0 obserwujących
18 notek
40k odsłon
1231 odsłon

Tajne losy królewieckich archiwaliów

Wykop Skomentuj4

Podczas  II wojny światowej polska utraciła bezpowrotnie wiele zasobów archiwalnych. Straty spowodowane przez okupantów niemieckich, rosyjskich i… Ukraińców nie zostały do dziś ostatecznie oszacowane. Wiele dokumentów spłonęło podczas Powstania Warszawskiego, inne utraciliśmy wskutek grabieży przez najeźdźców.

Mało znanym jest fakt, że wojenne losy w pewnym stopniu zniwelowały nam te straty. Spośród dokumentów wytworzonych w byłych Prusach Wschodnich Niemcy posiadają dziś zaledwie około 100 jednostek archiwalnych, zwycięzcy Rosjanie 1,065, a Polska 150 tysięcy! Dziewiętnaście wagonów tych akt trafiło do nas w ramach rewindykacji z brytyjskiej strefy okupacyjnej, pokaźną część odnaleziono w latach 1945- 47 w Myśliborzu.

Wobec realnego zagrożenia zagarnięcia tych dokumentów przez b. Związek Radziecki, aż do roku 1990 przeleżały ukryte przez polskich archiwistów w podziemiach olsztyńskiego zamku. W tym bogatym zbiorze trzy tysiące jednostek dotyczą Uniwersytetu Królewieckiego- tzw. „Albertyny” oraz Kuratorium tegoż uniwersytetu. Wśród wielu rarytasów znajduje się np. zespół akt Prowincjonalnego Konserwatora Prus Wschodnich liczący cztery tysiące dokumentów, a w nim plany architektoniczne spalonej katedry królewieckiej oraz akwarelowa, barwna dokumentacja zniszczonych podczas wojny fresków. Jest to bezcenny materiał, który posłużył do możliwie wiernej odbudowy tej świątyni.

Kiedy w kwietniu 1980 roku filmowałem w Królewcu wypalone mury tej katedry, nie sądziłem, że reporterski los mi będzie sprzyjał. Oto podczas kolejnej wizyty w tym mieście w pierwszych latach dziewięćdziesiątych, trafiłem na moment układania przy pomocy potężnego dźwigu konstrukcji dachowej sfinansowanej przez Niemców. Dziś odbudowana katedra wraz z grobowcem wybitnego filozofa Emanuela Kanta jest  jednym z głównych miejsc Królewca odwiedzanych przez turystów.

Po udostępnieniu przez Polskę naukowcom tych zbiorów, zanotowano ogromne nimi zainteresowanie ze strony niemieckiej. Już w maju 1990 roku z polecenia prof. Brandta ówczesnego dyrektora Instytutu Filozoficznego  Uniwersytetu w Marburgu przyjechał do Olsztyna mgr Werner Stark zainteresowany wszelkimi dokumentami dotyczącymi Emanuela Kanta. Ustalono, że niemieccy naukowcy w ciągu następnych dwóch lat spędzą w Olsztynie czterokrotnie po dwa tygodnie, badając te zbiory. Wyjeżdżając Niemcy przekazali olsztyńskiemu archiwum sprzęt komputerowy typu IBM PC. Zobowiązali się współfinansować zabezpieczenie, udostępnianie i konserwację archiwaliów, jak również sukcesywne zaopatrywanie archiwum w inny sprzęt.

Udrożnienie, czyli udostępnienie archiwaliów, znalazło również oddźwięk ze strony rosyjskiej. W jesienią 1993 r. przybyła do Olsztyna delegacja Archiwów Obłasti Kaliningradzkiej z naczelnym dyrektorem Galiną Ignatiewną Szczegłową na czele. Rosjanie uznali, że cały zasób powinien wrócić do Kaliningradu, gdyż tamtejszy rosyjski uniwersytet chce kontynuować tradycje niemieckiej Albertyny. Po pięćdziesięciu latach od zdobycia miasta wystąpiło dość nagłe to zainteresowanie nie swoimi korzeniami.

Wtedy można było zakładać, że nie jest to ostatnie działanie strony rosyjskiej w tej sprawie. Kolejnymi mogły być próby na płaszczyźnie MSZ-ów czy Kancelarii Prezydenckich, a tu akurat trwała ewakuacja z Polski jednostek Armii Czerwonej i trzeba było działać w rękawiczkach. Efektem polskich działań jest status quo w sprawie archiwaliów.

Niemcy, chcąc uniemożliwić w przyszłości jakiekolwiek przesunięcia zasobów archiwalnych - nie zawsze własnych, wyjęli je z gestii państwa, powierzając je specjalnej fundacji, będącej właścicielem tych zasobów. Jednocześnie w swoim interesie opracowali tzw. zasadę dziedzictwa kulturowego pozwalającą im występować o archiwalia wobec innych państw.

Olsztyńscy archiwiści opracowali 14 stronicowy memoriał proponując w nim  formułę: ponieważ zarówno Niemcy jak i Rosjanie weszli w posiadanie polskich archiwaliów drogą grabieży, wszelkie rozmowy na temat wymiany czy przesunięć należy zaczynać od tzw. opcji zerowej, czyli   z w r o t u   Polsce zagrabionych dóbr kultury. Do tego żadna ze stron się nie spieszy.

 

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura