Pupilla Libertatis
Jestem sarmatolibertarianinem. Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
150 obserwujących
1838 notek
2347k odsłon
  186   5

Sprawiedliwość

Co to je­st spra­wie­dli­wo­ść? Zgod­nie z kla­sycz­ną de­fi­ni­cją je­st to od­da­nie każ­de­mu te­go, co mu się na­le­ży. Od­da­nie – czy­li wcze­śniej zo­sta­ło mu to za­bra­ne. A za­tem był stan spra­wie­dli­wo­ści, zo­stał na­ru­szo­ny i trze­ba go przy­wró­cić. No to co to je­st ten ide­al­ny, uto­pij­ny stan spra­wie­dli­wo­ści, w któ­rym ni­cze­go ni­ko­mu nie trze­ba od­da­wać, bo nikt ni­ko­mu nic nie za­brał? To pro­ste! To stan, w któ­rym nie ma mię­dzy ludź­mi kon­flik­tów, w któ­rym nikt ni­ko­mu nie szko­dzi, nikt do ni­ko­go nie ma pre­ten­sji czy rosz­czeń.

  Ten ide­al­ny stan spra­wie­dli­wo­ści to nie je­st ja­kiś raj, w któ­rym ist­nie­je tyl­ko do­bro, a zło te­go do­bra nie na­ru­sza. Zło mo­że ist­nieć, ale nikt do ni­ko­go o to zło nie ma pre­ten­sji, bo te złe czy­ny ni­ko­mu nie szko­dzą. Wi­dać więc, że ide­ał do­bra to co in­ne­go niż ide­ał spra­wie­dli­wo­ści. Więc słusz­nie to są róż­ne sło­wa niebę­dą­ce sy­no­ni­ma­mi, to są in­ne po­ję­cia.

  Wy­star­czy pre­ten­sja ko­go­kol­wiek o co­kol­wiek, by stan spra­wie­dli­wo­ści na­ru­szyć. I nie ma tu zna­cze­nia mo­ral­no­ść. Na­wet pre­ten­sja bez­sen­sow­na, nie­słusz­na, głu­pia, nie­mo­ral­na po­win­na być roz­strzy­gnię­ta. Po­ja­wia się spór i trze­ba go roz­wią­zać. Trze­ba przy­wró­cić stan spra­wie­dli­wo­ści – uzna­jąc tę pre­ten­sję lub ją od­rzu­ca­jąc. Po­trze­ba do te­go ja­kie­goś spo­łecz­ne­go me­cha­ni­zmu.

  No ale każ­dy spór moż­na roz­wią­zać na wie­le spo­so­bów – moż­na uznać, że ra­cję ma jed­na stro­na, al­bo dru­ga. Gdy się jed­nej stro­nie przy­zna ra­cję, to moż­na jej za­są­dzić róż­ne od­szko­do­wa­nia, a te­mu kto ra­cji nie miał róż­ne ka­ry. Re­ali­za­cji spra­wie­dli­wo­ści je­st wie­le – to za­le­ży od kul­tu­ry i cy­wi­li­za­cji. Lu­dzie w swy­ch dzie­ja­ch na wie­le róż­ny­ch spo­so­bów re­ali­zo­wa­li spra­wie­dli­wo­ść. Nie ist­nie­je obiek­tyw­na spra­wie­dli­wo­ść – je­st ona za­leż­na od cy­wi­li­za­cji.

  Nie wni­kam te­raz w to, ja­ki sys­tem spra­wie­dli­wo­ści je­st lep­szy, ja­ki gor­szy, ja­ki słusz­ny, ja­ki nie, a ja­ki naj­lep­szy i naj­słusz­niej­szy. Mniej­sza z tym. Waż­ne je­st to, że nie­za­leż­nie od kon­kret­ne­go sys­te­mu, w każ­dym z ni­ch ide­ałem, sta­nem naj­lep­szym, naj­słusz­niej­szym, je­st w stan, w któ­rym nie ma mię­dzy ludź­mi żad­ny­ch kon­flik­tów. Wte­dy w peł­ni re­ali­zo­wa­ne są wszyst­kie moż­li­we sys­te­my spra­wie­dli­wo­ści, bo nie trze­ba ich uru­cha­miać.

  No i tu do­cho­dzi­my do ro­li pań­stwa. Gdy pry­mi­tyw­na kul­tu­ra zmie­nia się w cy­wi­li­za­cję, gdy łow­cy-zbie­ra­cze zaj­mu­ją się rol­nic­twem, to re­ali­za­to­rem spra­wie­dli­wo­ści sta­je się pań­stwo. Pań­stwo de­fi­niu­je kon­kret­ny sys­tem spra­wie­dli­wo­ści i zgod­nie z nim roz­wią­zu­je wszel­kie spo­ry. Więk­szo­ść teo­re­ty­ków uwa­ża, że pań­stwo to przede wszyst­kim spo­sób sta­no­wie­nia i eg­ze­kwo­wa­nia pra­wa, któ­re słu­ży spra­wie­dli­wo­ści. Tak wy­glą­da to z po­zo­ru, w teo­rii, w pro­pa­gan­dzie. Ale rze­czy­wi­sto­ść je­st zu­peł­nie in­na.

