Klub może wymagać składki i przestrzegania regulaminu. Zakon może wymagać ślubów. Firma może wymagać kompetencji i wykonywania umowy. Partia może wymagać akceptacji programu. Kościół może wymagać wiary, sakramentów, nauki i określonej formy życia. To wszystko nie przeczy dobrowolności. To są nadal wspólnoty liberalne.
Dobrowolność nie polega na braku zasad. Polega na tym, że człowiek może zasad nie przyjąć, a organizacja nie ma prawa użyć przemocy, by go do nich zmusić.
Można więc jednocześnie bronić rygoru moralnego i odrzucać terror. Można uznawać obiektywną prawdę, nazywać fałsz fałszem, grzech grzechem, zdradę zdradą i niewierność niewiernością — nie przyznając sobie równocześnie prawa do bicia, więzienia lub konfiskowania majątku ludzi, którzy nie chcą żyć według naszych norm.
To odróżnienie jest ważne zwłaszcza w sprawach religijnych. Wspólnota religijna może nauczać, że apostazja jest błędem, a nawet ciężkim grzechem. Może odmówić apostacie funkcji, sakramentów lub pełnego uczestnictwa we wspólnocie. Nie wynika z tego jednak prawo do użycia państwowej policji, sądu i więzienia, aby wymusić wiarę.
Przymus może wymusić zewnętrzne zachowanie. Nie może stworzyć wiary, miłości ani autentycznej lojalności. Tam, gdzie zaczyna się fizyczna przemoc, kończy się wspólnota, a zaczyna dominacja.
Dlatego państwa nie są wspólnotami. Państwa to aparaty terroru. To terytorialne monopole na stosowanie siły. Mylenie tego ze wspólnotą, to najpoważniejszy cywilizacyjny błąd współczesnej debaty politycznej powodujący utrzymywanie ludzi w niewoli, hodowanie nas jak bydło, bo terrorysta wmówił nam, że stado, które on wyzyskuje, jest jakąś wspólnotą, jakąś ojczyzną, wobec której mamy moralne zobowiązania, bo nas wychowała i wyżywiła. A to wierutne kłamstwo.
Ojczyzna to kraj, to kultura, to obszar, klimat, krajobraz, tradycja, obyczaje, a nie terrorysta, który go okupuje. Wychowali i utrzymali nas rodzice, a nie ten, kto ich hoduje jak bydło. Nasza wspólnota kulturowa i językowa to naród, a nie państwo. Wspólnota jest wtedy, gdy można ją opuścić bez opuszczania swojej ojczyzny. Kościół katolicki taką wspólnotą jest, a III RP nie.
A osobną kwestią jest obrona przed przemocą, grabieżą czy oszustwem. To nie jest kwestia wspólnotowa, bo możemy się bronić przed agresją każdego, niezależnie czy należy do naszej wspólnoty, czy każdej innej. Możemy, a nawet powinniśmy się zorganizować, by się skutecznie bronić, ale gdy jakaś organizacja nas do tego zmusi, to nie będzie się niczym różniła od agresora, przed którym by nas miała bronić. Każda mafia zbiera haracze pod pozorem ochrony.
__________________
KSeF uczyni wkrótce z Polski monarchię nieodróżnialną od tyranii czy dyktatury! <- poprzednia notka
następna notka ->
__________________
Tagi: gps65, wspólnota, państwo, naród, kraj.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)