Nie zarzucam prof. Andrzejowi Nowakowi nieuczciwości, ale szkodliwą wiarę w bajki polityczne, np., że dzięki Powstaniu Warszawskiemu, Piotr Zychowicz może mówić i pisać po polsku.
Argumentem za wybuchem Powstania Warszawskiego jest dla prof. m.in. opinia Powstańców, którzy nie dopuszczają do siebie wiedzy (i trudno im się dziwić), że ta walka była daremna, szkodliwa i generalnie okazała się katastrofą dla Polski i Warszawy. Tak, z wybuchu Powstania Warszawskiego nie było i nie ma żadnego pożytku. Inny pogląd na skutki Powstania niż gorący aplauz kwitowana jest jednym "argumentem" – to służy Rosji i Niemcom.
To właśnie głupia polityka, wielokrotnie doprowadzała Polskę do tragedii. Jednak według polskich romantyków, nasi władcy zawsze mieli rację i nie mogą podlegać żadnej krytyce. Tymczasem nie mieli, a ich decyzje często były idiotyczne, których konsekwencją okazała się zagłada Polski w XVIII i XX wieku.

Przykładowo, prof. Andrzej Nowak i inni romantycy krytykują np. historyka Kamila Janickiego, ponieważ ten śmie pisać o podłym traktowaniu chłopów w Rzeczypospolitej. Tylko jakoś nikt w Polsce nie chciałby zostać chłopem – określenie na niewolnika, zmuszanego do pracy na rzez pana, z ograniczoną wolnością osobistą. Chłopi bezwolni – podlegli szlachcie, gdy ich kobiety fizycznie gwałcone, żyli w sytuacji zbliżonej do niewolnictwa.
Podobnie trudno romantycznej wizji historii pojąć, że Rzeczpospolita była państwem zacofanym, źle zarządzanym, a np. Uniwersytet Jagielloński w XVI w. był siewcą astrologicznej ciemnoty. Wróćmy do głupot, które prezentuje prof. Andrzej Nowak.
Czy to się komuś podoba, czy nie, polscy politycy sanacyjni spotykali się z nazistami. Przykładowo Hermann Göring polował w puszczy białowieskiej jeszcze w 1938 roku z czołowymi polskimi politykami II RP.
Profesor Andrzej Nowak należy do osób, które nie potrafią się zmierzyć z prawdą historyczną. Osoby te cechuje dziecięce zachowanie przybierające charakter tupania nogami w ziemię. Argument „per ruska onuca” w człowieka wysokiej klasy, a takim jest prof. Andrzej Nowak, przybierają tu delikatniejszą formę. Główna myśl pozostaje jednak taka sama.
Poglądy prof. Andrzeja Nowaka są szkodliwe i niebezpieczne. Przede wszystkim w jego historia nie może być nauczycielką, by podobnych błędów nie popełniać w teraźniejszości i przyszłości.
Czy to się komuś podoba, czy nie, romantyczki profesorowie historii nie mają i nie będą mieli monopolu na komentowanie historii.

Poniżej, oświadczenie Piotra Zychowicza:
OŚWIADCZENIE
W kanale ZERO opublikowany został wywiad z prof. Andrzejem Nowakiem, w którym pan profesor mówi o mnie i moich książkach.
Uważam, że pan profesor ma pełne prawo do niezgadzania się z moimi tezami historycznymi i podjęcia z nimi merytorycznej polemiki. Jestem bowiem zdeklarowanym zwolennikiem wolnego słowa i wolnej wymiany myśli.
Nie mogę jednak zgodzić się na rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji na mój temat.
Paradoks wypowiedzi profesora Nowaka polega na tym, że oskarża mnie o „zakłamywanie historii”. Tymczasem podane przez niego przykłady owego „zakłamywania” są kłamstwami.
1. Nie uważam, że sojusz Piłsudskiego z Hitlerem był najważniejszym wydarzeniem całego okresu międzywojennego (1918 – 1939).
2. Nigdy nie twierdziłem, że sojusz Hitlera ze Stalinem jest „betką” i wynikiem sojuszu Piłsudskiego z Hitlerem. Pisałem coś dokładnie odwrotnego.
3. Nigdy nie dostałem — jak zdaje się sugerować pan profesor — żadnych pieniędzy od Niemiec lub Rosji.
4. Ambasada Rosji w Warszawie nie planowała rautu z okazji wydania mojej książki. A jeżeli planowała to zapomniała mnie zaprosić.
Cały wywód Andrzeja Nowaka opiera się na insynuacjach. Profesor oskarża mnie na przykład o to, że piszę swoje książki z niskich pobudek. A konkretnie — dla pieniędzy.
Tak, dostaję honoraria za swoje książki tak samo jak wszyscy inni autorzy. Rozumiem, że pan profesor całą swoją działalność publiczną prowadzi pro-bono. Czyli nie pobiera honorariów za książki i wierszówek za artykuły? Jest to oczywiście pytanie retoryczne.
Nie zabrakło oczywiście argumentów „adputinum”. Pan profesor stwierdził, że moje książki „podobają się w Berlinie i Moskwie” (jednocześnie?!). A ich tezy są „dokładnie takie same” jak tezy prac wydawanych przez FSB.
Z kontekstu wynika, że chodzi o książkę „Pakt Ribbentrop-Beck” z 2012 roku. Przypomnę: postawiłem w niej tezę, że źle się stało, iż Polska razem z Niemcami nie pomaszerowała na Związek Sowiecki i nie zniszczyła bolszewizmu, który uważam za największe zło w dziejach świata. I największe zagrożenie dla Polski i ludzkości.
W przeciwieństwie do prof. Nowaka nie czytam książek wydawanych przez FSB, ale nie sądzę żeby znajdowały się w nich podobne tezy.
Podobne absurdy można mnożyć… Pan profesor najpierw przedstawił mnie i moje poglądy w sposób karykaturalny. W krzywym zwierciadle. A następnie bohatersko podjął polemikę z tezami, których nigdy nie wygłaszałem.
Profesor wykorzystał to, że nie było mnie w studiu i nie mogłem bronić swojego dobrego imienia. W efekcie ponad 100 tysięcy Widzów kanału ZERO (w momencie gdy piszę te słowa) dowiedziało się, że jestem złym człowiekiem i złym Polakiem. A pan profesor — oczywiście — jest wzorowym Polakiem.
Uważam podobne metody za niegodne cywilizowanej debaty. Utrzymane w duchu tego co mój mistrz Józef Mackiewicz określał mianem polemiki w stylu sowieckim. Nie jest to polemika z tezami autora, ale atak personalny, który składa się z obelg i kalumnii. Cel jest jasny: zohydzenie osoby, która ośmiela się mieć odmienne, „niesłuszne” poglądy.
Co ciekawe przy okazji dostało się setkom tysięcy Czytelników moich książek, którzy zostali uznani przez profesora za „tych którzy nie lubią polskiej historii”. Czuję się w obowiązku wystąpić również w ich obronie.
Znam bowiem świetnie swoich Czytelników i doszedłem do przeciwnych wniosków niż pan profesor. Są to wspaniali ludzie, którzy kochają polską historię. Ale — w przeciwieństwie do profesora Nowaka — potrafią podchodzić do niej krytycznie i stawiać niewygodne pytania. Sprzeczne z oficjalną linią polityki (propagandy) historycznej.
I tu dochodzimy do sedna sprawy.
Nie jest tajemnicą, że mniej więcej dekadę temu — gdy wychodziły moje pierwsze książki — profesor Nowak brał udział w skierowanej przeciwko mnie nagonce. Oparta była ona na podobnych insynuacjach, co jego obecne wystąpienie.
Jaki był jej powód? Organizatorzy nagonki powiedzieli mi to wprost: boimy się, że odbierzesz nam „rząd dusz” w młodym pokoleniu. Szczególnie na prawicy.
W swoich pracach opieram się bowiem na klasykach polskiej myśli konserwatywnej. Na krakowskiej szkole historycznej z końca XIX wieku, z Józefem Szujskim i Michałem Bobrzyńskim na czele. Na wileńskim „Słowie” i środowisku „Buntu Młodych”. Na książkach Stanisława Cata-Mackiewicza, Władysława Studnickiego czy Adolfa Bocheńskiego. A także na tezach Jerzego Łojka i prof. Pawła Wieczorkiewicza.
Historycy i publicyści z tej szkoły myślenia lansowali krytyczne podejście do własnych dziejów. Wskazywali na błędy przeszłości i apelowali żeby wyciągać z nich wnioski na przyszłość. Tak aby Rzeczpospolita mogła uniknąć kolejnych katastrof i nieszczęść.
Apelowali o realizm, chłodną kalkulację i oszczędzanie krwi własnej w imię obrony substancji biologicznej narodu.
Tradycje polskiej myśli konserwatywnej są jasne: krytyka skazanych na klęskę powstań, romantyzmu, mesjanizmu. Braku odpowiedzialności i podejmowania nieprzemyślanych działań, które skutkują straszliwymi cierpieniami narodu polskiego i zagładą naszej Ojczyzny.
Podobne podejście do przeszłości jest oczywiście nie do zaakceptowania dla profesora Nowaka. Arcykapłana polskiej polityki historycznej pisanej „ku pokrzepieniu serc”.
Tu ważna uwaga. Nie znoszę wdawania się w publiczne awantury. Uważam je za marnotrawstwo czasu i energii. Nie mam natury pieniacza. Zamiast pisania niekończących się polemik wolę skupić się na konstruktywnej pracy. Nie lubię też sprawiać przykrości innym osobom, nawet jeżeli mają inne niż ja poglądy.
Skoro jednak pan profesor Andrzej Nowak uznał za stosowne w tak radykalny i niesprawiedliwy sposób wypowiedzieć się na mój temat, pozwolę sobie podzielić się moją opinią na jego temat.
Otóż wpływ profesora Andrzeja Nowaka na polską debatę historyczną uważam za katastrofalnie zły.
Pan profesor Nowak jest bowiem:
1. Człowiekiem upolitycznionym. Tak daleko posunięte lizusostwo i serwilizm wobec jednej z partii politycznych uważam za żałosne i niegodne przedstawiciela cechu historyków.
Namiętne zaangażowanie profesora Nowaka w polską wojenkę Tutsi-Hutu skłania go do opowiadania — używając poetyki pana profesora — wręcz nieprawdopodobnych bredni. Kto nie wierzy niech zgoogluje. Szkoda miejsca i czasu na cytowanie.
Podsycając ten, destrukcyjny i osłabiający Rzeczpospolitą, spór pan profesor robi bardzo złą robotę dla naszego kraju.
2. Nudziarzem.
3. Apologetą polskich klęsk i katastrof narodowych. Lansowanie podobnej narracji uważam za szkodliwe i niebezpieczne dla Polski. Wychwalanie naszych porażek jest bowiem sianiem ziaren pod kolejne nieszczęścia.
Usprawiedliwianie błędnych decyzji — takich jak wywołanie Powstania Warszawskiego — może prowadzić do powtarzania takich decyzji w przyszłości. Jak bowiem mawiał wspomniany Józef Szujski „Fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki”.
Spór między Nowakiem a Zychowiczem to spór między propagandą historyczną, a historią realną. Debata ta toczy się od wielu lat i będzie toczyła się jeszcze długo. Nikt tu nikogo nie przekona, obie strony okopały się na swoich pozycjach.
Spór ten można jednak prowadzić w sposób przyzwoity, albo w sposób sowiecki. Pan profesor wybrał tę drugą metodę. Szkoda.
Źródło: https://www.facebook.com/search/top?q=piotr%20zychowicz&locale=pl_PL


Komentarze
Pokaż komentarze (3)