Lekarze strajkują, pielęgniarki biją się z policją, a na pomoc, tradycyjnie, przybywa bojówka górnicza - chyba najbardziej doświadczona jeśli chodzi o rozróby i dewastację stolicy kraju.
Na to wszystko bracia Kaczyńscy reagują nieśmiałą propozycją: robimy referendum. Niech obywatele zadecydują: skoro wszyscy narzekają na rząd, że "nie chce dać" lekarzom, pielęgniarkom, itd. - niech więc w takim razie sami zadecydują, czy chcą się jeszcze trochę podzielić ze strajkującymi swymi pieniędzmi, czy nie.
I właśnie oto, jakimś dziwnym cudem, okazało się, że większość Polaków zrozumiała jednak, że ani Kaczyński, ani Tusk, ani Lepper, ani Giertych, ani Olejniczak NIE DAJĄ NAM WŁASNYCH PIENIĘDZY! Oni rozdają cudze. Czyje? Nasze. Zabierane nam POD PRZYMUSEM w podatkach...
Większość internautów (ok. 60%) na Onecie nie wyraziła zgody na kolejną podwyżkę podatków i przeznaczenie większej kwoty na państwową służbę zdrowia. To dobrze, ale co teraz? Czy istnieje jakieś rozwiązanie, czy strajki, zadłużenia, kolejki i afery będą towarzyszyć nam do końca świata? Rozwiązanie istnieje - i jest to JEDYNE rozwiązanie, które z ekonomicznego punktu widzenia może się sprawdzić. Tym rozwiązaniem jest oczywiście prywatyzacja służby zdrowia - wycofanie się polityków z zarządzania większością naszych pieniędzy i pozostawienie kwestii leczenia Polaków prawdziwemu wolnemu rynkowi.
Oczywiście sama prywatyzacja służby zdrowia nie może uratować państwa. Jak ktoś słusznie zauważył komentując któregoś z ostatnich newsów na Onecie: prywatyzacja służby zdrowia - nie ma problemu. Ale dlaczego podatnicy mieliby się składać na naukę lekarzy, którzy później będą mogli robić niezły interes, zakładać kliniki, itd.? A więc: dochodzi następna kwestia - kwestia prywatyzacji szkolnictwa.
Dlaczego człowiek mieszkający w Łomży ma sponsorować studia nie znanemu mu człowiekowi z Łodzi? Dlaczego państwo ma zabierać (kraść) podatnikom ciężko zarabiane pieniądze i przeznaczać je na co tylko zechce ("państwo", czyli politycy nami rządzący)?
Musimy pamiętać, że państwo nie jest firmą produkującą jakieś dobra, która później na ich sprzedaży zarabia i dzieli się zyskami z podatnikami. Nawet gdyby tak było - zabieranie komuś jego pieniędzy i wydawanie ich na rozkręcanie własnego biznesu jest czynem wyjątkowo niemoralnym i niegodnym ludzi, którzy uważają się za "wybrańców narodu".
A jednak, ciągle niektórym ciężko jest to wszystko zrozumieć - coś, co jest przecież takie banalne! Kaczyńscy nie dadzą, bo nie mają. Swoimi się nie podzielą (i tak ich tak wiele nie ma), a nam zabrać więcej nie mogą - bo co nam pozostanie?


Komentarze
Pokaż komentarze (32)