7 obserwujących
104 notki
72k odsłony
1306 odsłon

Masakrowanie zaufania do wyborów - celowe?

Wykop Skomentuj144

Przez całą kadencję partia władzy wprowadziła bardzo wiele zmian do prawa wyborczego, które miały ułatwić im manipulację wynikami elekcji.

Przed samymi wyborami szeroko rozumiany obóz rządzący ( czyli wraz z mediami z nazwy tylko publicznymi ) pompował wygraną PiSu, także w przewidywaniach, że bez problemu zdobędą większość w Sejmie, bez trudu nawet taką, która uczyni wybory prezydenckie bezprzedmiotowymi, a i konstytucyjna niewykluczona. Że co najmniej zdobędą tyle co w wyborach europejskich ( czyli powyżej 45% ) i że gra idzie o przekroczenie 50%.

Z drugiej strony, tak na wszelki wypadek, co najmniej w jednym przypadku, posunęli się do wyborczego szachrajstwa, gdy kontrolowana przez nią Państwowa Komisja Wyborcza wydrukowała w senatorskim okręgu jeleniogórskim fałszywe logo "Lewica" przy nazwisku rozłamowego dla opozycyjnego bloku kandydata ( z prawidłowym logiem "PL" czyli Polska Lewica ), co spowodowało, że uzyskał on ponad 20 tys. głosów, gdy różnica między zwycięskim pisowcem a przegranym opozycjonista wyniosła ledwie 1168 głosów!?

No i TVP  i inne media publiczne stały się w czasie kampanii wyborczej i przedtem prawdziwą tuba wyborczą partii rządzącej i to w takim stopniu że aż OBWE to zauważyło jako jedyny przykład naruszenia wolności polskiej elekcji, a Konfederacja żąda powtórzenia wyborów w swym złożonym proteście do Sądu Najwyższego.

W poniedziałek powyborczy, gdy liczono głosy i spływały wyniki z komisji, przedstawiciele partii władzy do końca zapewniali, że Senat też zdobyli.

Po szoku, gdy się okazało, że jednak nie, z mety pojawiły się pogłoski, że będą korumpować kilku senatorów by przeszli na ich stronę, co zostało potwierdzone i przez senatora Grodzkiego ze Szczecina i podsycane przez ich samych komentarzami, że takie wolty a'la radny Kałuża to nie żadna zdrada, ale zwyczajna praktyka parlamentarna. O tyle dziwne były te komentarze, że Dobra Zmiana wielokrotnie powtarzała konieczność szanowania woli Suwerena i na tę wolę się powoływała, chociażby podczas gwałcenia niezależności polskiego sądownictwa od polskiej władzy ustawodawczej i wykonawczej.

Ostatecznie zdecydowali się na zgłoszenie protestów wyborczych takiego rodzaju, że nigdy z takiego powodu albo nie były składane albo akceptowane, z tej tylko przyczyny, że nie wskazują na popełnienie żadnego przestępstwa albo nadużycia wyborczego, co wymaga polskie prawo dla ważnego protestu. 

Żądają przeliczenia głosów tylko dlatego by takie przestępstwo lub nadużycie znaleźć!? choć nie wiadomo jak?! Bo jak udowodnić, że głosy nieważne ( których razem stosunkowo nie było dużo i łatwo je wytłumaczyć, szczególnie w przypadku Senatu, obstrukcją wyborców Konfederacji czy partii, które do Sejmu nie weszły), te polegające na dwóch lub więcej krzyżykach są oddane tylko na jednego kandydata? Bo jeśli przez powtórzenie wyborów to tak moglibyśmy głosować do końca świata i jeden dzień dłużej!?

A i nie chcę myśleć do jakich rozruchów na ulicach dojdzie gdy ponowne przeliczenie przyniesie znaczącą korektę głosów nieważnych polegających na pustych głosach, których jest trzy razy więcej niż tych "dwukrzyżykowych".

Jednocześnie mantrują, że przecież druga strony składa protesty, nie bacząc na to, że w przypadku opozycji mamy do czynienia ze wskazaniem konkretnych uchybień wyborczych, a u PiSu z żądaniem przeliczenia na wsjakij pażarnyj, jak to szczerze poseł Terlecki przyznał.

Te wszystkie działania władzy, na której leży szczególna odpowiedzialność za stabilność państwa i jej demokratycznego ustroju, doprowadzają do niszczenia zaufania Polek i Polaków do wolnych wyborów, do demokracji. Dla fanatycznych zwolenników nieodpowiedzialne protesty PiSu oznaczają ni mniej ni więcej rozgałęziony spisek ( i to obejmujący pisowskich mężów zaufania ) we wszystkich komisjach wyborczych, bo przecież w żadnym w protokołów nie ma wzmianki o jakimkolwiek fałszowaniu głosów, a możliwość pomyłki przy liczeniu i to na skalę pozwalającą na zmianę wyników,  jest tylko teoretyczna, a przez to nieprawdopodobna.

A dla wszystkich obywateli Rzeczpospolitej te posunięcia władzy to oczywisty znak, że wraca stosowanie przez nią słynnego hasła Stalina o tym, że ważne jest kto liczy głosy, a nie kto głosuje, co ich niewątpliwie zdemobilizuje do uczestnictwa w następnych elekcjach.

Zdali sobie z tego sprawę nawet w 2000 na Florydzie, opamiętali się i zaprzestali przeliczenia.

Natomiast w pisowskiej Polsce można zakładać, że jest to celowa robota, by raz zdobytej władzy nie oddać nigdy i za wszelką cenę!


Wykop Skomentuj144
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka