Dr Michał Rulski na Salonie24 w swoim komentarzu do tekstu dr Michała Woźniaka pt. „Jako Polacy nie rozumiemy żadnych reguł gry. Irański szok nic nie zmieni", dał do zrozumienia, że obecna wojna to szansa dla Polski i polskich przedsiębiorstw.
Tekst dr Michała Rulskiego przeczytałem ze sporym zainteresowaniem. Jednak, z całym szacunkiem, to polecany przez niego artykuł dr Michała Woźniaka na „Obserwatorze Międzynarodowym”) komentujący ograniczenia mentalne w polskiej polityce, jest w swej prostocie i dosłowności genialny. Artykuł Michała Woźniaka zawiera konkretne spostrzeżenia i propozycje, jak Polska powinna zachować się w obliczy obecnego konfliktu z Iranem. To są świetne pomysły (!):
"Najważniejsze dla Polski są: odstraszanie Rosji, bezpieczeństwo energetyczne i rozwój gospodarczy".
"Polska powinna aktywnie kształtować swoje otoczenie strategiczne" (fragment z tekstu dr M. W. na Onecie)
„Czas siedzenia okrakiem i czekania na to co zrobią inni niestety już minął. Polityka bierna i nastawiona na to co postanowią inne wiodące państwa w Unii Europejskiej i dopasowania się do nich też nie jest już adekwatna. Nasze interesy bezpieczeństwa mogą nie być jednolite w ramach UE”.
„Być może Trump będzie chciał wyprowadzić USA z NATO, ale to czego nie powinniśmy robić to dokładać swoje trzy grosze do realizacji takiego scenariusza”.
"Podchodząc do wojny w Zatoce Perskiej w zgodzie z nowym paradygmatem, Polska mogłaby zaproponować Katarowi i Arabii Saudyjskiej pomoc w ochronie infrastruktury do produkcji i eksportu surowców energetycznych. Moglibyśmy na przykład wysłać niewielki komponent przeciwrakietowy do obrony przestrzeni powietrznej nad tymi państwami. Niekoniecznie od razu Patrioty, ale na przykład systemy do zwalczania dronów naszej produkcji. Dodatkowo moglibyśmy zaproponować wysłanie jednego bądź dwóch okrętów przeciwminowych do pomocy w oczyszczaniu cieśniny. Poprzez zaangażowanie naszych niewielkich sił wojskowych zrealizowalibyśmy szereg naszych interesów strategicznych. Pokazalibyśmy Amerykanom, że jesteśmy wiarygodnym sojusznikiem i na miarę naszych możliwości jesteśmy gotowi pomóc rozwiązać kryzys. Poza tym, szybkie odblokowanie cieśniny jest w naszym najlepiej pojętym interesie. Co bardzo ważne zacieśnilibyśmy też relacje z Katarem i Arabią Saudyjską od których przecież potrzebujemy dostaw niezbędnych dla nas surowców. Pomoc wojskowa, nawet symboliczna w obronie ich infrastruktury mogłaby na przyszłość skutkować obniżeniem dla nas ceny ropy i gazu. Jest jeszcze kwestia czysto wojskowa. Nasi żołnierze mogliby sprawdzić w prawdziwym konflikcie skuteczność naszych systemów antydronowych i zebrać bezcenne doświadczenie na przyszłość w walce z takimi zagrożeniami dla Polski".
Pomyślmy, tak na chłopski rozum: moglibyśmy się zaangażować w odbudowę zniszczonej infrastruktury: w Arabii Saudyjskiej, Katarze, czy ogólnie w krajach zatoki perskiej. Polska mogłaby się zająć odbudową (oczywiście nie całej, ale to i tak duży wkład) infrastruktury roponośnej, rurociągów, terminali morskich czy baz magazynowych. Zwłaszcza w budowie terminali mamy już spore doświadczenie (Gdańsk). Ale do tego potrzeba mądrych ludzi we władzach, a takich nie ma.
Takie myślenie przełożyłoby się na wpływy Polski na świecie, siłę militarną, budowę swojej pozycji, czy rozwój gospodarczy. Sam Michał Woźniak uważa, że największym wyzwaniem dla Polski jest „odstraszanie Rosji, bezpieczeństwo energetyczne i rozwój gospodarczy". Są to mechanizmy połączone – emergencja, która zbudowałby zupełnie inne państwo, niż te, które teraz mamy.
Naprawdę nie wierzę, że Donald Tusk zrealizowałby ten Pomysł. A Zjednoczona Prawica? Konfederacja? Nie żartujmy.
Wszystkie powyższe organizacje przypominają sekty, gdzie najlepiej mają służalczy potakiwacze. Swoją drogą, jeśli kiedyś wymienieni mnie zaatakują, to wszystko opiszę i może nagram o tym film, gdzie opowiem, jak to było.
Tymczasem ktoś, o takich pomysłach jak dr Michał Woźniak, powinien zostać doradcą premiera a może Prezydenta RP, a zapewne skończy się tylko na publikowaniu pomysłów. Jak zwykle.
To właśnie dr Michał Rulski w swoim komentarzu do tekstu dr Michała Woźniaka dał do zrozumienia, że obecna wojna to szansa dla polskich przedsiębiorstw. Tak na chłopski rozum: przecież moglibyśmy się zaangażować w odbudowę zniszczonej w Arabii Saudyjskiej, Katarze, czy ogólnie w krajach zatoki perskiej. Polska mogłaby się zająć odbudową (oczywiście częściowo, ale to i tak duży wkład) infrastruktury roponośnej, rurociągów, terminali morskich czy baz magazynowych. Zwłaszcza w budowie terminali mamy już spore doświadczenie. Ale do tego potrzeba mądrych ludzi we władzach, a takich nie ma.
Komentarz:
Tekst M. Rulskiego jest w istocie o braku doktryny przez Rzeczpospolitą Polską. Polacy nie wiedzą po co istnieją, dlaczego Polska ma istnieć i czy Polska jest im do czegokolwiek potrzebna. A jacy Polacy, tacy politycy, a jacy politycy, tacy Polacy. Przysłowiowe „zamknięcie koła” politycznej niemocy.
Polskiej polityce, owszem, brakuje doktryny, która byłaby zrozumiana i realizowana przez główne partie w Polsce. To, że w Polsce są mądrzy ludzie, którzy pomimo różnic w poglądach, wspólnie taką doktrynę mogliby opracować, nic nie znaczy. Polska polityka jest małostkowa, zawistna i bardzo krótkowzroczna (podobnie jak wyborcy, którzy mają pamięć złotej rybki) – kończy się na wygranych wyborach parlamentarnych.
W sporej części nasza polityka wynika z lęków przed państwami, które w ostatnich 300 latach zdołały zaleźć nam za skórę. Nie dziwię, się. Nasza historia jest pełna upadków i umysłowych ograniczeń. Polacy to naród po traumach historycznych, w sporej części z zaniżonym poczuciem własnej wartości. Tu potrzeba zmian na skalę izraelską po II wojnie światowej. Niestety, wielu demonom w latach 80-tych i w latach 90-tych zależało, aby Polacy pozostali niezdatni do budowy własnego i prawdziwie suwerennego państwa.
Ogromne bezrobocie, jako wynik „terapii szokowej”, kradzież majątku narodowego zwana prywatyzacją, czy też przejęcie umysłu przez kosmopolityczne czy zagraniczne media w Polsce – wszystko to przyczyniło się do niechęci Polaków wobec Polski oraz do wyboru takich, czy innych polityków.
Syndromem sztokholmskim Polaków jest miłość do USA, Niemiec, czy Rosji. Pierwsze miejsca zajmują tu: Hobbit z Żoliborza, Rudy Lis z Gdańska, czy Cyklop z Wrocławia.

Ponadto polska polityka potrzebuje makiawelizmu. Pamiętam, jak wiele, wiele lat temu oburzał się na nas prof. Aleksander Kwiatek z Uniwersytetu Opolskiego, gdy na ćwiczeniach ochrzaniał nas, że „Książę” Machiavellego to dzieło podłe, podczas gdy my byliśmy nim zachwyceni. Otóż dla nas młodych „Książę” wydawał się praktycznym poradnikiem, jak prowadzić politykę. Polscy politycy myślą jak profesor, dlatego później dziwimy się, że polska polityka jest odrealniona i oparta na niepraktycznych ideałach. Myślicie Państwo, że takiego myślenia jak polskich studentów (nie wiem, jak jest teraz) uczą w szkołach Izraelskich, w Moskwie, czy najlepszych amerykańskich uniwersytetach?
Polityka czy dyplomacja jest sztuką przebiegłości, dezintegracji wroga, ale też zdobywania przychylności (a nie tylko informacji). Polska polityka jest naiwna, czasem jawnie zdradziecka, a czasem zaściankowa. Co z tego, że patriotyczna, skoro ograniczona. Nawet system wyborczy promuje rozbicie dzielnicowe, gdzie niepodzielnymi książętami są tu liderzy partii politycznych, do których zawsze należy ostatnie zdanie.
Źródła:
Iran i nowe reguły gry. Polska wobec zmieniającego się świata zagrożeń [KOMENTARZ], dr Michał Woźniak,
https://obserwatormiedzynarodowy.pl/2026/04/03/iran-i-nowe-reguly-gry-polska-wobec-zmieniajacego-sie-swiata-zagrozen-komentarz/
Jako Polacy nie rozumiemy żadnych reguł gry. Irański szok nic nie zmieni, Michał Rulski, Salon24, https://www.salon24.pl/u/rulski/1497461,jako-polacy-nie-rozumiemy-zadnych-regul-gry-iranski-szok-nic-nie-zmieni



Komentarze
Pokaż komentarze (16)