Czy pomysł Prokuratorii Generalnej (co to w ogóle jest? Prokuratura? pierwszy raz o tym słyszę) by każdemu członkowi rodziny, która straciła bliską osobę w Smoleńsku, dać 250 tysięcy złotych, nie jest trochę przesadzony?
Ja rozumiem stratę bliskich, cierpienie, że te rodziny potrzebują pomocy - ale czy ćwierc miliona PLN coś zmieni? Życia nie wróci.
Większość ofiar piastowała wysokie funkcję państwowe. Pensja posła - 10 000 plus niemałe dodatki. Sporo osób z pewnością nagromadziło jakieś oszczędności. Raczej te rodziny nie są w sytuacji, że nie mają co jeść.
Niby ma być to odszkodowanie. Rodziny otrzymały już od państwa 40 000 złotych. A ma je otrzymac każdy członek - no chyba bliższej rodziny.
Odszkodowanie ma wypłacic państwo - czyli niby ponosi jakąś odpowiedzialność za to, że 96 osób zginęło pod Smoleńskiem.
Ale czy państwo nie musiałoby ratować sie wysnuwaniem horrendalnych sum, kłujących w oczy zwykłych obywateli, gdyby zapobiegło tej katastrofie?
We wrześniu ubiegłego roku mieliśmy tragiczny wypadek pod Nowym Miastem nad Pilicą. Zginęło 18 osób. Dlaczego zginęli, jadąc w bydlęcych wręcz warunkach nieprzystosowanym pojazdem? Bo nie mieli pięniędzy. Jechali by zarobić. Czy bliscy zmarłych otrzymali 250 000 tys zł bądź dostali taką obietnicę? Nie słyszałem. A przeciez też to można podciagnąc pod winę państwa.
Straszna powódź wiosną 2010 zabrała tysiącom Polaków wszystko. Wszystko. Z majątku życia, ciężkiej pracy wielu zostało tylko to co mieli na sobie. Otrzymali od państwa 6 000 złotych, może 100 000 na odbudowę. Dalej - radzcie se sami.
Sądzę, że rodziny ofiar mogłyby odmówić tej propozycji. Ratowanie sytuacji sporymi sumami w sytuacji bliskiej katastrofy finansów świadczy o rządzących. Mądry Polak zawsze po szkodzie. Zawsze.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)