Trwa układanie list wyborczych, podobno w wielu partiach i okręgach niezwykle burzliwe. Wszyscy dążą do jak najlepszego miejsca na liście - najlepiej na to 1. Czemu? Przyczyny tego są dosyć proste. Wielu wyborców jest po prostu nieświadomych, nie głosuje na kandydata, tylko na partie. Przychodzi więc taki człowiek, bierze plik kartek i szuka powiedzmy listy PO. On nie głosuje na pana X czy Y, tylko na PO, więc mu obojętne, na kogo odda głos. Wybiera więc pierwszego kandydata, krzyżyk, i głos do urny. Spójrzcie na wyniki wyborów w waszych Obwodowych Komisjach Wyborczych - 1 ma sporo więcej głosów niż taka 9.
Najlepiej, jeśli ta "1" posiada znane nazwisko. Czyli - występuje w mediach. A w mediach występuje wiele tych samych polityków już od lat, zmienia jedynie konfiguracje. A nazwisko Zbigniew Ziobro przyciąga bardziej niż Paweł Nowakowski. Taki ZZ to osobna marka, twarz PIS przyciągająca głosy. Może wiele osób niekoniecznie zgadza się z działaniami europosła PIS, ale i tak głosuje na niego.
Podobno te "1" w naszym systemie to lokomotywy całych list, bo zawsze znajdują się tacy, co głosują na "2" i "3". Bo Sikorski też fajny, ale ja mieszkałam obok Olszewskiego parę lat i go znam, więc to na niego oddam głos, tak więc z bydgoskiej listy PO do parlamentu wejdzie i minister spraw zagranicznych, i medialny poseł PO.
PJN proponował ukrócenie takich rozgrywek na listach, chciał list w kolejności alfabetycznej. No ale jak mamy spora grupę tych, co głosują na pierwszego z brzegu, to i tak nieznany kandydat Adamiak Adam mógłby zostać posłem. Jednak i tak znane nazwiska zdobędą swój łup - w sejmie mamy Łukasza Tuska, Jarosław Wałęsa był ostatni na liście, ale nazywa się Wałęsa, a w tych wyborach startuje m.in członek rodziny kard. Dziwisza, pewnie pojawią się jacyś Kaczyńscy, Niesiołowscy, czy nawet Małyszowie czy Kubica - ale kompletnie niespokrewnieni z tymi znanymi.
Czy jednak warto głosować na 1, dając im kolejną kadencje brylowania w mediach? Ryzykujemy wtedy jednak mniej, gdyż postawienie na naszego kandydata, choćby miał najlepsze pomysły i chciał coś zrobić - ale jest raczej nieznany - nie wystarczy mu do zyskania wyniku umożliwiającego uzyskania mandatu. A wspierając głosem "1" przyczyniamy się do jego sukcesu, nie mamy poczucia zmarnowanego głosu, gdyż zdobył fotel w sejmie dzięki nam. Ale wspieramy głównie medialne gwiazdy, którzy wolą zaliczać stacje radiowe, telewizyjne i wywiady, a sowim okręgiem interesują sie podczas kampani, kiedy trzeba sobie zapewnić kolejne lata w TVN czy Zetce.
Więc dlatego tak ważna jest kampania. W wypadku młodych kotów czy czarnych koni niekoniecznie ta spotowa czy bilbordowa (działająca mimo zakazów, wszystko da się obejść) ale ta bezpośrednia. Często te chodzenie po domach czy rozdawanie długopisów, połączone z prawdziwym programem działań może dać sukces, czyli wybierzemy młodego kota niż faworyzowanego pana X, gwiazdę mediów.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)