Wydaje mi się oczywiste, że kluczem do sukcesu Prawicy jest przede wszystkim zrozumienie przez ludzi, którzy za Prawicę się uważają - ...czym jest Prawica. I - jak się okazuje w praktyce - nie jest to wcale takie łatwe...
Przede wszystkim musimy odrzucić ten absurdalny, narzucony nam głównie przez media (które uwielbiają promować daleko idące uproszczenia) stereotyp "twardej" prawicy i "wyluzowanej" lewicy. Prawda jest taka, że zarówno "twardzi", jak i "wyluzowani" ludzie znajdują się po obu stronach barykady. Problem jednak polega na tym, że wielu prawicowców poddaje się i przyjmuje ten idiotyczny podział jako fakt - zamiast się spokojnie zastanowić i zrozumieć, że ktoś, kto kocha Wolność wcale nie musi co tydzień chodzić do kościoła, mieć jedną kobietę przez całe życie, zapięte wszystkie guziki w koszuli i beznadziejną fryzurę. Wolnościowiec (prawicowiec) może być kim chce.
Kolejny błąd polega na niezbyt dobrej znajomości polityki zagranicznej, opierającej się niestety głównie na tym, co serwują nam mainstreamowe media. Skoro nie ufamy TVN "yy..." 24 i TVP - dlaczego mielibyśmy ufać CNN czy FOX News?? To właśnie "najważniejsze" stacje telewizyjne zastawiają pułapki, których przeciętny prawicowiec ciągle nie potrafi unikać!
Wyobraźmy sobie taką sytuację: spotykamy jakiegoś socjalistę, który zaczyna z nami dyskusję od zwrócenia uwagi na - to już jest klasyka - Stany Zjednoczone. Według wielu - "nasz wymarzony kraj". Już sam fakt, że ktoś chce nam wmówić, że kochamy jakiś inny kraj powinien być wystarczający, aby zechcieć ruszyć głową i powiedzieć: "Nie! Moim wymarzonym krajem jest..." - i tu pada nazwa tego kraju (sądzę, że nie ma to nic wspólnego z polityką, ale z poglądem czysto prywatnym). Co do Ameryki - należy łaskawie zwrócić kochanemu socjaliście uwagę, że USA - owszem - BYŁY wspaniałym państwem (PAŃSTWEM!), pełnym wolności, etc. Konstytucja Stanów Zjednoczonych jest jednym z najważniejszych dokumentów w historii ludzkości. Tyle że - i tego przeciętny prawicowiec już nie chce wiedzieć - jest ona notorycznie przez obecną władzę gwałcona, a sam prezydent George W. Bush nazwał ją "cholernym kawałkiem papieru".
Co z tego wynika? To, że nie można automatycznie nazywać wszystkiego, co jest związane z USA i Partią Republikańską za "prawicowe", "kapitalistyczne", "wolnorynkowe", itd. Szczegółów odchodzenia władzy amerykańskiej od ideałów ojców założycieli nie chce mi się nawet wymieniać, bo nie wiedziałbym od czego zacząć. Patriot act, homeland security, national ID card...? W dużym skrócie: Ameryce pod wodzą neokonserwatystów bliżej do państwa faszystowskiego niż wolnościowego.
A co mamy w Polsce? Wielki "antykomunista" Kaczyński buduje państwo komunistyczne ("light", bo "light" - ale komunistyczne), które wypłaca setki tysięcy złotych rodzinom ofiar, które zginęły w głośnym wypadku, o którym do znudzenia trąbią w telewizji (rodzinom ofiar "zwykłych" nie medialnych wypadków oczywiście ani grosza), rozdaje "becikowe", nawet nie wspomina o zniesieniu przymusu ubezpieczeń społecznych, poboru do wojska - prywatyzacja szkolnictwa, służby zdrowia i mediów publicznych (rządowych) są tak realne jak inteligentna Spice Girl, a jakby tego wszystkiego było mało - cały ten syf nazywa "państwem solidarnym"!
Dochodzi do tego, że zamiast porównywać "prawicowych" polityków do ludzi kochających i walczących przez całe swoje życie o Wolność - znacznie łatwiej "prawicę" porównać do Hitlera czy Lenina!
...I co na to prawdziwa Prawica?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)