Napiszę coś, na co żaden polityk czy wojskowy publicznie nie przyzna, bo go media i opozycja zje bez popitki, a co nasuwa mi się wspomnienie rozmowy pewnym oficerem kontrwywiadu sojusznika z NATO w czasach, kiedy chodziłem na rauty po ambasadach za rządów PiS dekadę temu.
Wyłożę tu tok rozumowania poważnej armii:
Czym jest pojedyncza rakieta nieprzyjaznego kraju wpadająca w przestrzeń powietrzną? Wypowiedzeniem wojny? Atakiem z zaskoczenia? Nie – na 99% jest to prowokacja.
Czy celem prowokacji jest wywołanie poważnych zniszczeń? Nie. Byłaby to niepotrzebna eskalacja, już lepiej wywołać wojnę z zaskoczenia, jak chce się do niej doprowadzić.
Co to oznacza? Że rakieta jest wycelowana w jakieś pustkowie, żeby był efekt psychologiczny, ale nie było strat mogących wywołać niespodziewaną odpowiedź.
Czym są pociski manewrujące i balistyczne? Środkami rażenia o wysokiej precyzji, nawet ruskie z kiepskim naprowadzaniem trafiają z dokładnością do 100 metrów.
Co się stanie jak zestrzelimy taką rakietę? Traci swoją precyzję i może spaść w miejsce przypadkowe np. szkołę, stację benzynową, czy dom jak to się stało w Przewodowie. A przy prędkościach rzędu kilkuset metrów na sekundę naprawdę może polecieć w coś ważnego ładnych parę kilometrów dalej.
Co więc robi poważne państwo w takiej sytuacji? Śledzi trajektorię i upewnia się, że leci w jakieś pole a nie ważny cel zgodnie z powyższymi procedurami decyzyjnymi.
Jest gotowe do zestrzelenia, ale nie uruchamia efektorów bez potwierdzenia o zagrożeniu. Po zakończeniu prowokacji powiadamia spokojnie społeczeństwo o zaistniałej sytuacji, ujawniając maksimum SPRAWDZONYCH informacji na jakie pozwala kontrwywiad, spełniając swój obowiązek wobec obywateli oraz żeby zapobiec teoriom spiskowym i panice a następnie po cichu analizuje zebrane dane z sensorów, żeby usprawnić uzbrojenie na przyszłość.
Jest to najlepsza metoda na unikanie prowokacji w przyszłości – sprawić, żeby nie wywoływały efektu w prowokowanym kraju. Ponieważ nie ma żadnych zysków, nawet szaleńcy w Rosji nie będą wyrzucać milionów dolarów na r, które nie przynoszą żadnych zysków.
A największe ryzyko ponowienia takich akcji to robienie z tego wielkiego szumu. Jak usłyszałem jedną dziennikarkę co próbowała zrobić sensację, bo państwo poinformowało społeczeństwo po 3 godzinach (o 7 rano), a ona uważa, że powinno powiadomić po godzinie (czyli o 5 rano) a obywatele przez dwie godziny chodzili po ścianach z niepokoju to mogłem tylko się uśmiechnąć z politowaniem.
Jaki jest sens wydawania komunikatów po zakończeniu akcji o 5 rano? Kto o tej godzinie przegląda newsy poza ludźmi na służbie? Serio drodzy dziennikarze i politycy „prawicy” dorośnijcie trochę:)
136
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (14)