Na portalu X dostałem takie pytanie od Sebastiana Pitonia, znanego jutubera:
"Grzegorz, a jak ci się podobała obowiązkowa służba wojskowa, i zbrojenia jako priorytet? I zamknięcie granic, żeby nikt przed wojskiem nie uciekł? No jak?"
To jest aluzja do tego, co powiedział Sławomir Mentzen w wywiadzie z Robertem Mazurkiem w Kanale Zero. Mentzen uznał, że w sytuacji, w której za naszą granicą toczy się krwawa wojna, a my stoimy wyraźnie po jednej stronie i ją aktywnie wspomagamy, a druga strona już prowadzi z nami wojnę hybrydową, konieczne jest obowiązkowe przeszkolenie wojskowe młodych mężczyzn, bo jak kinetyczna wojna wybuchnie, to i tak wszyscy zostaną do wojska obowiązkowo powołani, a granice dla nich zostaną zamknięte, więc lepiej by byli przeszkoleni, bo jak nie będą, to w takiej wojnie umrą po kilku minutach na froncie wszyscy, a przeszkolenie pozwoli przetrwać średnio kilka dni, a niektórym i całą wojnę.
Mentzen uznał, że to może być kilkumiesięczne przeszkolenie. A ja bym dodał, że to może być nawet roczne przeszkolenie, ale w weekendy i w któreś trzy tygodnie w roku zamiast urlopu. Dodatkowo Mentzen uznał, że musimy się zbroić, i to dobrze, że Polska wydaje największy po USA odsetek PKB na obronność wśród wszystkich krajów NATO. Ja się z tym zgadzam. Więc tak odpowiedziałem Pitoniowi:
"Wojna to sytuacja wyjątkowa. W Polsce dotrwamy do osobliwości technologicznej, a pod rosyjską okupacją nie. Polska, jako azyl, jest teraz wartością najwyższą i warto dla niej poświęcić trochę wolności."
Pitoń się mnie spytał, bo wie, że jestem libertarianinem, a on myśli, że my jesteśmy pacyfistami tak jak on. To nieprawda. On jest pacyfistą hodowanym przez ruską propagandę, co służy osłabieniu chęci obrony przed nimi, a libertarianie uznają aksjomat nieagresji, a to oznacza tylko tyle, że uważamy za złe i niedopuszczalne inicjowanie aktów przemocy, ale godzimy się na przemoc w obronie. To prosto brzmi, ale w realnym świecie wywołuje wiele dylematów.
W mojej odpowiedzi nie napisałem nic sprzecznego z libertarianizmem. Jeśli w aksjomatach społecznych tkwi jakaś sprzeczność, to jest ona spowodowana naturą rzeczy. Każdy system moralny zawiera nierozwiązywalne dylematy. Można to wywieść z twierdzenia Gödla.
To, że wolno się bronić przemocą przed zorganizowanymi bandytami, którzy atakują teren mój i moich sąsiadów, jest ewidentne. Jednak czy wolno mi zmuszać siłą sąsiadów, by się też bronili, a przynajmniej zmuszać do tego, by potrafili się obronić? To jest poważny dylemat moralny dla kogoś, to wyznaje aksjomat o nieagresji, bo takie zmuszenie sąsiadów będzie inicjowaniem wobec nich przemocy, bo oni żadnych ataków nie planują, są niewinni. Jednak gdy nie będą umieli i chcieli się bronić, to w praktyce bandyci nas pokonają, bo ja sam nie wystarczę, bo tych bandytów jest dużo. Więc to jest sytuacja nadzwyczajna, powodująca, że aksjomaty trzeba nagiąć w imię wyższego dobra.
Wszystkie systemy prawne czy moralne mają taką furtkę. W prawie morza wprost jest paragraf, mówiący o tym, że nawet jeśli ktoś w pełni dochowa wszystkich reguł i procedur, a nie postąpi zgodnie z dobrą praktyką morską, to i tak część winy za wypadek ponosi. Nie jest wyjaśnione, co to jest ta dobra praktyka morska — to każdy doświadczony żeglarz i marynarz wie.
Chrześcijaństwo z powodu takich dylematów definiuje pojęcie grzechu, który się popełnia nie tylko wtedy, gdy materia czynu jest zła, ale jeszcze dodatkowo muszą być złe intencje i świadomość zła czynu. Są też okoliczności czyn usprawiedliwiające, powodujące, że jest zły, ale nie jest grzechem. Dlatego nie wystarcza sam Dekalog, potrzebny jest jeszcze Katechizm Kościoła Katolickiego, by ukształtować sumienie.
W prawie państwowym jest mowa o odpuszczeniu ścigania przestępstwa, jeśli wywołuje małą szkodliwość społeczną, jest prawo o stanie wyjątkowym, jest możliwość uniewinnienia przestępcy przez prezydenta. To wszystko są furki pozwalające rozwiązywać trudne dylematy. W aksjomatach libertariańskich też takie furtki muszą być. Jeśli sąsiad u siebie w ogródku ustawi atomowego krasnala, to wolno mi zainicjować przemoc, by go rozbroić i nicestwić. Gdy sąsiad będzie chciał zamordować swoje dzieci, to wolno mi go przemocą przed tym powstrzymać. Pacyfizm ma swoje granice tak jak wszystko. Całkowita bierność jest zła.
PS. Notki powiązane:
Tagi: gps65, libertarianizm, filozofia, polityka, wojna


Komentarze
Pokaż komentarze (21)