Jako człowiek wywodzący się z organizacji pozarządowych oraz wspierający ich rozwój, ironicznie stwierdziłem że najlepiej abyśmy zmienili Konstytucję RP, przeistaczając nasz kraj w fundację. Wówczas rozwiązywanie jakichkolwiek problemów będzie o wiele łatwiejsze. Gdy pojawi się taka potrzeba, to zrobilibyśmy kolejne masowe poruszenie i odpalili zbiórki np. na wojsko, na edukację, bez żadnego aparatu biurokratycznego, zbędnych instytucji i formalizmów. Ciekawe, ile zabrałaby pani Krystyna pozbawiona emerytury, która 30 lat pracowała w szkole w małej miejscowości i nie dorobiła się żadnego dochodu pasywnego? Czy wszyscy też byśmy byli tak samo zaangażowani w poprawę losu tej jednej, wykluczonej pani, czy jednak jej los nie byłby tak ważny, a pojawiłyby się komentarze - ,,Mnie nikt nie daje, niech idzie dalej do pracy” lub ,,Niech jej same dzieci pomogą, jak wychowała tak ma”.
Porzucając sarkazm, to zdecydowanie nie chcę deprecjonować sukcesu zbiórki Łatwogangu, lecz jest to jednak kropla w morzu potrzeb, patrząc również na budżet Narodowego Funduszu Zdrowia, wynoszącego w 2025 r. ponad 220 mld zł, gdzie na chemioterapię przeznaczono ponad 2,5 mld zł. Nie oznacza to, że działalność wyspecjalizowanej Fundacji Cancer Fighters czy też pieniądze z tej zbiórki nie polepszą losu małych podopiecznych, oczekujących na wszelkie możliwości polepszenia swojego stanu psychofizycznego, lecz aktywność III sektora powinna być dopełnieniem działań efektywnego państwa, stanowiącego dobro ogółu. Warto tutaj dodać, że wspomniany NGO, posiadający status organizacji pożytku publicznego jest zobowiązany do zamieszczania swojego sprawozdania w ogólnodostępnej bazie. Poza tym Cancer Fighters zapowiada pełną transparentność wydatkowania środków z legendarnej już zbiórki. W tym punkcie chciałbym też zwrócić uwagę na to, że funkcjonowanie tak dużego podmiotu, przy przychodach z działalności statutowej w 2024 r. w kwocie powyżej 12 mln zł, wymaga zatrudnienia odpowiedniej kadry, zapewniającej realizację misji pożytku publicznego czy też przygotowywanie sprawozdań merytorycznych, finansowych czy też rozliczenie zbiórek, tak aby wszystkie działania i przepływy pieniężne były zgodne z prawem oraz aby Fundacja mogła dalej funkcjonować i czerpać środki z 1,5 proc PITów. Pojawiają się tutaj głosy, że wszystkie pieniądze przeznaczane na rzecz organizacji pozarządowych powinny być wydawane na ich cele statutowe – w omawianym przypadku na pomoc chorym dzieciom – lecz jest to skrajnie uproszczenie i nieznajomość funkcjonowania III sektora, gdzie też pracują ludzie, którzy powinni otrzymywać stabilne zarobki i nie robią wszystkiego wolontarystycznie, napędzani pasją, aktywnością obywatelską i chęcią pomocy innym.
A co tak naprawdę pokazała akcja ,,Diss na raka” i zbieranie pieniędzy? Otóż jako społeczeństwo uwielbiamy działania akcyjne, zrywy oraz pokazywanie jedności, w szczególności gdy jesteśmy pobudzani wzniosłymi przesłankami, możemy wykazać się empatią oraz współczuciem. Lubimy być częścią czegoś wielkiego i przełomowego, nawet jeżeli będzie to tylko piękna chwila, jedna akcja charytatywna. Niestety, ale nie myślimy strukturalnie i systemowo, pomimo szczytnych celów transmisji w warszawskiej kawalerce pojawiły się tam takie dziwne treści, że podatki to kradzież, brylowali celebryci szczycący się stosowaniem optymalizacji podatkowej czy też mający w swoim CV przypadki oszukiwania wspólników. Dosłownie rozbrajające były komentarze w Internecie, gdzie zastanawiano się dlaczego NFZ nic nie dołoży do tej zbiórki, co pokazuje że obywatele nie wiedza na co idą ich podatki i składki.
Bez wątpienia jako Polacy nie mamy kłopotu z solidarnością, z ukazywaniem przejawów dobra, ale nie robimy dużo z efektywnym wykorzystaniem takiej energii społecznej, realizowaniem zmian systemowych i długofalowych. Czy chcemy doprowadzić do większej prywatyzacji systemu, narzekając na wysoką składkę zdrowotną, wyliczając ile i kto zarobił jako lekarz czy pracownik medyczny? Czy mamy tylko oczekiwać, że następnym razem jakiś celebryta poda dalej link do zbiórki, która będzie dotyczyła nas samych czy kogoś z naszej rodziny? Problemem nie jest proszenie o pomoc – choć dla niektórych jest to trudne – lecz bycie na nią skazanym, pozostając bez realnej alternatywy.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)