  Teo­re­ty­cy tak de­fi­niu­jąc pań­stwo za­po­mi­na­ją, a czę­ściej świa­do­mie po­mi­ja­ją to, że pań­stwo, któ­re sta­no­wi i eg­ze­kwu­je pra­wa, je­st te­ry­to­rial­nym mo­no­po­lem na dzia­ła­nia si­ło­we na spój­nym, du­żym ob­sza­rze. Isto­tą wszel­ki­ch współ­cze­sny­ch pań­stw je­st wła­śnie ten mo­no­pol na prze­moc. Wła­dza po­li­tycz­na, to mo­no­pol na prze­moc, a nie pra­wo. Pań­stwo w prak­ty­ce to te­ry­to­rial­nie mo­no­po­li­stycz­ny apa­rat prze­mo­cy, a sen­sow­ne pra­wo i je­go eg­ze­ku­cja nie je­st ko­niecz­ne dla ist­nie­nia pań­stwa. Prze­moc moż­na re­ali­zo­wać ar­bi­tral­ny­mi roz­po­rzą­dze­nia­mi. Znie­wa­lać lud moż­na głu­pim i męt­nym pra­wem. A na­wet tak się to ro­bi le­piej, bo bzdur­ne, głu­pie, sprzecz­ne i męt­ne pra­wo po­zwa­la w isto­cie rzą­dzić ar­bi­tral­ny­mi de­cy­zja­mi wła­dzy. Pań­stwo nie mu­si ope­ro­wać spra­wie­dli­wo­ścią.

  Ten mo­no­pol na prze­moc je­st nie­po­trzeb­ny, gdy cho­dzi o re­ali­za­cję spra­wie­dli­wo­ści – a więc zbęd­ne je­st pań­stwo. Pu­blicz­ne pra­wo re­ali­zu­ją­ce ja­kąś dok­try­nę spra­wie­dli­wo­ści moż­na sta­no­wić i re­ali­zo­wać bez pań­stwa. Pań­stwa re­al­ne, te, któ­re ist­nie­ją, nie są po to, by roz­wią­zy­wać kon­flik­ty przy po­mo­cy pra­wa, ale po to, by wy­mu­szać ha­ra­cze na za­gar­nię­tym przez sie­bie ob­sza­rze. Pra­wo pań­stwo­we to na­rzę­dzie ter­ro­ry­sty, któ­ry pod­bił ja­kiś te­ren. Pra­wo je­mu przy­no­si ko­rzy­ści, a nie lud­no­ści, z któ­rej ha­ra­cz je­st zdzie­ra­ny. To tyl­ko miesz­kań­cy po­trze­bu­ją uczci­we­go, spra­wie­dli­we­go, sen­sow­ne­go pra­wa, a nie pań­stwa. Pra­wo mo­gą eg­ze­kwo­wać kon­ku­ren­cyj­ne apa­ra­ty prze­mo­cy – mo­no­pol pań­stwa je­st tu zbęd­ny.

  Więc w kwe­stia­ch spra­wie­dli­wo­ści fi­lo­zo­fo­wie so­bie, a po­li­ty­cy so­bie. Spra­wie­dli­wo­ść so­bie, a pra­wo so­bie. Pań­stwo ni­gdy nie słu­ży­ło spra­wie­dli­wo­ści i na­dal nie słu­ży. Pań­stwo je­st po to, by zbie­rać ha­ra­cz z miesz­kań­ców ja­kie­goś te­re­nu. Cza­sem re­ali­zu­je ja­kieś ele­men­ty spra­wie­dli­wo­ści, gdy pod­da­ni się ze so­bą spie­ra­ją, by ła­twiej ich by­ło ster­ro­ry­zo­wać do pła­ce­nia ha­ra­czy. Bo ła­twiej zbie­rać ha­ra­cz, gdy miesz­kań­cy są spo­koj­ni, po­tul­ni, po­go­dze­ni z lo­sem niż gdy się bun­tu­ją i je­st cha­os. Ale mię­dzy oby­wa­te­la­mi a pań­stwem spra­wie­dli­wo­ści ni­gdy nie by­ło i nie bę­dzie – bo nie mo­że być spra­wie­dli­wo­ści mię­dzy po­sia­da­ją­cym mo­no­pol na prze­moc, a je­go ofia­rą, któ­ra mu pła­ci ha­ra­cz.

