26 obserwujących
392 notki
366k odsłon
2002 odsłony

Ukrytej eutanazji Polaków ciąg dalszy

Wykop Skomentuj218

Dzień jak co dzień z życia w kraju w stanie rozkładu. A dokładnie ze stolicy. Trzeba dokumentować dla wnuków, by zrozumiały dlaczego ten naród ładuje się spod zaboru pod zabór od wiek wieków.

Od 3 dni orkan Sabina nawiewa jakiegoś syfu z zachodu. Rano o 7.00 budzę się i nie mogę oczu otworzyć. Zaklejone ropą, rzęsy się rwą, musiałam pazurami zeskrobywać, żeby w ogóle zerknąć na ten świat. Palą ją zwariowane. Czerwone jak po udanym weselu na prowincji. No takiego syfu jak teraz z zachodu to ze wschodu nigdy w ślepia nie nawiewało, mimo że nieraz gorzej dmuchało.

Ledwo wygrzebawszy się z chałupy z moim niedowładem czterokończynowym wiotkim, dojechałam na ul. Lindleya do szpitala Dzieciątka Jezus na SOR okulistyczny.

30 osób leży na krzesłach jak w przechowalni bagażu. Od 8.00 do 15.00 nikt nie został przyjęty.

- Nie ma lekarzy na SOR-ze – dowiedziałam się od rejestratorki - Po prostu nie ma czegoś takiego jak lekarz pracujący na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Są lekarze na zwykłym oddziale szpitalnym i jak mają chwilę wolną to proszą pojedynczo z dołu na oddział na górę i tam udzielają porady. Ale jeszcze od 8.00 nikt nie został przyjęty.

- A kiedy mają „wolne chwile”? – pytam.

- Nie wiadomo. Trzeba czekać.

- A może być tak, że dopiero za 3 dni lekarz złapie wolną chwilę? – dopytuję.

- Może być. Może też pani pojechać sobie gdzieś indziej.

No to postanowiłam przejechać się gdzieś indziej. Skierowałam swe niedowładne nóżęta do autobusu.

Po drodze zahaczyłam o Urząd Skarbowy na Lindleya, bo jak już przechodzę, to wezmę formularz PiT, wszak wkrótce trzeba będzie się wyspowiadać z dochodów.

FORMULARZY NIE MA. Puste półki, PiTów brak. Nie ma ani jednego!

Jadę na ul. Stępińską do Szpitala Czerniakowskiego. Zaznaczam od razu, że nie wszystkie szpitale w Warszawie zatrudniają okulistów.

W autobusie dosiadł się jakiś wariat i bluzga pod nosem ile wlezie. Starszy mężczyzna na siedzeniu obok zwraca mu kulturalnie uwagę, że jest w miejscu publicznym i nie chce słuchać takich testów, żeby się opanował. W odpowiedzi wariat jak się nie zerwie na równe nogi, jak nie zacznie machać plecakiem i doskakiwać do mężczyzny rzucając mięchem:

- Wypier… ty kurrr… spier… wonnn… kurrr…

Patrzę, patrzę, myślę:

„No zaraz pobije tego biednego staruszka. Nie dam rady na to patrzeć.”

A że mój stan emocjonalny po informacjach w Szpitalu Dzieciątka Jezus był niecodzienny, wydarłam mordę w basowym rejestrze na cały autobus:

- Łobuzie jeden, skończ z tą Qurrrrwą bo tego słuchać się nie da! Wypad z autobusu! Wynoś się! Ja też nie chcę słuchać ciągle o tej qurwie i qurwie!

Jasne, że gotowa byłam pobić się z wariatem, gdyby do mnie doskoczył i pierwszy mnie uderzył. Gały mnie tak paliły, że skopałabym pół świata, żeby sobie ulżyć.

A tu nieoczekiwany zwrot akcji. Łobuz na mnie spojrzał, w jednej chwili zmiękł jak penis po stosunku informując przymilnym tonem:

- A przepraszam bardzo. Do kobiet mam szacunek.

I usiadł cichutko jak trusia. Więcej nie było z nim kłopotu.

Na Stępińskiej te same informacje:

- Nie ma lekarzy na SOR-ze. Lekarze na SOR-ze nie pracują. Jest jedna pani doktor na oddziale szpitalnym na górze, ale ona ma dziś tyyyle planowych zabiegów jednodniowych, że zanim wszystkich obrobi, wypisze to potrwa wieeele godzin. Trzeba czekać jak pani chce.

- Ile godzin mniej więcej? – pytam.

- Może 7, może 8.

- A może być, że więcej?

- Może. Może też pani spróbować na nocnej pomocy lekarskiej. Zaczyna się od 18.00. Z drugiej strony budynku.

Z nocną pomocą dałam sobie spokój, bo tam na ogół nie ma lekarzy. Są tylko interniści. I gdy się przyjdzie z czymkolwiek od bólu ucha zaczynając na bólu dupy kończąc, słyszy się:

- Ja pani nie pomogę, bo jestem tylko internistą, a to wymaga diagnostyki specjalistycznej. Do lekarza pierwszego kontaktu pani idzie. A na sraczkę niech sobie pani loperamid bez recepty kupi.

Więc szkoda nocy zarywać czekając na takie info w kilkudziesięciu osobowej kolejce.

No cóż. 38-mio milionowe społeczeństwo polskie a nie potrafi zorganizować choć dostatecznie działających medycznych oddziałów ratunkowych.

Powiedzą rodacy:

- No bo lekarzy nie ma. Wyemigrowali na zachód.

Jak to nie ma?

Spójrz na stronę https://www.znanylekarz.pl/okulista/warszawa/3. Wpisz jakąkolwiek specjalizację.

Na każdym rogu lekarzy jest jak psów! Prywatnie przyjmie cię połowa z nich nawet tego samego dnia.

Zatem zastanówmy się, czy stwierdzenie, że w Polsce nie ma lekarzy, nie jest czasem prawdą. Bo jak dla mnie to są tylko dorobkiewicze. Za dobrą kasę każdy jest na pierwsze gwizdnięcie. Jest też rzesza dorobkiewiczów niańczących zdrówko sąsiadów za granicą. Zgarniają tam podobno 4 razy więcej niż w Polsce. Do ratowania zdrowia i życia bliźnich, rodaków, Polaków – lekarzy nie ma, bo się nie opłaca.

Polski wykształciuch z dyplomem lekarza musi najpierw dobrze zarobić, a dopiero później zajmuje się zdrowiem i życiem ludzkim, czyż nie?

Zastanawiam się: może to i dobrze, że rzesza z takim morale wyemigrowała w świat. Po co nam tacy, gdy oni cierpienie ludzkie widzą przez pryzmat nominału na kawałku papieru?

Dla mnie lekarz to człowiek, któremu przyjemność sprawia, gdy ulży drugiemu w cierpieniu, dla którego pomaganie jest sensem życia, który żyje dla swojej pracy a nie dla pieniędzy, który nie zwraca uwagi na ubranie z lumpeksu, na prostą strawę na talerzu i że musi jeździć autobusem. To człowiek, który jest prawą ręką Boga. Bóg daje człowiekowi życie – lekarz je podtrzymuje i tylko to dla niego się liczy.

Znam jednego takiego lekarza. Dziś też nie zostawił mnie w cierpieniu bez pomocy. Gdy mnie zobaczył, przyjął bez numerka i bez kolejki, tuż przed 18.00 – końcem godzin swojej pracy:

- Ta pani z oczkami wyciągnęła już kartę? Proszę, niech wejdzie.

Człowiek, który powinien być od dekad Ministrem Zdrowia w każdym rządzie zamiast takiego Radziwiłła, Kopaczowej, czy Arłukowicza – ratuje życie setkom ludzi biednych, słabych, wyrzucanych zewsząd jak psy, w Przychodni Rejonowej jako lekarz pierwszego kontaktu. Na niego zawsze mogę liczyć – od bólu ucha do bólu ogona.

O nim będzie następna notka. Tylko muszę trochę zaropiałe gały przeczyścić.


Wykop Skomentuj218
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo