Grzegorz Świderski Grzegorz Świderski
114
BLOG

Dlaczego rozsądni ludzie nie rozumieją pieniądza bankowego?

Grzegorz Świderski Grzegorz Świderski Gospodarka Obserwuj notkę 23
Po trzech tek­sta­ch o pie­nią­dzu fi­du­cjar­nym, kre­dy­cie i bi­lio­nie zło­ty­ch, któ­ry­ch nie ma w żad­nym sej­fie, nie­któ­rzy cią­gle te­go nie ro­zu­mie­ją i ma­ją wąt­pli­wo­ści. Oto te not­ki:

  To nie je­st za­wsze kwe­stia złej wo­li czy igno­ran­cji. Te­go na­wet nie ła­pią lu­dzie zna­ją­cy pra­wo, ra­chun­ko­wo­ść i re­alia ban­ko­we. Więc wciąż po­ja­wia się opór: to się nie zga­dza, coś tu je­st nie tak, prze­cież bank nie mo­że od­dać te­go, cze­go nie do­stał. Więc mu­szę na­pi­sać czę­ść czwar­tą. Oto pró­ba wy­ja­śnie­nia, dla­cze­go po­praw­nie my­ślą­cy lu­dzie tak czę­sto my­lą się w kwe­stii pie­nią­dza ban­ko­we­go. Pro­blem nie le­ży w bra­ku wie­dzy, ale w nie­odróż­nia­niu trzech po­zio­mów te­go me­cha­ni­zmu kre­acji wa­lu­ty z po­wie­trza.

Trzy po­rząd­ki jed­nej rze­czy­wi­sto­ści!

  Współ­cze­sny pie­nią­dz dzia­ła jed­no­cze­śnie w trzech po­rząd­ka­ch: praw­nym, bi­lan­so­wym i ope­ra­cyj­nym. Każ­dy z ni­ch je­st spój­ny. Każ­dy z osob­na da­je się po­praw­nie opi­sać. Nie­mniej na ich sty­ku ła­two wpa­ść w pu­łap­kę.

  Po­rzą­dek praw­ny opi­su­je zo­bo­wią­za­nia. Umo­wy, ter­mi­ny, rosz­cze­nia, sank­cje. Mó­wi, kie­dy bank ma obo­wią­zek od­dać do dys­po­zy­cji środ­ki pie­nięż­ne i na ja­ki­ch wa­run­ka­ch. To je­st ję­zyk Ko­dek­su Cy­wil­ne­go i Pra­wa Ban­ko­we­go.

  Po­rzą­dek bi­lan­so­wy opi­su­je za­pi­sy. Ak­ty­wa i pa­sy­wa. Neu­tral­no­ść po­je­dyn­czej ope­ra­cji. To, czy bi­lans się do­my­ka. To je­st ję­zyk ra­chun­ko­wo­ści.

  Po­rzą­dek ope­ra­cyj­ny opi­su­je dzia­ła­nie sys­te­mu: czy klient mo­że za­pła­cić kar­tą, czy prze­lew prze­cho­dzi, czy to­war zo­stał ku­pio­ny. To je­st ję­zyk co­dzien­ne­go do­świad­cze­nia.

  Błąd po­znaw­czy po­le­ga na tym, że pró­bu­je­my wy­ja­śnić zja­wi­sko sys­te­mo­we, trzy­ma­jąc się jed­ne­go po­rząd­ku na­raz, a po­zo­sta­łe uzna­je­my za nie­waż­ne al­bo po­chod­ne.

Dla­cze­go pra­wo nie wy­star­cza?

  Czę­sty ar­gu­ment brz­mi: bank nie mo­że zwró­cić cze­goś, cze­go wcze­śniej nie otrzy­mał. Sko­ro więc pra­wo mó­wi o zwro­cie środ­ków pie­nięż­ny­ch, to mu­sia­ły one wcze­śniej wpły­nąć do ban­ku.

  To ro­zu­mo­wa­nie je­st po­praw­ne tyl­ko wte­dy, gdy pie­nią­dz trak­tu­je­my jak rze­cz. Jak płasz­cz w szat­ni. Tym­cza­sem pie­nią­dz ban­ko­wy nie je­st rze­czą, tyl­ko zo­bo­wią­za­niem.

  Bank nie mu­si otrzy­mać bank­no­tów, aby za­cią­gnąć zo­bo­wią­za­nie do ich wy­pła­ty. Mu­si je­dy­nie mieć pod­sta­wę praw­ną do po­wsta­nia te­go zo­bo­wią­za­nia. Tą pod­sta­wą je­st umo­wa kre­dy­to­wa, a mo­men­tem jej re­ali­za­cji je­st po­sta­wie­nie środ­ków do dys­po­zy­cji, czy­li za­pis bi­lan­so­wy.

