Po tym jak kolega Foxx, bloger i kibic piłkarski, pyta dlaczego właściciel agencji reklamowej nie może odmówić przyjęcia zlecenia od gejów, bo ma na temat homofobii inne zdanie, postanowiłem puścić wodze wyobraźni. Nota bene zakładając, że geje uważają, iż homofobia jest, a ów przedsiębiorca, że nie ma, to trudno o lepsze dowód na potwierdzenie braku homofobii, jak odmowa drukowania gejom ulotek. Ale to tak na marginesie.
Puściłem więc wodze wyobraźni i galopując w czasie i przestrzeni cofnąłem się o co najmniej kilkanaście lat wstecz. Wyobraźcie sobie klub piłkarski, którego właścicielem jest miasto i który, za namową liberałów, czy też libertarian (zwanych dalej libero-libertarianami) ma być przez to miasto sprzedany. Bo prywaciarz zrobi to lepiej, nie będzie takiej biurokracji, a najlepsze kluby to ponoć kluby prywatne. Bo własność komunalna, to de facto własność niczyja, więc oddajmy to komuś, kto będzie o to dbał. Przy czym oddajmy komuś na własność, czyli nie w żadną dzierżawę, użytkowanie, najem czy cokolwiek innego, tylko dajmy mu pełne prawa właścicielskie, czyli pełne prawa dysponowania rzeczą - tak jak chcą libero-libertarianie. Bo to się po prostu sprawdza. Miasto posłuchało liberałów, sprzedało klub wraz ze stadionem w przetargu temu, co dał najwięcej. A teraz wyobraźcie sobie, że ten klub to by była Legia Warszawa, a ten właściciel to był Mariusz Walter. I teraz Mariusz Walter mówi, że na stadion nie będzie wpuszczał kiboli Legii, bo ma ich za hołotę, a kto jest kibolem dla Mariusza Waltera, będzie ustalał on sam – Mariusz Walter. Walter mówi więc do tych co za kiboli uważa: paszał won, nie dla kibola kiełbasa, a raczej stadion, moje boisko, mój jest klub, mam prawo zrobić z nim to, co chce każdy właściciel, czyli dosłownie wszystko.
Przedkładając więc powyższe na obecną sytuację Legii (stadion nadal należy do miasta), warto zapytać czy źle, że stadion Legii nie został sprywatyzowany, bo wtedy w myśl liberalnej koncepcji Walter powinien móc nie wpuszczać kogo zechce, czy może jednak dobrze, że stadionu nie sprzedano, co znaczy, że libero-libertarianie są przeciwko prywatyzacji?
Bo nie da się zjeść ciastka i mięć ciastko tzn. popierać prywatyzację, czyli nieograniczoną własność prywatną stadionu i zastrzeżenie, że właściciel na swoim stadionie nie może sobie dobierać kibiców.
PS Nigdy nie rozumiałem czemu, poprzez narzekanie na korupcję i marne sędziowanie, Libero-libertarianie przypieprzają się do czyjegoś prawa własności (tj. klubów piłkarskich), zamiast zakładać swoje własne, libero-libertariańskie FC Wolna Wola.


Komentarze
Pokaż komentarze (44)