  Pra­wo w prak­ty­ce to je­st re­ali­za­cja nie­spra­wie­dli­wo­ści i nie ma sen­su roz­wa­żać ja­kichś wy­pa­czeń, błę­dów, wy­na­tu­rzeń czy ko­rup­cji – pra­wo ce­lo­wo słu­ży pań­stwu, a nie spra­wie­dli­wo­ści – po to zo­sta­ło stwo­rzo­ne. Nikt do­bro­wol­nie by nie za­pła­cił za stwo­rze­nie ta­kie­go pra­wa, ja­kie obo­wią­zu­je. Nie­licz­ni za to pła­cą, ale nie po to by by­ło spra­wie­dli­wie, ale by zwięk­szyć swo­je zy­ski. Ten, kto do­sta­je, nie bie­rze for­sy po to, by za­ro­bić, bo on i tak za­ra­bia (po to pra­wo zro­bił), ale po to, by za­ro­bić jesz­cze wię­cej. Ko­rup­cja to tyl­ko do­łą­cze­nie do pań­stwo­wej ma­fii pry­wat­ny­ch pod­mio­tów, tak by jesz­cze le­piej gra­bić miesz­kań­ców, ale i bez ty­ch pry­wat­ny­ch pod­mio­tów cho­dzi tyl­ko o ha­ra­cz, a nie spra­wie­dli­wo­ść, więc ko­rup­cja nic w za­sa­dzie nie zmie­nia w isto­cie spra­wy.

  W prak­ty­ce pań­stwo ge­ne­ru­je wię­cej kon­flik­tów niż roz­wią­zu­je. Pań­stwo two­rzy nie­zli­czo­ną licz­bę prze­stęp­stw bez ofiar. Two­rzy pra­wo, któ­re re­gu­lu­je kwe­stie, w któ­ry­ch nie ma żad­ny­ch kon­flik­tów, gdzie nikt nie ma do ni­ko­go o nic pre­ten­sji, nie ma żą­dań ani rosz­czeń. Tym je­st obo­wią­zek szkol­ny, obo­wią­zek ubez­pie­czeń spo­łecz­ny­ch, nie­zli­czo­na licz­ba li­cen­cji czy kon­ce­sji, pań­stwo­wa służ­ba zdro­wia i wszel­kie in­ne in­sty­tu­cje wtry­nia­ją­ce się w naj­drob­niej­sze ludz­kie spra­wy.

  Nie ma żad­ne­go kon­flik­tu mię­dzy tym, kto chce się ubez­pie­czyć na sta­ro­ść, in­we­stu­jąc w nie­ru­cho­mo­ści, a tym, kto chce oszczę­dzać w fun­du­szu in­we­stu­ją­cym w ak­cje czy ob­li­ga­cje. Nie ma żad­ne­go spo­ru mię­dzy tym, kto chce uczyć swo­je dzie­ci we­dług pro­gra­mu na­ucza­nia przed­wo­jen­ne­go pol­skie­go, obec­ne­go pol­skie­go, fiń­skie­go czy abo­ry­geń­skie­go. A pań­stwo jed­ne­mu utrud­nia jed­no, a wy­mu­sza in­ne. Pań­stwo wy­wo­łu­je kon­flikt z tym oby­wa­te­lem, któ­ry chce się za­bez­pie­czyć na sta­ro­ść, nie in­we­stu­jąc w po­ko­le­nio­wą pi­ra­mi­dę fi­nan­so­wą czy nie chce uczyć dzie­ci zgod­nie z pro­gra­mem edu­ka­cyj­nym ministra Czarn­ka. Bez pań­stwa ty­ch kon­flik­tów by nie by­ło.

  Pań­stwo za­wsze od­da­la nas od sta­nu ide­alnej spra­wie­dli­wo­ści, nie­za­leż­nie od te­go, ja­ką przyj­mie­my kon­kret­ną dok­try­nę tej spra­wie­dli­wo­ści. Pań­stwo to za­wsze de­struk­tor spra­wie­dli­wo­ści, bo za­wsze po­wo­du­je sztucz­ne kon­flik­ty. Naj­wię­cej kon­flik­tów je­st mię­dzy oby­wa­te­lem a pań­stwem – i wszyst­kie one są re­ali­zo­wa­ne na ko­rzy­ść pań­stwa – nie­za­leż­nie od kon­kret­nej dok­try­ny spra­wie­dli­wo­ści, któ­rą sa­mo to pań­stwo re­ali­zu­je. Nie ma się wiec co za­sta­na­wiać, czym je­st spra­wie­dli­wo­ść – czym­kol­wiek by by­ła, pań­stwo ją nisz­czy i re­ali­zu­je wszel­kie moż­li­we nie­spra­wie­dli­wo­ści.

Grzegorz GPS Świderski

------------------------------

Państwo się nie opłaca <- poprzednia notka

następna notka -> Co ma się rozpaść nie zaginie

------------------------------

Tagi: gps65, cywilizacja, państwo, aparat przemocy, monopol, sprawiedliwość, haracz

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale