemy, bo homoseksualiści nie mają prawa zaadoptować dziecka
. Grupa rówieśników, idąc śladem idola z telewizyjnego show pośmieje się
z nawiedzonego Kaczyńskiego i Smoleńska, bo minęły przeszło dwa lata, a „cyrk”, "oberek na grobach" czy "hucpa" nadal trwają.
Jakby nie można było w końcu zacząć mówić o rzeczach ważnych, jak na przykład legalizacja marihuany. Nonsens.
Kiedy myślę Polska, to mam wrażenie, że tacy jak ja powinni zamknąć się w domu
i nie kontaktować ze światem zewnętrznym, żeby tylko nie zablokować jego rozwoju, albo nie rzucić gdzieś przypadkiem słów: ojczyzna, tradycja czy patriotyzm. Nie daj Boże. Wstyd. Kiedy myślę Polska, mam wrażenie, że łatwiej w niej dziś ogłosić wszem
i wobec, że jest się ateistą, że jest się za aborcją, że 10 kwietnia to dawno, a zresztą kogo to obchodzi. Że wszyscy jesteśmy nietolerancyjnymi antysemitami, a Polska to wcale nie taka mężna i pokrzywdzona przez los, a nawet jeśli, to po co o tym ciągle mówić. Lepiej wstydźmy się wszystkiego czego można.

2.
Wielkie słowa, chociaż dziś, dla niektórych tak puste, przez lata łączyły narody. Gdzieś pomiędzy marszem półnagich obściskujących się mężczyzn walczących o swoje prawa, a tym ku wyzwoleniu zielonej rośliny, jakże niezbędnej na każdej imprezie szesnastolatków, potrafimy wyjść na ulicę i swoją większą czy mniejszą miłość
do ojczyzny zamanifestować. 11 listopada nie wygląda tak jak powinien? Pomijając to, że oczywiście to grupa narodowców i faszystów jak zwykle rozwala marsz i wszczyna zamieszki, może po prostu zbyt dużo osób zastanawiających się nad tym, czy wolność przypadkiem nie jest karą, wychodzi na ulicę?

3.
Oczywiście, całkiem prawdopodobne, że staliśmy się narodem groteskowym, specyficznym dla Europejczyków. A który inny naród tak bardzo nienawidzi siebie?
Tak bardzo wspomina tylko to, za co powinniśmy się wstydzić, bić w pierś i przepraszać innych? Tylko czy to nie odrobina hipokryzji, że ktoś najpierw zastanawia się czy wolność nie jest przypadkiem karą dla Polski, a chwilę później mówi o wspaniałych czasach, kiedy cała Europa gotowa była wieszać sztandar "Solidarności" jako flagę wolności, nadziei i triumfu? Ja tak samo jak skrajnej prawicy, obawiam się skrajnej lewicy, a może nawet nie tyle skrajnej lewicy, jak ludzi nienawidzących prawicy tylko dlatego, że kojarzy im się z Prezesem PiSu czy księdzem pedofilem. A może warto też dodać, że kościół to nie tylko księża pedofile, pomimo, że ci owszem, też niestety są. To też tysiące księży na misjach w Afryce i pomagających tamtejszym ludom. To oni wyjeżdżają do odciętego od świata buszu, żeby uczyć ludzi moralności, ale też żeby pomóc im w codziennym życiu. Nie ateiści krzyczący
z plakatów, że nie zabijają, nie kradną i nie wierzą. Nie politycy i nie panowie
w garniturach z ONZ, nie panowie z UE, nie gwiazdy działające „charytatywnie”,
ale księża. 

4.
Kiedy myślę Polska, widzę prezesa, może rozwścieczonego szaleńca, ale przede wszystkim nieszczęśliwego człowieka. Widzę telewizyjnego showmana drwiącego
z jego osobistej tragedii przy każdej możliwej okazji. Jest wojna o Smoleńsk i pewnie będzie dopóty, dopóki jego sprawa nie zostanie odpowiednio rozwiązana.
A odpowiednio nie znaczy: zapomnijmy o tym co było, żyjmy dalej i nieważne, że w trumnie leży nie ten kto powinien. Winnych brak. Polska polityka koncentruje się wokół aborcji, antykoncepcji czy in vitro, bo (i tu zaryzykuję tezę,
nie umniejszając oczywiście wagi spraw szpitali czy autostrad) życie ludzkie powinno być i całe szczęście, dla niektórych jeszcze jest najważniejsze.

5.
Kiedy myślę Polska, staram się wyobrazić sobie, że w przyszłości uda nam się trochę wrócić do przeszłości. Kiedy słów patriotyzm czy ojczyzna nie trzeba było tłumaczyć na milion różnych sposobów i prześcigać się w wygłaszaniu tych definicji, bo ich znaczenie było oczywiste, tak po prostu. Kiedy nie wstydziliśmy się robić czegoś „dla ojczyzny” czy „za ojczyznę”, a sama ona faktycznie coś znaczyła.
Bo to całkiem mądre i słuszne stwierdzenie, że historii nie należy ignorować, czyli robić tego, co dziś się stara za wszelką cenę, bo tak to już jest, że lubi się ona powtarzać.

6.
Kiedy myślę Polska, coraz bardziej przeraża mnie myśl, że zaczynam nie lubić tego kraju. Albo tych ludzi. Z tym, że kraj tworzą ludzie, więc pewnie na to samo wychodzi. Tęsknie wracam do opowieści dziadka, do Polski, w której były jakieś wartości i najbardziej ubolewam nad tym, że dziś nie działa się po to, żeby coś zbudować, ale żeby zburzyć. Zburzyć Kościół. Zburzyć wiarę i resztki moralności
w ludziach, które - bądź co bądź - właśnie Kościół przede wszystkim w nich ukształtował. Zburzyć wiarę w to, że Polska była silna i być taka jeszcze może, szczególnie to drugie chyba już każdy przyjął do wiadomości. Zburzyć wolność słowa, gdy słowo jest niewygodne. Zburzyć choćby zalążek nadziei na zmiany.

---

7.
Kiedy myślę Polska, zastanawiam się, ile razy po publikacji tego tekstu kolejny supernowoczesny Europejczyk, wyznawca nowej idei patriotyzmu, czyli najlepiej jego braku (zupełnie niedzisiejszy pomysł) popuka się w czoło. I słusznie, bo chyba o to chodzi.
Nie przejmować się, zignorować, wyśmiać ewentualnie.


Marta Nowacka
Fronda Młodych

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (26)

Inne tematy w dziale Polityka