Dziś będzie o SLD...
Najpierw poziom poparcia. Stan faktyczny:
- 1991 - pierwsze w pełni wolne wybory - 11,99% i 60 mandatów dla SLD (jeszcze jako koalicji), druga pozycja po UW - ugrupwanie nadal raczej izolowane...;
- 1993 - 20,41% i 171 mandatów - koalicja z PSL-em (wówczas 15,4% i 132 mandaty - dziś nie do powtórzenia), wielki come back środowisk postkomunistycznych. Można dyskutować na ile wynikało to z rozkładu głosów (ok. 30% głosujących poparło ugrupowania, które nie przekroczyły progu), ale faktem jest, że SLD wygrało;
- 1997 - 27,13% i 164 mandaty - wyższe poparcie, ale porażka z AWS-em, powstanie rządu AWS-UW, SLD bardzo silną opozycją, ze swoim prezydentem;
- 1999 - powołanie partii - SLD;
- 2001 - 41,04% i 216 mandatów (wraz z UP), koalicja z PSL-em (8,98%, 42 m.) - olbrzymia dominacja postkomunistów, takiej władzy od '89 w Polsce nie miał jeszcze nikt. Tylko, że władza zaczęła się psuć. Od tego momentu, zaczynają się porażki;
- 2004 - 9,3% - 5 spośród 54 mandatów w PE;
- 2005 - 11,31% i 55 miejsc - klęska z PiS i PO, a także z wyhodowaną przez siebie Samoobroną. Dodatkowo - faktyczny brak kandydata w wyborach prezydenckich;
2007 - 13,2% i 53 mandaty - z tym, że wszystko w ramach LiD-u. Zapowiedź kolejnych lat w opozycji;
2009 - wybory do PE - 12,34% i 7 z 50 mandatów.
Sytuacja dość groteskowa zważywszy na komentarz p. przewodniczącego Napieralskiego po ostatnich wyborach:
"My konsekwentnie próbujemy odbudowywać swoją siłę. W czerwcu SLD balansował na granicy progu wyborczego. Ostatnie sondaże dawały nam 13 proc. Czyli powoli, ale systematycznie odzyskujemy poparcie."
Warto dodać do tego perspektywy jakie rysują się przed Partią:
2010 - wybory samorządowe, ale przede wszystkim prezydenckie:
Zarówno PiS, jak i PO są w stanie wystawić silnych kandydatów. Do dyspozycji PiS są:
- Lech Kaczyński - dotychczasowy prezydent, kandydatura naturalna, druga tura raczej pewna;
- Zbigniew Ziobro - kandydatura często wskazywana, ale raczej mało prawdopodobna. Z tym, że postać popularna, druga tura raczej pewna.
Z kolei zasoby PO:
- Donald Tusk - urzędujący premier, kandydat naturalny, silna pozycja w partii, druga tura raczej pewna;
- Radosław Sikorski - szef MSZ, postać popularna, ale trudno wypowiadać się na temat jego pozycji w partii;
- Jerzy Buzek - były premier, znany eurodeputowany, kandydat na szefa PE - postać bardzo popularna, poza partą (duży atut!), ale z silnym jej poparciem. Druga tura raczej pewna.
Spójrzmy zatem jak wygląda to w przypadku SLD:
- Marek Borowski - całkiem popularny, ale nie z SLD;
- Dariusz Rosati - jak wyżej, ale mniej popularny;
- Włodzimierz Cimoszewicz - osoba niezdecydowana, brak zaplecza politycznego, w dodatku pozycja w SLD podkopana w związku z kandydaturą na szefa RE wysuniętą przez rząd PO-PSL;
- Jolanta Szymanek-Deresz - przez całą masę wyborców nierozpoznawalna.
Tak więc radość p. przew. Napieralskiego po ogłoszeniu wyników i jego przemowa o początku przełamania dominacji PO i PiS (który to już raz?) wydaje się mało zrozumiała.
Ale nie mogę nie odnieść się do kampanii SLD.
Oto "spot radiowy" - http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/10,88722,6628789,Nowy_spot_SLD__ksiadz_w_roli_glownej.html
A to komentarz przewodniczącego Napieralskiego odnośnie ostatniej kampanii:
"Czasami była głupia i aż niesmaczna. PO i PiS nie skupiły się na sprawach Unii, tylko na kłótni wewnętrznej. Nie potrafiły wykreować żadnego pozytywnego przekazu. Był to tylko spór, w który wciągnięto także historię. To była brutalna, nieprzemyślana kampania, która nic dobrego nie wniosła. A to skutkuje teraz niską frekwencją."
Pozostaje mi życzyć sobie i Polsce, aby pan poseł Grzegorz "polskiZapatero" Napieralski jak najdłużej stał na czele Sojuszu...


Komentarze
Pokaż komentarze