Tak to już jest w Polsce, że każde wydarzenie sprowadza się do dyskusji o wyższości PO nad PIS bądź odwrotnie. W mediach mainstreamowych dominuje wyższość PO, im bardziej zejdziemy do publicystycznego podziemia szala przechyla się na korzyść PIS. Czemu? W sumie pytanie retoryczne, ale wymagające odpowiedzi.
Bo zamach w Norwegii, kurs franka, kryzys Grecji stają się poletkiem do tej dyskusji. Wynika to oczywiście z prawa naczyń połączonych, bo bycie w jednej Europie sprawia, że ruch motyla w Grecji wywoła huragan w Londynie, tak więc kryzys grecki odbija się i na polskiej gospodarce. Ale w ludziach pozostaje tylko przekaz PIS, że rządy PO skończą się drugą Grecją, albo rządy PIS będą oznaczać rządy fanatyków a'la Breivik.
Pewien bloger napisał mi, że nie ma wojny polsko-polskiej, tylko konflikt sił patriotycznych z obozem rządzących. To nie wojna? Ale człowiek ten jest członkiem PIS, a to robi różnice, jednak bycie członkiem a popieranie partii to 2 inne pary butów. Wciąż jednak możemy się spotkać z propagandą PIS: patriotyzm, Bóg, honor, silna Polska, stop rządowi. I stwierdzeniami, że Polską rządzi "wojskówka", agenci, komuniści, niePolacy. I tylko PIS jest nadzieją na lepszą Polskę, ale wcześniej trzeba pokonać rządzące siły, które walczą z patriotami Pokonać bojących się ludzi, którzy ze strachu przed prawdą ośmieszają PIS.
Sporo osób wierzy temu przekazowi, w skrócie PIS - partia prawdy. PIS odwołuje się do wiary katolickiej, więc - czy dobry chrześcijanin powinien głosować na premiera Kaczyńskiego? Bo masz autorytety, które popierają PIS, ale to zwykli ludzie. Jeśli jednak zwrócisz się do księdza, on nie powie ci wprost, bo jest apolityczny, ale prywatnie nie lubi TVN, mówi o rosnącym zagrożeniu multikulturowości, broni wiary. Więc myśli tak jak PIS.
Ale skoro w TVN w Szkle słyszę panią "Niech Bóg nas broni przed Kaczyńskim", to może chrześcijanin może głosować na PO. Przecież zwycięstwo PO dali młode małżeństwa po tradycyjnym ślubie kościelnym, z ochrzczonymi dziećmi, oraz rzesza osób starszych, które co niedziela chodzą do kościoła. Kiedyś władza pochodziła od Boga, teraz niby nie, ale jakby wierzyć w prowidencjalizm...
Zaraz, zaraz, co wspólnego może mieć Bóg z wyborem polityka? Ale no właśnie, u nas opowiedzenie się za daną partią to jakiś wybór moralny, a dla wielu z nas Kościół to autorytet, więc szanujemy jego zdanie. Jego siła polega też na buncie wielu osób przeciw wpływowi duchownych na politykę.
Panuje jednak otoczka ideału wokół naszych polityków. Zwolennicy Kaczyńskiego naprawdę lubią swojego przywódce - nienawidząc Tuska. I vice versa. Wiele osób idzie za PIS, bo widzi jednak w ich poglądach jakiś obiektywizm - ja widzę, że Kaczyński ma sporo racji, ale czy to ideał?
Nie ma ideałów. Ale są lepsi i gorsi, tylko dlaczego dla niektórych Tusk jest lepszy, a dla niektórych lepszy jest Kaczyński, i czemu to zależy od zasobności portfela, słuchanego radia, czytanej prasy, wychowania w domu? Bo sam wątpiąc w Kaczyńskiego, widzę w nim jedyną szansę, może dlatego, że tu na Salonie wielu mi mówi, że za niego będzie lepiej, że służy prawdzie? A jak ktoś mówi o nim, że to człowiek chory na władzę, nachodzący ludzi o 6 rano? To ten ktoś jest z WSI czy z Wyborczej, tyle. Bo przecież jak ktoś o nim mówi, że to socjalista, to go szanuje, bo jest przeciw PO (korwiniści najbardziej, choć dla nich PIS to członek bandy czworga i właśnie socjaliści)
A może za dużo wczuty mamy w tą politykę? Przecież za dużego wpływu na nasze życie to nie ma, a nigdy nie będzie idealnie. Mamy rodziny, pasję, do jedzenia tez zawsze coś się znajdzie, a polityka powoduje tylko szkody na zdrowiu.
Chyba wtedy jednak byłoby nudno, i ile gorących dyskusji by się nie odbyło. Tylko, kurczę, cały czas mnie nurtuje ta wyższość 1 na 2, ale to chyba takie pytanie jak po co żyjemy?



Komentarze
Pokaż komentarze