Moja firma (mała, high-techowa) została kilka lat temu zakwalifikowana do programu offsetowego. W gazetach pojawiły się informacje, że dostaliśmy 500 mln dolców. Wtedy to było 2 mld złotych, czyli ponad połowa budżetu całej polskiej nauki.
Przez wiele lat nie dostaliśmy żadnego grantu, bo po co im, jeżeli mają taką kasę.
A jaka była rzeczywistość?
Mieliśmy dostać 3 mln dolarów w używanym sprzęcie (bardzo nam na tym zależało) i 97 mln w postaci transferu technologii. Ze względu na to, że to miał być high-tech, mnożyło się to razy 5 i wychodziło owe 0,5 mld USD.
Co do tych 3 mln dość łatwo się dogadaliśmy, natomiast za pozostałe 97 mln mieliśmy otrzymać cztery całodzienne telekonferencje. Jako że naszym obowiązkiem było podpisać papier, że transfer technologii faktycznie oceniamy na te pieniądze, nie zgodziliśmy się na to i zażądaliśmy listę ważnych technologii processingu diod laserowych, które od biedy można było tak wycenić.
Na to Amerykanie się wypięli i nawet tych 3 mln USD nie dostaliśmy.
Dlaczego to przypominam? Ano zaczynają się dyskusje na temat offsetu związanego z tarczą antyrakietową. Warto pamiętać przy tej okazji, że nie ma cudów takich na świecie, żeby ktoś coś nam sprzedał za kilka miliardów i za otrzymane pieniądze zrobił w Polsce inwestycję. A, niestety, tak nasi wielcy politycy i dziennikarze offset sobie kiedyś wyobrażali.


Komentarze
Pokaż komentarze (42)