Historia jest ciekawa, bo łączy politykę, energetykę, pieniądze publiczne i spór o przyszłość polskiego węgla. Jednak bliższe poznanie problemu stawia sprawę jasno – aresztowania i afera mają podtekst polityczny.
O tym, że UE zaostrzała politykę ograniczania emisji CO₂, mówiło się od dawna. Elektrownie węglowe stawały się coraz droższe w eksploatacji, ale działo się to wyłącznie przez sztucznie generowane koszty uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Wśród polityków Zjednoczonej Prawicy pojawiły się wątpliwości czy elektrownia będzie w stanie produkować prąd po konkurencyjnych cenach i czy inwestycja w ogóle się zwróci.
Obecnie, w miejscu niedokończonej elektrowni węglowej powstaje elektrownia gazowo-parowa, czyli zamiast węgla będzie wykorzystywany gaz ziemny. Elektrownia ma mieć moc około 745 MW netto.
Ciekawostką jest jednak to, że budowę tej elektrowni gazowo-parowej w Ostrołęce rozpoczęto w marcu 2022 roku, a więc za rządów Zjednoczonej Prawicy.
Gdy w marcu 2021 roku rozpoczęto rozbiórkę części już wybudowanych konstrukcji, to w czerwcu 2021 podpisano umowę na realizację elektrowni gazowej.
Wśród zatrzymanych znalazł się były prezes Enei w latach 2016–2020 Mirosław Kowalik, a który był głównym negocjatorem kontraktu na budowę ostrołęckiego bloku.
Mirosław Kowalik obecnie jest prezesem polskiego oddziału Westinghouse Electric Company – jednej z najważniejszych amerykańskich firm działających w branży energetyki jądrowej, która projektuje reaktory atomowe, dostarcza paliwo jądrowe, urządzenia i technologie oraz świadczy usługi dla elektrowni atomowych na całym świecie.
Tymczasem dzisiaj 4 listopada miały odbyć się negocjacje kontraktu na budowę pierwszej polskiej elektrowni jądrowej prowadzone z amerykańskim konsorcjum Westinghouse–Bechtel, które miał prowadzić zatrzymany Mirosław kowalik.
Chodzi o umowę EPC (Engineering, Procurement and Construction), czyli kompleksową umowę obejmującą zaprojektowanie elektrowni; dostawę technologii i urządzeń; budowę trzech reaktorów AP1000; odpowiedzialność wykonawców za realizację inwestycji.
Podsumowując, stroną, która jest z najbardziej zadowolona z takiego przebiegu wydarzeń i de facto sabotowania budowy elektrowni jądrowej w Polsce są Niemcy i Komisja Europejka pod dowództwem Ursuli Von Der Leyen. Dzisiejsza akcja po prostu wygląda na sabotowanie budowy elektrowni atomowej w Polsce.


Komentarze
Pokaż komentarze