Z większością założeń doktora się zgadzam, w tym odnośnie do potrzeby radykalnego zrewidowania naszego narodowego podejścia do paradygmatów w relacjach międzynarodowych. Jest to dość oczywista i strategiczna potrzeba suwerennego państwa narodowego. Jednak patrząc od lat na polską scenę polityczną oraz widząc procesy decyzyjne na szczeblu państwowym to muszę napisać wprost, że nie ma pomysłu, woli oraz chęci do prowadzenia autonomicznej polityki zagranicznej czy też w ogóle do wymyślenia oraz do spróbowania wdrażania długofalowej aktywności państwa w odpowiedzi na jakiekolwiek poważne wyzwanie, w tym w polityce zewnętrznej. O prawidłowym i długofalowym nakreśleniu racji stanu w ogóle nie wspomnę, chyba że są artykułowane jedynie jakieś banalne frazesy ku pokrzepieniu serc.
Obecny spór partyjny, nieprzerwalna kampania wyborcza, ciągłe patrzenie na słupki w sondażach, podważanie metodologii tych badań oraz sondowanie z kim lub przeciwko komu można stworzyć potencjalną koalicję rządzącą dla samego rządzenia zaprząta głowy wszystkim tym, którzy mają realne szanse na utrzymanie lub zdobycie tek ministerialnych. Nie ma tutaj nic o wdrożeniu jakieś wysublimowanej wizji naprawy Rzeczypospolitej czy też wzmacniania jej pozycji w międzynarodowej układance – która coraz bardziej się nam komplikuje.
W związku z tym żaden polski polityk nie będzie kreślił planów szerszego zaangażowania się na Bliskim Wschodzie, gdyż jest intelektualnie ograniczony i mentalnie związany doraźnym przekazem dnia, nakreślonym przez centralę partyjną. Dla nich działania w stosunkach międzynarodowych to za wysoki poziom abstrakcji, o wiele ważniejszym jest efektywne wykorzystanie kilometrówek, a nie to, co dzieje się 4 600 km od Warszawy. Niestety, ale główne nurty w ocenie naszej polityki zagranicznej, jakie realnie wpływają na poszczególne grupy wyborców, są kształtowane przez siły skrajne, nieodpowiedzialne i działające na szkodę RP. O tym, co jest ,,naszą wojną” może decydować arbitralnie jednooki reżyser, stosując zgrane zagrywki radzieckiej propagandy, mówiąc że trzeba zrobić wszystko dla pokoju.
Odpowiadając też na część pomysłów doktora Woźniaka wyznaczonych w tekście, np. otrzymanie potencjalnie niższej ceny ropy i gazu za pomoc Katarowi i Arabii Saudyjskiej to istotnym jest zwrócenie uwagi niestety na brak umiejętności ekonomizacji naszego zaangażowania międzynarodowego. Rząd SLD próbował tłumaczyć, ile to polskie firmy miały zyskać po udziale naszej armii w interwencjach w Iraku czy Afganistanie, co nie zostało skutecznie zrealizowane. Dodatkowo nie ma Nas w rozmowach na temat potencjalnej odbudowy Ukrainy. W tym aspekcie oczywiście mamy mnóstwo pomysłów, utrzymując uczucie moralnej wyższości, jednak bez narządzi realnego wpływu na naszego wschodniego sąsiada czy też tamtejsze społeczeństwo i klasę rządzącą. Ironizując można dodać, że skoro nie potrafimy sobie poradzić z byłym szefem kołchozu z Mińska, to nie ma my po co wchodzić z butami na teren Zatoki Perskiej.
Reasumując – to bardzo dobrze że toczy się ożywiona dyskusja na temat dynamicznie zmieniającego się świata. Jednak patrząc pesymistycznie – wypadałoby zmienić na lepsze struktury naszego państwa, stworzyć poczucie odpowiedzialności za nie wraz ze spójnym myślenie w perspektywie długoterminowej. Naturalnie wiąże się to z oczekiwaniem od elit rządzących większego zaangażowania, a przede wszystkim sprawczości, zamiast bycia tylko minimalnie lepszymi od tych ,,drugich”, których trzeba pokonać w demokratycznych wyborach i którzy też nie prezentują wysokiego poziomu.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)