24 obserwujących
169 notek
592k odsłony
2305 odsłon

Czego się tak boją?

Wykop Skomentuj142

Mógł premier Gliński nawrzucać „swojej” TV za manipulowanie faktami w sprawie NGO, czemu więc nie miałby tego samego uczynić poseł Kierwiński z pasją neofity poszukujący od kilku tygodni wszelkich przejawów smoleńskich manipulacji „dla osiągnięcia korzyści politycznych”. Szansę stworzyło mu „rozwolnienie” wylewające się z ekranu po sławetnej konferencji Podkomisji z września br. Niby nic wówczas ciekawego nie powiedziano, orzekła szeroka publiczność, a fachowcy od wypadków nerwowo zaciskali pośladki czekając co będzie dalej, nie powinny więc dziwić głupoty wypowiadane do zaprzyjaźnionych kamer. Pierwszy do boju ruszył prof. Żylicz, w jego opinii podkomisja działa "niezgodnie z prawem".

- Żadne prawo nie przewiduje zastąpienia komisji działającej zgodnie z prawem przez podkomisję, utworzoną w sposób zupełnie niezrozumiały - przekonywał ekspert
Prof. Żylicz tłumaczył, że wznowienie badań dotyczących katastrof lotniczych jest możliwe np. w przypadku znalezienia nowych dowodów. Jednak jego zdaniem nie powinno to wyglądać tak, jak dziś. Wyjaśniał, że z takimi dowodami powinna się zapoznać najpierw Państwowa Komisja Badań Wypadków Lotniczych, później ewentualnie zaproszeni przez nią eksperci, w ostateczności - także eksperci z krajów Unii Europejskiej. Przypomniał przy tym, że sam apelował o wznowienie badań ws. Smoleńska, widząc, jakie podziały wywołuje ta sprawa. Tymczasem, jak mówił prof. Żylicz, Berczyński najwyraźniej bezpośrednio podlega ministrowi obrony narodowej


Jednym słowem prof. Żylicz ekspert międzynarodowego prawa lotniczego i członek komisji Jerzego Millera ds. katastrofy smoleńskiej kierując się „mądrością etapu” uczynił Tu-154M cywilnym statkiem powietrznym, a tym samym apeluje „Wara wojskowej KBWLLP od tej katastrofy, teraz tylko cywilna PKBWL może badać okoliczności katastrofy smoleńskiej”. Nie może tak być, że „Berczyński bezpośrednio podlega ministrowi obrony narodowej”- grzmiał Żylicz . Spuśćmy zasłonę milczenia nad wynurzeniami byłego członka KBWLLP przez szacunek dla jego wieku, azali nie wie co czyni, a „rzetelny” dziennikarz nie reaguje.

Istnienia nowych dowodów nie kwestionowali pozostali rozmówcy "tej" stacji TV w „te” dni, a strasznie uwierały ich wieści związane z manipulacjami w rejestratorach.

-Z polskiej skrzynki wycięte zostały ok. 3 sekundy, z rosyjskiej ok. 5 sekund ... podkomisja znalazła plik źródłowy z rejestratora, dzięki czemu udało się odszyfrować dodatkowe, brakujące 5 sekund z zapisu.

Budząca grozę niepewność po tej zajawce prowadziła do rozkosznych występów obytych wszak z kamerami specjalistów z Zespołu Laska

Edward Łojek tłumaczył w TVN24, że szczątki znajdowały się w tych miejscach z bardzo prostego powodu. - To wynika po prostu z tego, że samolot zderzał się z przeszkodami, konkretnie z drzewami, już przed tą feralną brzozą- wyjaśniał ekspert komisji Millera. Jak dodał, samoloty nie są przecież konstruowane po to, żeby znosić zderzenia z przeszkodami terenowymi.

Jak powiedział tak na oczach oniemiałego red. Setlaka zademonstrował sposób w jaki gałązki brzozowe niszczą skrzydło. Bierzemy w tym celu kartkę papieru ciągnąc ją wzdłuż- nic, chwytając za brzeg z łatwością rozrywamy.
Czego się tak boją?
Profesorskie puszki po piwie poszły w zapomnienie, jest nowy geniusz. Nie dorówna mu oczywiście Piotr Lipiec który „od 18 lat zajmuje się odczytem rejestratorów , co "pozwala mu stwierdzić, że nie było żadnych fałszerstw w rejestratorach parametrów lotu ani rejestratorze rozmów". Coś tam jeszcze bajdurzył o dodawaniu 1,5 sek do zapisu polskiego rejestratora, zapominając iż przez lata opowiadał o swym braku kompetencji z zakresie ATM-QAR, wszak tylko pracownicy firmy ATM potrafią co-nieco z niego wydobyć. Za bezpieczniejsze uznał przekonywanie że "Malutki fragmencik może polecieć tak daleko jak tylko to możliwe"

- Jeżeli wejdziemy w szczegóły, dowiemy się, że mowa jest o jednym małym fragmenciku, prawdopodobnie z poszycia - kiedy my pracowaliśmy, jeszcze tej informacji nie było, to zostało stwierdzone później podczas prac zespołu biegłych. Taki malutki fragmencik, który zostanie oderwany z poszycia po zderzeniu z drzewem, może wpaść do silnika i może polecieć tak daleko jak tylko to możliwe - powiedział Lipiec. Jako przykład podał zdarzenie, które miało miejsce w Katowicach. - Silnik lotniczy potrafił wydmuchać asfalt z nawierzchni pasa na kilkanaście, kilkadziesiąt metrów. Tak więc lekki kawałek blachy, który trafi do samolotu do silnika, potrafi polecieć bardzo daleko - dodał.

Niestety zgromadzonej przed ekranami widowni nie przedstawiono specjalisty od budowy silników, który za pomocą czarnego cylindra wytłumaczyłby jak fragmencik o wymiarach 20x20cm przeleciał przez silnik, a on nic, podobnie jak sam fragmencik. Bezdotykowy przelot niczym nowoczesna myjnia samochodowa :-)
- To na razie jest tylko kawałek prezentacji, który sugeruje, że zostało coś sfałszowane - mówił jeden z ekspertów pracujących nad raportem Millera z 2011 roku. Oni chyba podejrzewają co może być w kolejnych slajdach prezentacji?

www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/prof-marek-zylicz-w-tak-jest-o-podkomisji-smolenskiej,676529.html
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/ustalenia-podkomisji-smolenskiej-najwazniejsze-punkty,676431.html
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/czlonek-komisji-millera-odpowiada-na-ustalenia-podkomisji-smolenskiej,676541.html

Wykop Skomentuj142
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka