W czasie przekrętu kowidowego wiele oficjalnych twierdzeń, zaleceń oraz ocen bilansu korzyści i ryzyka zmieniało się wraz z napływem danych.
Dziś już wiemy, że większość z nich była niezgodna z rzetelną wiedzą medyczną potwierdzoną w przez wiele metaanaliz badań naukowych.
Dlatego wyposażanie organu administracji w możliwość sankcjonowania sposobów leczenia na podstawie takiej kategorii rodzi problem systemowy nawet wtedy, gdy organ działa w dobrej wierze.
"Lex szarlatan" to jest w istocie "Lex Big Pharma", bo wielkie koncerny farmaceutyczne to najwięksi i najgroźniejsi szarlatani w dzisiejszych czasach.
Żaden znachor nie mógł doprowadzić do Pierwszego Przekrętu Światowego, tak by cały świat ograbić na miliardy dolarów, doprowadzić do milionów bankructw i nadmiarowych zgonów spowodowanych zapaścią służby zdrowia, strasząc ludzi niegroźnym przeziębieniem o śmiertelności półtora promila.
A oto co ustaliłem w moich wstępnych analizach OSINT w sprawie ustawy „Lex szarlatan”:
- Ustawę zainicjowało Biuro Rzecznika Praw Pacjenta, czyli urząd, który dzięki niej miał zyskać nowe, bardzo szerokie uprawnienia. Sam Rzecznik mówi o tym wprost: projekt powstał z jego inicjatywy wspólnie z Ministerstwem Zdrowia.
- Organizacje pacjentów brały udział w tworzeniu projektu jeszcze przed oficjalnymi konsultacjami społecznymi. Rządowa ocena skutków regulacji wprost wskazuje, że założenia ustawy omawiano z tymi organizacjami, zwłaszcza w ramach Rady Organizacji Pacjentów działającej przy ministrze. Później ta sama Rada oficjalnie poparła projekt.
- Przewodniczącym tej Rady jest ks. dr Arkadiusz Nowak, będący jednocześnie prezesem Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej. Potwierdzają to oficjalne dokumenty ministerstwa.
- Instytut ten ma szerokie i wieloletnie powiązania finansowe z przemysłem farmaceutycznym. Koncern Pfizer ujawnił na przykład ponad 344 tysiące złotych łącznego wsparcia dla Instytutu za 2024 rok. Wcześniej było to przeszło 176 tysięcy złotych za 2023 rok i ponad 272 tysiące złotych za 2022 rok.
- Jeszcze bardziej wymowne jest to, że zorganizowane przez ten Instytut jubileuszowe forum w lutym 2026 roku, na którym Rzecznik zapowiadał końcowe prace nad „Lex szarlatan”, miało za głównych sponsorów i partnerów największe światowe koncerny farmaceutyczne (między innymi AstraZeneca, GSK, Pfizer, Roche, Sanofi oraz MSD, AbbVie, Boehringer Ingelheim, Novo Nordisk czy Takeda).
- Lekarze domagali się jeszcze surowszych przepisów. Naczelna Rada Lekarska w pełni poparła kierunek projektu, ale chciała pójść dalej. W swoim stanowisku z lipca 2025 roku uznała, że zapis o karaniu za wprowadzanie w błąd jest zbyt łagodny, bo wymaga udowodnienia chęci zarobku lub korzyści osobistej. Lekarze chcieli wykreślić ten warunek, aby urząd mógł karać każdego, nawet jeśli ktoś niczego na tym nie zarabia. Uzasadniali to tym, że szkodliwe jest każde promowanie metod nieuznawanych przez urzędników oraz podważanie skuteczności oficjalnej rządowej medycyny, bez względu na motywacje finansowe.
To ważny element całej historii powstawania prawa. Najbardziej aktywnym jawnym rzecznikiem tych zmian był samorząd lekarski. Co więcej, lekarze uznali zwykłe kary urzędowe za niewystarczające i domagali się wprowadzenia odpowiedzialności karnej — czyli więzienia — za niektóre praktyki nieuznawane przez rządową medycynę.
Tak wygląda rzeczywista sieć zależności urzędowo-finansowych.
Jak wielkie koncerny lekowe zyskają na tej ustawie?
Działa tu bardzo prosty mechanizm przewagi rynkowej dzięki przepisom prawnym:
- Wielki koncern produkujący leki: ma całe działy do spraw zgodności z przepisami, sztaby prawników, setki tendencyjnych badań naukowych, oficjalne certyfikaty z europejskich i polskich urzędów lekowych, systemy ciągłego urzędniczego nadzoru nad lekami, publikacje, ekspertów oraz miliony na spory sądowe. Jego produkty z samego założenia mieszczą się w pojęciu „aktualnej wiedzy medycznej”.
- Mały konkurent spoza wielkiego przemysłu: oferuje wyciąg ziołowy, dietę, suplement, masaże lecznicze, metodę psychologiczną albo inny produkt lub usługę. Taka metoda może rzeczywiście działać, może działać częściowo, może nie mieć jeszcze pełnych dowodów albo działać jedynie na zasadzie autosugestii, czyli efektu placebo. Jednak przeprowadzenie oficjalnych, rygorystycznych badań na tysiącach pacjentów kosztuje miliony złotych, na co małego przedsiębiorcy nie stać.
Powstaje zjawisko przejęcia prawa na korzyść gigantów, nawet jeśli nikt nikomu nie wręczał łapówek. Im droższe i trudniejsze są wymagania dowodowe stawiane przez państwo, tym większą przewagę zyskują giganci, których po prostu stać na opłacenie takich badań, prawników i lobbystów.
To dokładnie ten sam mechanizm, dzięki któremu wielki bank lub międzynarodowa korporacja bez problemu radzi sobie z tysiącem nowych przepisów, podczas gdy mała firma zatrudniająca pięć osób po prostu pod nimi upada.
Pięć sposobów, przez które ustawa "Lex szarlatan" wzmacnia obecny układ medyczno-farmaceutyczny:
- Odwoływanie się do „aktualnej wiedzy medycznej” faworyzuje wyłącznie te metody, za którymi stoi kosztowna machina badań i urzędowych pozwoleń.
- Natychmiastowa wykonalność kar urzędowych sprawia, że mały przedsiębiorca może zbankrutować, zanim w ogóle zdąży dowieść swoich racji przed sądem.
- Kara do 1 miliona złotych jest gwoździem do trumny dla małej firmy, podczas gdy dla wielkiego koncernu stanowi zaledwie drobny wydatek.
- Publiczna czarna lista i ujawnianie decyzji urzędu mogą bezpowrotnie zniszczyć dobre imię mniejszego podmiotu.
- Zablokowanie podważania bezpieczeństwa oficjalnie uznanych metod chroni przed krytyką produkty budzące spore kontrowersje, takie jak niektóre szczepienia czy eksperymentalne preparaty genowe zwane dla niepoznaki „szczepionką na kowid”.
Przekręt kowidowy to najlepszy przykład szarlatanerii związanej z pojęciem „aktualnej wiedzy medycznej”. Wszystkie oficjalne zalecenia medyczne w czasie trwania tego przekrętu były niezgodne rzetelnymi badaniami naukowymi i ich metaanalizami. Rządy państw i propaganda Big Pharmy odwróciła naukową prawdę na rzecz szarlatanerii i ogłosiła oszustwo „aktualną wiedza medyczną”, tylko dlatego, że dysponowali ogromnymi środkami na marketing i rządami zdolnymi narzucić ich rozwiązania siłą.
Niestety rzetelna nauka przegrywa z państwem i lobbystami wielkich koncernów, które działają w silnej symbiozie z aparatami przemocy. Dziś lekarz nie jest już tym, kto leczy, ale jest funkcjonariuszem służby zdrowia, jest urzędnikiem państwowym, nawet jeśli ma prywatną praktykę.
__________________
Makaronizmy, wolapik czy pidżin? <- poprzednia notka</span>
następna notka ->
__________________
Tagi: gps65


Komentarze
Pokaż komentarze (7)