W trudnej atmosferze rocznicy katastrofy smoleńskiej, trudno napisać coś wzniosłego, coś apolitycznego. Skupie się więc jednak na pewnym paradoksie tej tragedii - która niby nic nie zmieniła - a zmieniła wszystko.
Nie sposób uciec od przyczyn katastrofy, ale nie będę się w nie zagłębiał. Ale chyba każdy zauważył, że to politycy obu obozów - PO i PIS - narzucili swoim wyborcom, zwolennikom i fanatykom - swoją wizję wypadku 10 kwietnia. Zamach, umyślne działania rządu i rosyjskich służb, bałagan - są czynniki, mocno potwierdzające te wersje. Tym samolotem leciał nielubiany prezydent, otoczony głównie politykami ze swego ugrupowania, leci do Katynia - który Rosjan nadal boli - patrz afera tablicowa, Rosja to przecież praktycznie ten sam kraj co Rosja carska i ZSRR - nasz zaborca i pseudowyzwoliciel.
Gorzko brzmią słowa "Takiego dramatu współczesny świat nie widział" w ustach człowieka, który mówił "Nie potrzebuje pana prezydenta". Smutny dziennikarz wypowiadający słowa, że Lech Kaczyński zginął, wcześniej nabijał się z niego w swoim porannym show.
Inni mówią, że wina leży w naciskach prezydenta, pilotach, dowódcy Sił Powietrznych. Nie chciał leciec razem, zawsze chciał dokopać Tuskowi, być tam gdzie on, kontrolować - i czym się to kończy? Po co do kabiny wchodzą niepotrzebni ludzie, czemu nie polecieli na zapasowe, itp. Te przyczyny głoszą ludzie popierający PO. Dla nich Smoleńsk, a raczej, to co po nim, stało się kolejnym przykładem głupoty PIS, którą nie wprost, ale dziś wygłosił aktor, znany z sympatii dla PO. Czy ta katastrofa była abusrdem?
Co jednak czuli ludzie nieprzyjazni Lechowi Kaczyńskiemu, gdy widzieli tysiące ludzi pod Pałacem Prezydenckim, wzdłuż trasy konduktu, tysiące zniczy. Ten "mały", "kartofel", niepotrzebny - dostaje taki hołd? Ile ludzi pomyślało "śmiałem się z niego i żałuje"? Ile przepraszało za żarty? Ile mówiło tylko - "nie lubiłem go, ale to był Prezydent"? Czy bali się, że PO zostanie zmieciona duchem tych emocji? Czy nawet, jak mówił jednen z Rosjan, Polacy pójdą na Moskwę, bo zdarzył sie "drugi Katyń"?
Jednak nienawiść do Lecha Kaczyńskiego, która wróciła po decyzji wawelskiej, zimnych lechach itp. zawsze będzie obecna wśród fanatyków. Tak jak nienawiść do obecnego Prezydenta, obecnej władzy przez fanatyków PIS. Pada więc pytanie: szanować Bronisława Komorowskiego, mimo jego gaf, błędów i okrzyków, bo jeśli..., nie uderzac się piersi? Z nim sytuacja jest podobna jak z Lechem Kaczyńskim (oczywiście nie dokładnie taka sama), sporo osób go idealizuje, sporo uważa za beznadziejnego prezydenta.
Pamiętam posmoleńskie nastroje, jakiś nastrój poparcia dla Kaczyńskiego, jakaś sympatia dla jego nowego wizerunku, pierwszy znak buntu wobec PO. I znak, że może 96 osób, które oddało życie za Ojczyznę - coś jednak zmieni.
I największy problem jest jednak w tym braku przemiany. PIS po prostu jawnie demonstruje nienawiść do rządu, wykorzystując Smoleńsk. Manifestacje każdego 10 to manifestacje polityczne połączone z hołdem dla ofiar. Ale - PO próbuje je osłabić, grać na nerwach PIS za pomocą ekip sprzątających, barierek i służb mundurowych.
Sprawy krzyża też nie da się uniknąć, to była wojna PO-PIS. Kościół - wmieszany w sprawę. Wtedy jednak zobaczyliśmy te najbardziej skrajne części społeczeństwa, napędzane przez Tarasa, Kaczyńskiego i Błaszczaka - z jednej strony - młodych, wykształconych - dla których life is fun, krzyż to kościół, Rydzyk i batmani, starość i patriotyzm to obciach, kosmopolici i konformiści, z drugiej - zwolenników PIS, ludzie dla których religia stała się mniej ważna niz interes partyjny, głoszących nienawiść do PO. Zwykli ludzie patrzyli na to i każdy wyrabiał swoją opinie.
Cyrk krzyżowy, stosowanie Smoleńska jako tematu zastępczego - bo ludzi ta sprawa dzieli najmocniej, używanie go do zbijania poparcia - stworzył zjawisko "obrzydzenia się" Smoleńskiem. Ludzie już nie chcą słuchać o wraku, pull upach, zamachu, krzyżu, strzałach, Wawelu - i wolą oglądać rok po katastrofie X-Factor. Prowadzący X-Factor, no i dziennikarz, który przekazywał tego dnia straszne informacje z Rosji, dziś mówi, że ludzie są zmęczeni Smoleńskiem. Sam jednak prowadzi program, który cały poranek poświęcony jest jednej sprawie, stacja pokazuje konferencje MAK, Prokuratury, chodzi za Kaczyńskim co 10 każdego m-ca, relacja spod krzyża trwała noc i dzień - zbija na Smoleńsku (on i całe media) widownie, narzucając nam temat smoleński - więc to oni sprawiają, że niektórzy mają już dość Smoleńska.
Pada więc pytanie - jak obchodzić tą szczególną rocznice, będąc zwykłym Polakiem? Iść do kościoła, pomodlić się za zmarłych, iść na jakies obchody, czy oglądać relację z obchodów, a potem X-factor? Krzyczeć Komorowski won do Moskwy?
Może na koniec moje zdanie na te smoleńskie tematy:
Katastrofa Smoleńska jest wielką tragedią, bardzo ważną dla narodu i taką powinna pozostać. Jednak zginęli w niej politycy, w szczególności jednej partii opozycyjnej, a Prezydent i jego ugrupowanie było traktowanie niezgodnie z zasadami walki politycznej, zasadami moralnymi. Katastrofa przypomniała o Katyniu, dała szanse na polsko-polskie oraz polsko-rosyjskie pojednanie. Pojednanie nie jest i pewnie nigdy nie będzie możliwe. Władze rosyjskie skutecznie utrudniają śledztwo, zrzucają winę na Polaków. Z punktu ich interesu narodowego to jest dobra taktyka - dla nas to mocne policzki, bo takie postępowanie może świadczyć, że Rosjanie swoje mają na sumieniu.
Polacy mieli szansę na narodowe małe pojednanie, jednak 5 lat od poprzedniej okazji - śmierci Jana Pawła II, znowu nam się nie udało. Podziały sprzed godziny 8:41 pozostały niezmienne, wręcz kolejne sprawy - pogrzeb, krzyż, MAK - pogłębiły je jeszcze bardziej. Wzrósł, nawet wręcz pojawił się fanatyzm partyjny, obecny pod krzyżem i w internecie. A że głównymi sprawcami podziałów są politycy, pokazuje, że wieloma duszami i umysłami Polaków rządzą politycy.
Widac to będzie w obchodach. Każda partia świętuje po swojemu, uroczystości państwowe to kolaboracja z PO.
Ja wierzyłem w to pojednanie, w jakąś rolę Smoleńska dla losów narodu, może nadal w to troszkę wierze. Może jestem idealistą, a ideały zniknęły, ale czuje, że pokolenie młodych Polaków czeka na swój przełomowy moment historyczny, który pokaże, kto jest tak naprawdę wartościowy. I szkoda, że śmierć stała się bronią w walce politycznej, że symbole należa albo do PO, albo do PIS, że jednego prezydenta należy kochać, drugiego nienawidzić.
Czyja wina? Nie wiem, ale polski bałagan, widoczny nawet w prywatnej stacji - dziennikarz nie wie, jakim samolotem leci prezydent, tłumaczy mu to gość - polityk, nerwówka, brak informacji - no w końcu strach powiedzieć, że prezydent nie żyje, a prawda jest zupełnie inna - mentalność - znajomości, traktowanie jednych po macoszemu, kłótnie o samolot, chęć wzajemnej kontroli, podłoże ideologiczne, ten cały ciąg zdarzeń od 2005 roku jest chyba najważniejszą, nie bezpośrednią, ale moralną przyczyną katastrofy rządowego (nie: prezydenckiego, TVN24) TU-154.
Potem jednak ten fanatyzm, który obrazuje wypowiedź dziennikarza symaptyka PIS - Smoleńsk ważniejszy od ceny chleba - nie, dla mnie jednak mój byt jest ważniejszy - ale może jednak nie powinien być, ta kwestia rodzin - mają niby swoje zdanie i ich los jest najważniejszy, ale wiele z nich to rodziny polityków, wciągnęły się więc w tą polityczną grę, nawet tak bardzo polityka wpływa na losy smoleńskie - że się dziwie - w reportażu TVN24 występuje żona Gosiewskiego czy córka Wassermana, czy sam Kaczyński?
Polityka może wszystko obrzydzić. Ale ta katastrofa = polityka. I nic nie zmieniła - ale tak wiele się zmieniło od roku...



Komentarze
Pokaż komentarze (2)