FranciscusFelixAstat FranciscusFelixAstat
295
BLOG

Obrońcy praw zwierząt życzą śmierci chorej

FranciscusFelixAstat FranciscusFelixAstat Polityka Obserwuj notkę 0

Pojawił się ostatnio nadzwyczaj rzadki wzruszający i głośny apel o nie rezygnowanie z testowania leków na zwierzętach. Zazwyczaj to animaliści ukazują cierpienie zwierząt i okrucieństwo lekarzy. Tym razem trzeźwiący głos dochodzi skądinąd: młoda dziewczyna chora na rzadkie choroby dziękuje lekarzom za eksperymenty na zwierzętach, dowodząc, że gdyby nie one, umarłaby już 16 lat temu. Reakcja obrońców praw zwierząt okazała się zaskakująco przerażająca. Chora otrzymała wiele listów z życzeniami śmierci i setki wpisów na facebooku z obelgami.

Cóż... ulubioną dewizą animalistów było od zawsze "zwierzęta są lepsze od wielu ludzi", z pewnością to prawda w ich przypadku.

Ale nie o to mi chodzi w tym wpisie, aby mówić o obrońcach praw zwierząt, ale aby z punktu widzenia statystyki matematycznej używanej w medycynie podważyć kilka ich kluczowych argumentów.

Jak słusznie zauważyli animaliści, wiele potencjalnie dobrych dla ludzi leków zostaje odrzuconych w fazie testów na zwierzętach. Z tego wnoszą, aby pominąć ten etap i przejść od razu do testowania specyfików na ludziach. Ten argument jednak świadczy o całkowitej nieznajomości podstaw teorii testowania hipotez statystycznych u obrońców praw zwierząt. Mamy bowiem w statystyce dwa możliwe błędy przy testowaniu hipotez, które na naszą sytuację przekładają się następująco:

1. Uznanie leku za szkodliwy, gdy jest on nieszkodliwy (lub wręcz pożyteczny)

2. Uznanie leku za nieszkodliwy, gdy jest on szkodliwy.

Metody testowania hipotez dobiera się tak, aby minimalizować albo ryzyko błędu 1., albo ryzyko błędu 2. W pierwszym przypadku chodzi nam przede wszystkim o znalezienie dobrego leku i nie liczymy się z kosztami, to znaczy być może śmiercią lub kalectwem ludzi, na których testujemy lek. Jeśli zaś minimalizujemy ryzyko popełnienia błędu 2., chodzi nam o to, aby uniknąć ofiar. Historycznie za humanitarną uznaną tę drugą strategię - pierwsza stosowana była przez hitlerowskie Niemcy i Koreę Północną, którym zależało na szybkich sukcesach i mieli dużą ilość "śmieciowego" materiału ludzkiego.

Nam, wolnym ludziom, nie zależy jednak na sukcesach za wszelką cenę. Cenimy życie ludzkie i dlatego staramy się minimalizować straty ludzkie podczas testów medycznych. Testy na żywej materii są KONIECZNE.  Ponieważ jednak ludzie mają zarówno obowiązki, jak i prawa, natomiast obrońcy praw zwierząt chcą nadać zwierzętom wyłącznie prawa bez obowiązków, postanowiliśmy testować leki na naszych braciach mniejszych, w sszczególności na szkodnikach roznoszących choroby. Wiele z nich zginie lub dozna kalectwa, wielkiego cierpienia. Często, można by myśleć, "niepotrzebnie", jako że ludziom specyfik nie zaszkodziłby. Ale metoda jest skuteczna w tym sensie, że filtruje znaczną część trucizn! Bądź co bądź zgony ludzkie w końcowej fazie testów są znikome, a to oznacza, że cel został osiągnięty: zminimalizowaliśmy ryzyko błędu 2.

Obrońcy praw zwierząt mają więc rację: gdyby nie testy na zwierzętach, być może mielibyśmy już skuteczne leki na raka. Ale jednocześnie zbliżają się oni niebezpiecznie do myślenia nazistowskiego, bowiem ich pomysł przyczyniłby się do potężnych stratach w ludziach. Zwróćmy uwagę, że nawet skrajny utylitarysta preferencyjny, P. Singer, uważa człowieka z jego systemem nerwowym za istotę więcej wartą od szczura, zdolnego wprawdzie do odczuwania bólu, ale o znacznie niższym poziomie świadomości.

Ghulibati alrruumu!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka