Sama rakieta czy potężny ładunek wybuchowy — choćby dysponowały niszczycielską siłą — to w dzisiejszych realiach zdecydowanie za mało. Sama kinetyka to zaledwie finał operacji. O wiele ważniejsze jest to, jak naprowadzić pocisk na cel, a kwestią absolutnie fundamentalną staje się to, jak w ogóle ten cel wykryć, sklasyfikować i śledzić w czasie rzeczywistym.
Dziś rządzą na froncie drony. Ich prawdziwa przewaga i przełomowość nie tkwią w plastikowych skrzydełkach, wirnikach czy silniczkach. Ich siłą jest to, czego nie widać — potężny, wielowarstwowy software. To cała niewidzialna architektura: satelity, rozproszone centra danych przetwarzające terabajty informacji, zaawansowana analityka i bezpieczne rurociągi przesyłu danych. W dzisiejszej wojnie czysta informacja i suwerenność danych stały się o wiele cenniejsze niż jakikolwiek sprzęt ciężki.
Więc rozważmy czy geniusza da się zmotywować batem. Owszem, z lufą przystawioną do skroni czy w realiach sowieckiej szaraszki da się zmusić robotników do wyprodukowania tysiąca czołgów albo zespawania wyrzutni. Jednak terrorem nie da się zaprojektować odpornej, redundantnej infrastruktury sieciowej. Z pistoletem przy głowie nie przeprowadzisz skutecznego audytu bezpieczeństwa przesyłu danych i nie zbudujesz wyrafinowanego ekosystemu informacyjnego, który sprawia, że ta amunicja w ogóle wie, gdzie ma uderzyć.
Przemoc doskonale radzi sobie z prostymi systemami opartymi na fizycznej sile. Niemniej w świecie, w którym wygrywa ten, kto ma lepszy kod, stabilniejsze serwery i szybszą analizę informacji, model oparty na terrorze po prostu dławi się własną niewydolnością. Dlatego wolnorynkowe, dobrowolne i rozproszone sieci innowacji zawsze w ostatecznym rachunku pokonają hierarchiczne, wymuszane siłą monopole — zarówno w gospodarce, jak i na wojnie.
__________________
Xenia w „Odysei” — starożytny protokół nieagresji <- poprzednia notka
następna notka -> Francuski wywiad wygra z Polską. Francja na tym przegra
__________________
Tagi: gps65



Komentarze
Pokaż komentarze (10)