Z tymi kibolami, kibicami - mniejsza o nazwę, jest jednak pewien paradoks. Zresztą jak we wszystkim - prawda leży pośrodku, wszystko ma swe dobre i złe strony. Z jednej strony - piękne oprawy meczowe, pamięć o historii, bohaterach, patriotyzm, akcje charytatywne, wierność, honor, oddanie klubowi - piękne, jakże dziś niespotykane cechy. Ktoś jedzie paręset kilometrów, by dopingować klub na wyjeździe. Ktoś idzie pod zamknięty stadion, i nie zwraca kasy za bilet, i dopinguje swą drużyne zza betonowych trybun. Z drugiej - słyszeliśmy o porachunkach kibiców, o osobach zabitych za szalik innego klubu, o kibicach - dilerach, o słynnym Miśku rzucajacym nożem w Dino Baggio, o napadanych stacjach benzynowych, no i o tych demolkach - jak słynne dwa mecze na bydgoskiej Zawiszy. Wiele osób krytykuje tą nadmierną "wczutę" w kibicowanie, w tą walkę po grób, w chęć zabijania za inne barwy, za ciągłe poczucie niesprawiedliwości.
Dziś zastanawia mnie taki paradoks: wojujący (słusznie) z rządem kibice, stali się dla symaptyków PIS osobami honorowymi, bije się im brawo, dostrzega same pozytywy. Dostrzegł to sam prezes Kaczyński. Ale czy to nie kolejna polityczna gra, doczepienie się PIS do akcji kibiców (ponadpartyjnej), bo walą oni w Tuska? Przecież wiele zwolenników PIS traktowało niegdyś kiboli jako bandytów, przez których strach wyjść o zmroku, za osoby nie będące Prawe i Sprawiedliwe.
Ja tylko zadaje takie pytanie, i nie stawiam tezy. Oczekuje sensownych odpowiedzi obu stron. Prowokacje won!
I tu pojawia się pytanie: czy kibice sami obalą rząd Tuska? Nie będę tu wymieniał liczb, bo one nic nie mówią. Zresztą, o jakim obaleniu mówimy? Siłą czy wyborczą kartką? Pewnie tym 2, chodzi o to, by siła antyrządowa, a raczej siła przeciwna aparatowi władzy, odwołała rząd Tuska - czyli dała władzę PIS. Czy jednak PIS pozyska kibiców na swoją stronę, czy wystarczy mu, że nie oddadzą głosu na PO? Pamietajmy jednak to, co napisałem wcześniej - kibice są przeciwni władzy, niewazne, czy czarna, biała, różowa czy czerwona. Władza zawsze obrywa na trybunach, bo zawsze chciała je uspokoić. Po prostu nie widze formy sojuszu PIS z kibicami. Ale...
Oczywiście, że jak dla mnie, jedyną dobrą opcją byłby opisywany notkę wcześniej "międzyPOPIS", gdzie np. kibice odgrywali by ważną rolę, a nie byli tylko chwaleni "o, napisali Tusk to matoł, dobrze!". Ale moje wizję partyjno-rewolucyjne nie chcą się ziszczyć, więc trzeba patrzeć realnie. I co widzę?
Sami kibice, są tą nieokiełznaną, potężną siłą. Lecz przegraliby, walcząc z aparatem władzy. Jednak ich siła, co już widać, oddziałuje na innych, na tych, którzy wcześniej nie popierali kiboli. Ale po co poparcie elektoratu PIS? Oni tylko czekają, by oddać głos na swoich kandydatów, by Tusk i ferajna zniknęli przed 2012 rokiem. Kibice mogą oddziaływac na tą sporą i jakże wartościową grupę obiektywnych, niezdecydowanych wyborców, jak i na rozczarowanych PO, ale niechętnych do PIS, a także do tych ciągle kurczowo trzymających się PO. Będzie jednak trudno, a coś mi się wydaję, że niektóre groźby co po niektórych wypalą. Jest spora szansa na pogorszenie sytuacji PO - czyli polepszenie PIS. Więc PIS skorzysta.
I pewnie ja przyłoże się do wyniku PIS. Pytanie tylko - czy PIS spełni moje oczekiwania? Czy za 4 lata usłyszymy znowu antyrządowe okrzyki kibiców? Patriotyzm i niechęć do mediów nie wystarczy - nie trzeba być za PIS, by to robić. Nie trzeba - i niech to wszyscy zrozumieją.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)