Rozmowa z dr. Andrzejem Zapałowskim, adiunktem Uniwersytetu Rzeszowskiego i przewodniczącym Oddziału Rzeszów Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego.
W maju zapadła decyzja władz Lwowa o przekazaniu obiektu na Dom Polski. Mija kilka miesięcy, a do fizycznego przekazania obiektu wciąż jeszcze daleko…?
– Żeby zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi, trzeba poznać mechanizmy działania administracji na Zachodniej Ukrainie. Należy pamiętać, że to administracja, która jest w rękach nacjonalistycznej partii Swoboda, bardzo niechętnej Polakom. To ugrupowanie, które jawnie gloryfikuje UPA i podejmuje działania wyraźnie antypolskie. Z samej decyzji o przekazaniu obiektu nie należy się zbytnio cieszyć. W mojej ocenie, procedury związane z pozwoleniami na przebudowę itp. będą w różny sposób odwlekane i potrwają jeszcze długo. To oznacza, że przy w miarę dobrej atmosferze Polacy może za trzy, cztery lata będą mieli szanse realnie wykorzystać ten budynek. Oczywiście wcześniej być może będą mogli wejść do pojedynczych pomieszczeń, ale to nie to, czego wszyscy tak naprawdę oczekujemy.
Na decyzję o przekazaniu obiektu Polacy mieszkający we Lwowie czekali ponad 20 lat, tymczasem w Przemyślu w 2011 r. ukraińska mniejszość bez problemu, praktycznie na życzenie, otrzymała obiekt. Wszyscy pamiętamy, jak ówczesny prezydent Ukrainy deklarował, że również Polacy szybko otrzymają podobny obiekt we Lwowie. Dlaczego trwało to aż dwa lata?
– Do deklaracji polityków zachodnioukraińskich lub sprzyjających nacjonalistycznej Swobodzie zawsze trzeba podchodzić z bardzo dużą rezerwą i ograniczonym zaufaniem. Przypomnijmy, że w Przemyślu przed oddaniem w ręce Ukraińców Narodowego Domu miasto na własny koszt wyremontowało cały dach tego bądź co bądź ogromnego obiektu. Koszt tych prac wyniósł kilkaset tysięcy złotych, a pokryli go polscy, przemyscy podatnicy.
Również w ubiegłorocznym budżecie mniejszość ukraińska w Przemyślu na remont tego domu otrzymała ponad 600 tysięcy złotych. Rzeczywistość jest taka, że nie dość, iż Ukraińcy otrzymali dom, to jeszcze państwo polskie sukcesywnie przekazuje pieniądze na jego remont. Nie mówiąc już o szkole publicznej dla mniejszości ukraińskiej w Przemyślu, gdzie uczęszcza niespełna dwieście dzieci, a miasto rocznie ekstra wspiera ich kwotą od kilkuset tysięcy do miliona złotych. W tej sytuacji należałoby się zastanowić, czy takie nierówne traktowanie wszystkich obywateli jest zgodne z Konstytucją RP. Kolejna kwestia dotyczy ciągłych roszczeń dwu- czy nawet trzyprocentowej mniejszości ukraińskiej w Przemyślu, która mimo ustępstw ze strony lokalnych władz jest ciągle niezadowolona. Podobnie Cerkiew Ukraińska w Przemyślu otrzymała budynek, następnie pieniądze na jego remont od państwa polskiego. Powstaje jednak pytanie: co po stronie ukraińskiej – czy kościół pw. Świętej Magdaleny we Lwowie, czy inne obiekty sakralne, zostały przekazane Polakom. Odpowiedź jest oczywista. Mówiąc wprost, Ukraińcy traktują państwo polskie jak dojną krowę. Inna rzecz, że sami pozwalamy się tak taktować, bo niestety, państwo polskie siebie nie szanuje.
Tekst pochodzi z portalu Geopolityka.net



Komentarze
Pokaż komentarze