  Pra­wo opi­su­je, kie­dy i na ja­ki­ch wa­run­ka­ch bank ma to zro­bić. Nie opi­su­je, skąd bie­rze się pie­nią­dz w obie­gu. To nie je­st je­go ro­la.

  Go­tów­ka je­st dla ban­ku tyl­ko pa­li­wem do ob­słu­gi rosz­czeń, a nie su­row­cem, z któ­re­go bu­du­je się pie­nią­dz. Ban­ki ma­ją w go­tów­ce tyl­ko uła­mek wa­lu­ty krą­żą­cej w go­spo­dar­ce – i to wy­star­cza, bo więk­szo­ść rosz­czeń roz­li­cza­na je­st bez­go­tów­ko­wo. Du­żo wię­cej wa­lu­ty krą­ży tyl­ko ja­ko licz­by za­pi­sy­wa­ne na kon­ta­ch niż ja­ko bank­no­ty.

  Gdy­by wszy­scy lu­dzie ze­chcie­li wy­pła­cić to, co ma­ją na kon­ta­ch, to ban­ki by nie mia­ły ty­le go­tów­ki w sej­fa­ch. W prak­ty­ce go­tów­ki je­st kil­ku­krot­nie ra­zy mniej niż kwot za­pi­sa­ny­ch na kon­ta­ch. Jed­nak to nie zna­czy, że ban­ki są nie­wy­pła­cal­ne. Teo­re­tycz­nie mo­gły­by wyj­ść z tej sy­tu­acji, ogła­sza­jąc: „spłać­cie na­tych­mia­st wszyst­kie swo­je kre­dy­ty”. Wte­dy wy­kre­owa­ny pie­nią­dz by znik­nął, a w sys­te­mie po­zo­sta­ła­by tyl­ko go­tów­ka, któ­ra wy­star­czy­ła­by dla każ­de­go.

Dla­cze­go ra­chun­ko­wo­ść mi­kro też nie wy­star­cza?

  Dru­gi czę­sty ar­gu­ment brz­mi: po­je­dyn­cza ope­ra­cja kre­dy­to­wa je­st bi­lan­so­wo neu­tral­na. Ak­ty­wa ro­sną o na­leż­no­ść kre­dy­to­wą, pa­sy­wa ro­sną o de­po­zyt. Nic się nie two­rzy, bi­lans się do­my­ka. To praw­da – na po­zio­mie jed­ne­go ban­ku i jed­nej ope­ra­cji. Jed­nak z te­go fak­tu nie wy­ni­ka to, że pie­nią­dz nie po­wsta­je w ska­li ca­łe­go sys­te­mu. Neu­tral­no­ść mi­kro nie ozna­cza neu­tral­no­ści ma­kro. Gdy­by tak by­ło, su­ma de­po­zy­tów na żą­da­nie nie ro­sła­by wraz z ak­cją kre­dy­to­wą. A ro­śnie.

  Ra­chun­ko­wo­ść opi­su­je za­pis. Nie opi­su­je skut­ku agre­ga­to­we­go. To tak, jak­by twier­dzić, że sko­ro po­je­dyn­czy tran­zy­stor nie two­rzy In­ter­ne­tu, to In­ter­net nie ist­nie­je.

Punkt kry­tycz­ny: mo­ment udzie­le­nia kre­dy­tu!

  Nie­zro­zu­mie­nie kon­cen­tru­je się wo­kół jed­ne­go mo­men­tu: chwi­li, w któ­rej bank re­ali­zu­je swo­je zo­bo­wią­za­nie kre­dy­to­we i na ra­chun­ku klien­ta po­ja­wia się sal­do, któ­rym mo­że on na­tych­mia­st pła­cić. Nie cho­dzi o pod­pi­sa­nie umo­wy. To słusz­nie od­dzie­la pra­wo. Cho­dzi o mo­ment wy­ko­na­nia zo­bo­wią­za­nia.

  W tej chwi­li nie na­stę­pu­je fi­zycz­na wpła­ta go­tów­ki przez in­ne­go klien­ta, trans­fer cu­dzy­ch de­po­zy­tów, prze­su­nię­cie bank­no­tów z sej­fu do sej­fu. Na­stę­pu­je za­pis bi­lan­so­wy, w któ­rym rów­no­le­gle po­wsta­je na­leż­no­ść kre­dy­to­wa i de­po­zyt na żą­da­nie. Od te­go mo­men­tu sys­tem po­zwa­la na re­al­ne trans­ak­cje han­dlo­we. Klient ku­pu­je to­war. Sprze­daw­ca otrzy­mu­je za­pła­tę. Go­spo­dar­ka dzia­ła. To je­st fakt ob­ser­wo­wal­ny, em­pi­rycz­ny, w od­róż­nie­niu od wcze­śniej­sze­go fak­tu księ­go­we­go.

Dla­cze­go in­tu­icja nas zdra­dza?

  Ludz­ka in­tu­icja je­st za­ko­rze­nio­na w świe­cie rze­czy. Coś mu­si wpły­nąć, że­by coś wy­pły­nę­ło. Coś mu­si być w sej­fie, że­by moż­na by­ło to wy­dać. Sys­tem ban­ko­wy dzia­ła ina­czej. Dzia­ła w świe­cie zo­bo­wią­zań. W świe­cie, w któ­rym obiet­ni­ca za­pła­ty sta­je się środ­kiem płat­ni­czym, za­nim kto­kol­wiek zo­ba­czy bank­not. To nie je­st oszu­stwo. To nie je­st spi­sek. To je­st ar­chi­tek­tu­ra sys­te­mu.

Dla­cze­go roz­sąd­ni lu­dzie się my­lą?

  My­lą się nie dla­te­go, że nie zna­ją prze­pi­sów, nie dla­te­go, że nie ro­zu­mie­ją księ­go­wo­ści. My­lą się dla­te­go, że pró­bu­ją opi­sać zja­wi­sko sys­te­mo­we ję­zy­kiem czyn­no­ści jed­nost­ko­wy­ch. Widzą drzewo, nie widzą lasu.

  Pra­wo ma ra­cję w swo­im po­rząd­ku. Ra­chun­ko­wo­ść ma ra­cję w swo­im. A mi­mo to pie­nią­dz ban­ko­wy po­wsta­je w chwi­li udzie­le­nia kre­dy­tu – ja­ko za­pis, któ­ry sta­je się re­al­ną si­łą na­byw­czą. Po­wsta­je z ni­cze­go, ex ni­hi­lo.

  Je­że­li ktoś po trzech tek­sta­ch wciąż ma wąt­pli­wo­ści, to nie dla­te­go, że nie do­czy­tał. Tyl­ko dla­te­go, że nie prze­sta­wił się z my­śle­nia o pie­nią­dzu ja­ko o rze­czy na my­śle­nie o pie­nią­dzu ja­ko o zo­bo­wią­za­niu. I to je­st praw­dzi­wa ba­rie­ra po­znaw­cza współ­cze­snej ban­ko­wo­ści.

Wa­lu­tą mo­że być wszyst­ko, w tym zaufanie.

  Nie tyl­ko fi­zycz­ne zło­to jest walutą. Nie tyl­ko pa­pie­ro­we kwi­ty na to zło­to. Tak­że za­pi­sy na kon­ta­ch ban­ko­wy­ch, pra­wa, zo­bo­wią­za­nia czy kryp­to­gra­ficz­ne to­ke­ny.

  Już w daw­ny­ch wie­ka­ch, gdy po­ja­wi­ły się bank­no­ty, wa­lu­ta ode­rwa­ła się od ma­te­rii. Wła­ści­ciel skarb­ca emi­to­wał znacz­nie wię­cej kwi­tów na zło­to, niż fak­tycz­nie miał te­go zło­ta w skarb­cu. W isto­cie mó­gł sprze­dać ca­łe zło­to i nie mieć go wca­le – a handel wciąż by dzia­łał.

  Gra­ni­cą nie by­ła obec­no­ść zło­ta, le­cz za­ufa­nie. Do­pó­ki emi­sja by­ła umiar­ko­wa­na, wa­lu­tą nie by­ło zło­to, le­cz wia­ra w zło­to w skarb­cu – war­to­ść czy­sto wir­tu­al­na.

  Gdy prze­sa­dził w liczbie wydanych kwitów, po­ja­wia­ła się in­fla­cja, gniew, pa­ni­ka i na­głe od­kry­cie, że w skarb­cu nic nie ma — upadła wiara, upadła też waluta. To nie ma­te­ria de­cy­do­wa­ła o war­to­ści wa­lu­ty, le­cz ska­la nad­uży­cia za­ufa­nia. I tak je­st do dziś.

Grzegorz GPS Świderski


PS. Notki powiązane:

PS2. Ponieważ tu działa chaotycznie kasujący komentarze bot, którego działanie tłumaczę tu: https://naszeblogi.pl/75398-algorytm-ktory-nie-rozumie-portalu, to poniżej można tylko krótko, emocjonalnie, bez sensu komentować, a jeśli komuś zależy na merytorycznej dyskusji, to zapraszam pod tę notkę: https://naszeblogi.pl/75389-dlaczego-rozsadni-ludzie-nie-rozumieja-pieniadza-bankowego

__________________

Tajemnica półtora biliona złotych, których nie ma w żadnym sejfie <- poprzednia notka

na­stęp­na not­ka -> Kreacja waluty fiducjarnej z powietrza przez kredyt!

__________________

Tagi: gps65, ekonomia, polityka, waluta fiat, system bankowy, bank centralny, finanse.

Bloger, sarmatolibertarianin, informatyk, żeglarz, futurysta AI, trajkkarz. Polemizuję, myślę, argumentuję, filozofuję, dyskutuję, uzasadniam, politykuję, prowokuję.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (23)

Inne tematy w dziale Gospodarka