YouTube - BartSat
YouTube - BartSat
Gandalf Iławecki Gandalf Iławecki
18
BLOG

Górowskie igrzyska: O zwrocie tysięcy i brakach kadrowych

Gandalf Iławecki Gandalf Iławecki Polityka Obserwuj notkę 1
Zwrot ponad 300 tysięcy złotych na cyberbezpieczeństwo, wakat na stanowisku wiceburmistrza w majestacie prawa i lawina skarg, które paraliżują urząd skuteczniej niż awaria systemu. Zajrzyj za kulisy XXXI sesji Rady Miasta Górowo Iławeckie, gdzie proza samorządowego życia miesza się z tragikomedią rodem z Mrożka.
„Gdzie biurokracja tańczy z paragrafem, tam zdrowy rozsądek prosi o azyl w cieniu miejskiego ratusza, a mądrość polega na tym, aby nie wiedzieć, kto komu podsuwa teczkę do podpisania.”

 W małych ojczyznach czas nie płynie – on kręci się w kółko, niczym zacięta płyta gramofonowa z szlagierami minionej epoki. Gdy w październikowe popołudnie radni Górowa Iławeckiego zasiedli do XXXI sesji obrad miejskiej rady, nikt nie spodziewał się, że lokalny parlament stanie się areną starcia wielkiej polityki z prowincjonalnym dramatem. A jednak! Wystarczyło kilka punktów obrad, aby obnażyć całą fasadowość nowoczesnego zarządzania publicznego, w którym pojęcia takie jak „strategia”, „cyber-zagrożenie” czy „odpowiedzialność” brzmią jak zaklęcia rzucane przez szamanów w puszczy.

Teatr absurdu nad Młynówką: Kiedy cyberbezpieczeństwo odchodzi na emeryturę, a brak wiceburmistrza staje się lokalną konstytucją


 Zacznijmy od technologicznego hitu jesieni: zwrotu funduszy na program „Cyberbezpieczny samorząd”. Oto gmina z dumą i lekkim żalem oddaje państwu ponad 306 tysięcy złotych, ponieważ... przetarg nie rozstrzygnął się tak, jak trzeba. Firmy informatyczne zażądały kwot przekraczających wyobraźnię lokalnego budżetu, a wcześniejsze konsultacje kosztowały podatnika skromne pięć tysięcy. I tu rodzi się głębsza refleksja z pogranicza psychologii społecznej i aksjologii moralnej. W dobie, gdy cyfrowa wojna czai się za każdym routerem, a kierownik jednostki odpowiada za naruszenia osobno i karnie, gmina macha ręką na cybernetyczną tarczę. Bo przecież – jak dowodzą pragmatycy z ratusza – bezpieczeństwo można łatać pojedynczymi zakupami, a poza tym w planach kolejnego naboru. Filozofia „jakoś to będzie” spotyka się tu z chłodnym pragmatyzmem finansowym: skoro nas nie stać na kompleksowy pancerz, to będziemy biegać w cyfrowych sandałach i z tarczą z tektury. Przecież hakerzy z pewnością docenią oszczędności budżetowe.

 Ale prawdziwy teatr moralny rozegrał się wokół skarg na działalność burmistrza. W polskim samorządzie skarga na wójta czy burmistrza to nie tyle instrument kontroli obywatelskiej, ile stała pozycja w repertuarze miejskiego teatru dramatycznego. Radni, wspierani przez niezłomną radcę prawnego, kluczyli między paragrafami niczym akrobata na linie nad przepaścią. Z jednej strony mamy usterki czysto redakcyjne w zarządzeniach – ktoś zapomniał, że burmistrz to nie dyrektor, że w razie awarii zawiadamia się burmistrza, a nie starostę, i że szef obrony cywilnej ma swoje specyficzne miejsce w hierarchii. Błędy te, choć na papierze rażące, w realnym życiu urzędu podobno nie istniały, bo nikt ich w praktyce nie stosował. Wspaniała to zasada! Jeśli błąd popełniono tylko na piśmie, to tak, jakby go nie było. Platon ze swoim światem idei musiałby zaniemówić z zachwytu nad tak pragmatycznym podejściem do ontologii dokumentu urzędowego.

 Najwięcej emocji wzbudziła jednak skarga na brak powołania zastępcy burmistrza – obowiązek, który ustawodawca zapisał w ustawie o samorządzie gminnym czarno na białym. Prawo jest bezlitosne, radca prawny kręci głową z ubolewaniem, a radni głosują: raz tak, raz nie, po czym robią reasumpcję, bo ktoś otworzył dwie karty naraz. W tym momencie socjologia małego miasteczka ukazuje swoje najbarwniejsze oblicze. Z jednej strony słyszymy arcydzieło ekonomicznej kalkulacji: brak zastępcy przez lata zaoszczędził gminie dwa miliony złotych! To czysty zysk, triumf gospodarności nad biurokratycznym kaprysem. Z drugiej strony – gdy burmistrz musi nagle wybiec na pilne spotkanie w sprawie bezpieczeństwa w szkołach, urząd zostaje bez nominalnego sternika, a radni pytają retorycznie: co by było, gdyby przedsiębiorca powiedział fiskusowi, że nie płaci podatków, bo go nie stać? Odpowiedź milczy w kącie sali, przytłumiona ciężarem kolejnych paragrafów. Sekretarz miasta, złośliwie komplementowany przez radnych, którzy najchętniej widzieliby go na 1/8 etatu w roli wiceburmistrza za pół darmo, broni honoru oszczędności.

 Całość dopełnia tło obyczajowe: zmęczona radą społeczność, konflikt z niezwykle skrupulatnym rezydentem zasypującym urząd pismami, znikające posiłki ze stołówki miejskiej dla zwykłych mieszkańców (bo spółdzielnia „Tradycja” gotuje już tylko dla przedszkolaków), problem z parkowaniem na Placu Ratuszowym, gdzie rotacyjne 30 minut ma zastąpić drogie parkometry, oraz nieśmiertelne troski o chodniki na ulicach Wojska Polskiego i os. Bema.

 Gdy w punkcie o sprawach różnych radni przechodzą od problemów z zimowym odśnieżaniem do podziękowań od biskupa za odrestaurowane witraże w cerkwi, czuje się pełnię polskiego mikrokosmosu. Wszystko tu jest: i troska o duszę, i ból o dziurawy asfalt, i wielka polityka redukcji kosztów, i małe złośliwości skrapiane urzędową herbatą.


Górowo Iławeckie – z jego Cittaslow, stabilnością budżetówki i płacą minimalną w większości ofert – nie jest ani „azylem”, ani „pułapką”. Jest zwierciadłem polskiej prowincji: dla jednych – spokój. Dla innych – sufit. A prawda leży tam, gdzie stoi człowiek z walizką na przystanku, zastanawiając się, czy zostać, czy wyjechać. I dopóki urzędnicy będą tańczyć z paragrafem – dopóty zdrowy rozsądek będzie prosić o azyl. A to – jak uczy tradycja – jest miarą naszej wspólnoty. I miarą nas wszystkich.

Źródło: XXXI sesja Rady Miasta Górowo Ił. z dn. 12.10.2026 r.


Omawiana sesja to podręcznikowy przykład tego, jak lokalna demokracja zmaga się z własną strukturą. Zamiast strategicznego rozwoju widzimy mikro-zarządzanie kryzysowe, w którym oszczędności na cyber-bezpieczeństwie i unikanie ustawowych obowiązków kadrowych są traktowane jak sukcesy gospodarcze. Prawdziwym problemem nie jest tu bowiem brak przepisów, lecz brak odwagi do systemowego rozwiązywania konfliktów – zarówno tych prawnych, jak i międzyludzkich. Urząd staje się zakładnikiem własnych procedur, a obywatel, zamiast partnera w dialogu, spotyka mur z paragrafów..


| Samorząd | Górowo Iławeckie | Felieton | Lokalna Polityka | Cyberbezpieczeństwo | Biurokracja |


Co zyskuje czytelnik po zapoznaniu się z tą treścią:

  • Szerszą perspektywę socjologiczną: Zrozumienie mechanizmów rządzących życiem i decyzjami w małych społecznościach lokalnych.
  • Krytyczne narzędzia analityczne: Umiejętność dostrzegania paradoksów między literą prawa a praktyką urzędową.
  • Refleksję nad odpowiedzialnością: Wgląd w to, jak pozorne oszczędności finansowe mogą generować długofalowe ryzyka w obszarze bezpieczeństwa i zarządzania państwem.

[ Materiał humorystyczny. ]

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj1 Obserwuj notkę

Łączę lokalne zakorzenienie w Górowie Iławeckim (pruskie pogranicze Natangii, 12 km na północ od Warmii) z uniwersalnym przesłaniem związanym z ikoniczną postacią Gandalfa, ma to podkreślać zarówno symboliczny jak etyczny charakter działalności. To forma budowania mojej tożsamości, która działa aktywnie na rzecz swojej małej ojczyzny, a jednocześnie aspiruję do roli świadka obserwowanej rzeczywistości...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka