Halo Halo
1203
BLOG

O tym jak moje Aniołki, kiedyś was wszystkich sprzedadzą ;D

Halo Halo Społeczeństwo Obserwuj notkę 95

 

 

Muszę podzielić się swoją radością. Muszę, bo się uduszę. Muszę ją wykrzyczeć na cały świat. Ach wiem, że chorzy z zawiści i nienawiści zaraz zrobią ze mnie potwora, zboka i najgorszą zarazę, która nie wiadomo co z dziećmi robi – skrzywia je, wykrzywia, zbacza, wykorzystuje, obdziera ze skóry i trzeba mnie powiesić za gardło na żyrandolu. Ale co tam! Nic nie zabije mojej radości. :)))

 

Od jakiegoś czasu (kilku ostatnich wizyt w przedszkolu), dopadają mnie po zajęciach dwie 5cioletnie dziewczynki, gdy w pomywalni jem obiad. Pomywalnia jest naprzeciwko ich sali, a obok niej, też naprzeciwko sali – łazienka. Gdy dzieci idą myć rączki przed obiadem do łazienki – te dwie dziewczynki robią mały ‘skok w bok’ na prawo i wpadają do mnie. Stają nade mną jedzącą zupę i wołają z uśmiechami na buźkach:

- Mimi.

Wypowiadają te sylaby w charakterystyczny sposób – coś w rodzaju klaksonu samochodowego. Powściągają wszelką mowę ciała – stoją na baczność, nic nie gestykulują, tylko dziarsko uśmiechają się.

- Co to jest mimi? – zapytałam, gdy dopadły mnie pierwszy raz.

- Mimi – mówią i śmieją się szelmowsko.

- Czy mimi to jest jakaś planeta w Kosmosie, z której przybywacie?

- Mimi.

- A w jakim języku rozmawiacie?

- Mimi.

- Ach… rozumiem. W języku mimi.

- Mimi – odpowiadają uradowane.

- A czy na waszej planecie świeci słonko?

- Mimi.

- A czy rosną drzewa i kwiaty?

- Mimi.

- A czy jeżdżą samochody? A jak w waszym języku mówi się na przedszkole? A czy w nim dzieci też mają rytmikę? A jakie tańce najbardziej lubicie tańczyć?

Wymyślałam w ten deseń dziesiątki pytań a one na wszystkie uparcie odpowiadały z uśmiechem: mimi.

 

Kiedy do pomywalni przychodzą inne panie na obiad – pani od logopedii, od gimnastyki korekcyjnej lub siostra zakonna przygotowująca nakrycia do stołu, a później zmywająca talerze – dziewczynki są wypraszane. No bo wiadomo – przeszkadzają. Ale gdy następnym razem, innego dnia przyfilują, że jestem sama – zabawa zaczyna się od początku. Ze dwa spotkania temu zaczęły wołać:

- Mimi am. Mimi am.

- Aaaaa… - mówię i uśmiecham się – moje kochane ufiątka są głodne. I chciałyby zjeść z mojego talerza.

- Mimi am – pokiwały główkami.

- Hmmm… jest problem. Musiałyby moje ufiątka zaopatrzyć się w swoje łyżki, bo przecież nie będziemy wszystkie trzy jeść jedną, moją, bo nie wypada. A siostra pewnie nie da, bo dla was leżą już na stolikach w jadalni. Zrobimy zatem tak: pójdziecie do jadalni i będziecie jeść ze swoich talerzyków, a ja jak skończę swój obiadek, to przyjdę do was i zjem z waszych, bo ja strrraszny głodomór jestem – i wybałuszyłam w żartach oczy.

Dziewczynki pobiegły uradowane. Potem do nich zajrzałam i mówię:

- Nie dam rady już zjeść z waszych talerzyków. Mam tak pełen brzuszek, że jak coś jeszcze zjem, to pęknę i będzie wielkie bum na całe przedszkole. Ale ufiątka pewnie chcą mieć takie pełne brzuszki jak pani Ola, więc szybko, szybko zajadajcie (zacieram rączki i moduluję głosem jakbym opowiadała bajkę) i patrzymy, komu większy brzuszek urośnie. No? Który ufiaczek będzie miał większy brzuszek od pani?

Na tą wiadomość wszystkie dzieci pośpieszyły z jedzeniem. Wprawdzie nie wiedziały o co chodzi, ale na wszelki wypadek, jak jest okazja, żeby osiągnąć coś więcej od pani Oli, to czemu nie skorzystać?

 

Kilka razy podczas moich pobytów w przedszkolu dziewczyny wciągały mnie jeszcze w zabawę „Mimi”. Nawet gdy wchodziły na scenę, gdy był występ z okazji Dnia Babci i Dziadka – przechodząc koło pianina, szepnęły mi na ucho „mimi”. Ja im też. A dziś wyjaśniło się, co to jest mimi.

Siedzę przy stoliku, wypełniam dziennik. Dziewczyny dopadły mnie i dawaj znowu ‘mimi’. Mówię:

- Teraz dziewczynki musicie być przez chwilkę cichutko, bo się pomylę i zamiast wpisać w dziennik, co robiliśmy na lekcji – wpiszę ‘mimi’. I dopiero siostra da mi do wiwatu, że jej w dziennik jakieś 'mimimimi' wpisuję.

A jedna z dziewczynek śmieje się i mówi:

- I będzie w dzienniku napisane, że pani Ola jest naszą mamą.

Zrobiłam zdziwione oczy z wielkimi znakami zapytania w nich.

- No tak – kontynuowały dziewczynki - bo pani jest naszą mamą. Drugą mamą. Bo pierwsza w domu nazywa się mama. A pani jest drugą i nazywa się mimi.

Zatkało mnie tak totalnie, że nie wiedziałam co powiedzieć. Otworzyłam uśmiechniętą paszczękę i zawołałam:

- Łaaa… jak to możliwe?

- Bo my panią kochamy – i rzuciły mi się na szyję.

 

Wracając do domu, w drodze rozmyślałam o zdarzeniu przez pryzmat tej głupiej wojenki o gender. Śmiać mi się chciało, bo wielcy ustawodawcy na Zachodzie kombinują z nazewnictwem homoseksualnych rodziców – rodzic1, rodzic2 – a tu dzieci, kierowane pięknymi uczuciami ciepła i serdeczności, same nazwały drugą, bliską ich sercu osobę po swojemu - mimi. Mama i mimi. :)))

Czy te dzieci wiedziały coś o gender? Czy miały lekcje lub wychowanie równościowe? Czy były uwrażliwiane na płeć zgodnie z nowoczesnymi, postępowymi programami?

NIEEEE! Skąd! Przecież to katolickie przedszkole prowadzone przez siostry zakonne, a rodzice – wyznawcy tradycyjnych, katolickich wartości. Te dzieci same wykreowały swój świat kierowane uczuciem miłości, nie mając w ogóle świadomości o wielkich, nadymanych dorosłych walczących o swoje porządki na tym świecie.

To efekt wspaniałego wychowania przez Siostry, w zgromadzeniu których pracuję już prawie dekadę. One uczą dzieci jak kochać i nie bać się kochać. Dzieci czują się bezpiecznie, że nie zostaną potępione za żaden uczynek, który wypływa z miłości. Dzieci nie boją się kreować własnego świata. Świata opartego na wzorcach szacunku i miłości do bliźniego. Tak pięknie wychowują i edukują dzieci te Wielkie Kobiety. Bez żadnych zbędnych ideologii.

Kiedyś napiszę książkę jak to najpiękniejsze lata średniego wieku spędziłam… nie w przedszkolu Kościoła Katolickiego… nie, nie… ja nie czuję, żeby ono było katolickie w tym wymiarze Kościoła, który się wpycha na scenę polityczną. Ja czuję, że to zgromadzenie nie jest katolickie. Ono jest… Jezusowe.

Gdyby moje Siostry stanęły na czele tego Kościoła, gdyby wykurzyć z najwyższych szczebli hierarchii władzy tych starych, zrzędliwych, zadziornych, infantylnych pryków, a postawić w ich miejsce moje młode Siostry – to Kościół Katolicki byłby najpiękniejszym Kościołem pod słońcem. Kościołem Jezusa Chrystusa. I wierzę, że kiedyś tak będzie. Będę uświadamiać Bogu, że to moje największe marzenie. :)

 

Halo
O mnie Halo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (95)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo