Pupilla Libertatis
Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
144 obserwujących
1732 notki
2192k odsłony
  923   0

Kto powinien płacić za trzymanie kultury w tajemnicy?

Prawa autorskie i patentowe, to w istocie żerowanie na pracy jednych po to by chronić pracę innych. To element redystrybucji typowy dla socjalizmu. W ogóle państwo to jedna wielka niemoralna redystrybucja. To jest niemoralne, bo każdy powinien swoją własność chronić sobie sam - albo bezpośrednio, albo przez osoby do tego przez niego wynajęte. Dotyczy to każdej ochrony - i informacji, i mienia materialnego.


Gdy mnie okradnie złodziej, to nie mam prawa nikogo zmuszać, by płacił za jego ściganie i ukaranie. Ja muszę za to zapłacić. Gdy mnie złodziej okradnie, to po prostu nabieram praw do stosowania wobec niego przemocy by mu to co ukradł odebrać i odebrać mu kwoty na pokrycie kosztów ścigania go. Nie nabieram praw do stosowania przemocy wobec innych ludzi by ich zmusić do finansowania ścigania mojego złodzieja.
Ale to oczywiście nie oznacza, że każdy powinien sam ścigać złodziei. Żyjemy w społeczeństwie cywilizowanym, które wymyśliło podział pracy i dobrze jest, gdy ludzie się specjalizują - dobrze jest też, gdy ryzyko bycia okradzionym rozkłada się na większą liczbę ludzi. Ale by tak było wcale nie jest potrzebne państwo, czyli terytorialny monopol na przemoc. Ściganiem złodziei mogą zajmować się specjalistyczne, prywatne agencje detektywistyczne, których może być wiele i mogą ze sobą konkurować. A ryzyko można na społeczność rozkładać poprzez prywatne, dobrowolne ubezpieczenia. Wystarczy by się ubezpieczyło wielu, rzędu tysiąca, by skutecznie rozłożyć ryzyko - nie muszą to być wszyscy, rzędu miliona. Na tym polega cywilizacja.
A więc mogę się ubezpieczyć od kradzieży i gdy zostanę okradziony to ubezpieczyciel w ramach mojego abonamentu opłaci stosowną agencję detektywistyczną, a ta agencja w ramach moich moralnych uprawnień do stosowania przemocy wobec złodzieja, odszuka go, odda pod sąd, odbierze moją własność, lub jej równowartość, i ewentualnie odbierze sobie koszty ścigania i egzekucji od złodzieja. A jeśli sumarycznie zyski z odszkodowań nie pokryją kosztów ścigania, to uzupełni to abonament. Tak się to musi bilansować zawsze i tak jest też w państwie, bo państwo więcej pobiera w podatkach niż wydaje na ściganie złodziei - bo musi jeszcze opłacić zbędną biurokrację.
Na wolnym rynku bilans wyjdzie dokładnie tak samo jak to się dzieje w państwie, ale będzie o wiele taniej, bo konkurencja wymusi bardziej optymalne działania. Monopol zawsze zawyża ceny. W wolnościowej społeczności zamiast obowiązkowych podatków będą tańsze dobrowolne abonamenty, a zamiast kosztownych śledztw nieudolnej, skorumpowanej, państwowej policji i kosztów związanych z darmowymi wakacjami szkoleniowymi dla złoczyńców, zwanymi więzieniami, będą skuteczne śledztwa i zysk z odszkodowań od złoczyńców. Kradzież na wolnym rynku przestanie się opłacać.
I dokładnie tak samo powinno być z prawem autorskim i patentowym.
Nie mam nic przeciwko temu by każdy chronił swoje informacje i je trzymał w tajemnicy - swoje pomysły racjonalizatorskie, programy komputerowe, swoje dzieła literackie, muzyczne, czy związane ze sztuką. Jeśli je ujawni, nie dopilnuje, upubliczni, to ich nie traci, nie przestaną być jego, nie znikną mu. Gdy się o nich dowie ktoś inny to staną się tak samo jego jak i twórcy. Twórca nic nie straci tylko zyska rozgłos. Autor nie ma żadnych moralnych praw by wymagać od tych, którzy jego ujawnione informacje pobrali, by o nich zapomnieli i wyrzucili je ze swojego mózgu, twardego dysku czy innego nośnika informacji, na którym je sobie zapisali.
Informacja, której się nie strzeże, jest jak pies, który uciekł - to właściciel psa musi zapłacić za ewentualne szkody, które wyrządził, a nie inni jemu płacić za pożytki, które mógł ten pies sprawić.
Jeśli komuś uciekła informacja to jest to jego problem i nie może zmuszać innych by płacili za rozwiązywanie tego jego problemu. Może tylko prosić innych by mu pomogli z niesforną informacją, która się rozpowszechnia w inny sposób niżby chciał.
Autor nie ma moralnego prawa ingerować w prawa własności do nośników, na których inni zapisują sobie informacje, które mu uciekły. Mógł ich nie ujawniać. Ujawniając informacje zadziałał aktywnie - to on (albo jego plenipotenci, klienci, czytelnicy, fani, współpracownicy, koledzy, koledzy ich kolegów itd...) wysłał fale niosące informację - inni je tylko odebrali.
Autor nie ma moralnego prawa zabraniać mi odbierania informacji - nigdy, w żadnej sytuacji i kontekście - co najwyżej ja mam prawo, by zastosować przemoc wobec niego, gdy będzie mi swoje fale z informacjami nasyłał w sposób natarczywy, niszczycielski i niemożliwy do uchylania się od nich. I to, że się napracował i stracił na to pół swojego życia nie ma żadnego znaczenia. Namęczył się z wytworzeniem informacji to niech je trzyma w tajemnicy, nie ujawnia ich, nie publikuje, nie wysyła, nie chwali się nimi. I niech sam płaci za ochronę tych jego dzieł.
W każdym razie w sensownej i mądrej cywilizacji, która ceni kulturę, ludzie cieszą się, gdy wytworzone przez nich dzieła informacyjne się rozpowszechniają. Im więcej ludzi odbiera ich dzieła tym są bardziej zadowoleni, tym mają większą satysfakcje ze swojej twórczości, tym mają silniejszą motywację by tworzyć następne, lepsze dzieła, które dotrą do jeszcze większej liczby ludzi. Kultura powinna się rozpowszechniać, a nie być trzymana w tajemnicy. Nie wolno stosować przemocy by zmuszać wszystkich ludzi do finansowania utajniania kultury - a tym są prawa autorskie i patentowe. Sprzeciwianie się piractwu kulturowemu jest tożsame z paleniem Biblioteki Aleksandryjskiej.
Grzegorz GPS Świderski

następna część -> Czym się różni złodziejstwo od kopiowania danych?


następna notka -> Cuda

Lubię to! Skomentuj26 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale