W Hiszpanii wielotysięczne demonstracje przeciwników gabinetu Zapatero. Lewicowy premier już wie, że tych wyborów nie wygra. Lud jednak nie chce dojścia do władzy największej partii opozycyjnej - chce czegoś nowego. Powstają nawet male miasteczka namiotowe, na wzór rewolucji tunezyjskiej czy egipskiej.
Gruzja - przeciwnicy Saakaszwilego biorą udział w demonstracjach, zarzucają prezydentowi dyktatorski styl, unoszenie się pychą, doprowadzenie do załamania gospodarczego, braku wolnosci słowa. Parę osób zatrzymanych, zniszczone auta.
A w Polsce? Mamy jedynie kibiców wspieranych przez przeciwników Tuska, ale tak bardziej duchowo. Też mamy aresztowania, ale w mniejszej skali. Z jednej strony mamy obrońców układu, bojącego się siły kibolsko-kaczystowskiej, z drugiej - przeciwników rządu realizującego hasło wyborcze Kononowicza - nie będzie niczego.
Jednak wielkich demonstracji, ruchu nie widzę. I na to się raczej nie zanosi. Nie mówie tu o małych, zwyczajnych protestach, normalnych w każdym zakątku świata - tylko o czymś ogólnokrajowym, mocnym. Czy przeciwnikom Tuska wystarczy tylko popieranie kibicowskich akcji i poparcie JarKacza i PIS w wyborach parlamentarnych? Sytuacja rządu nie jest dobra, ale żeby go "dobić" brakuje jeszcze sporej grupy ludzi, która jeszcze bardziej rozczarowałaby się magią PO. PISowscy tu nic nie pomogą - oni są i będą przeciw rządowi - i każda akcja antyrządowa będzie dla nich super - nieważne czy robi ją kibic, profesor, artysta czy informatyk. Trzeba zachęcić reszte ludu - tego nie przekonanego do nikogo.
Myślę, że te protesty, a raczej ich brak, mimo słabizny Polski za czasów Tuska, to efekt historii. Przegrane powstania w słusznej sprawie oraz rozczarowanie Solidarnoscią - bo kto dziś więcej ma pieniędzy - stoczniowiec z "S" na emeryturze, czy były oficer SB na emeryturze. Ile "czerwonych" przeczekało upadek komuny, i wykorzystując wpływy, dorobili się mniejszych i większych fortun? Pełno. Oni spadli na 4 łapy, postsolidarnosciowcy - często spadli tak, że już nie mogą się podnieść. Rozczarowanie wynika też z podziału "S" po 1989r., z prezydenturą Wałęsy, z podziałem na liberałów i solidarnych. Po co walczyć - rewolucja pożre własne dzieci, a starzy wrócą jak zwykle - pamiętacie na pewno ostatnią scene serialu "Alternatywy 4".
To po co wyszli na ulice Tunezyjczycy czy Hiszpanie? Po co walczą? Zadają sobie pytanie - warto?
Ja wiem, że teraz jeszcze jest chyba za wcześnie na gwałtowne ruchy, ale co dalej?
No i na koniec - ciekawe jest to, dlaczego Hiszpanie nie chcą zastąpienia Zapatero największą partią opozycjną? Nie chcą dojścia kolejnych pazernych na władzę ludzi? Myśle, ze jak już coś w Polsce robić, to od nowa - Kaczyński nie jest jedyną nadzieją, bo oprócz swoich zalet - ma swoje wady. Choć chyba większe wady widze w wiecznie wiernych zwolennikach PIS. I pewnie dlatego PO też ma swoich fanatyków, dla których kijem jest JK.
Więc może tak między wódkę a zakąskę, między deszcz a rynne?



Komentarze
Pokaż komentarze (10)