Piękna sprawa- premier chciał wejść w paszczę lwa, w siedlisko węży (złagodniałych już od dzisiaj trochę) i... i co? No właśnie. Nawracać, przekonywać, rozjaśniać niejasne?
Jedyne co biedak chciał zrobić to swoim zachowaniem przykryć w mediach główny temat kongresu PiS-u, czyli zmianę wizerunku i retoryki partii.
Sprawa jasna, prosta, dla każdego myślącego klarowna. Równie dobrze mógłby poprosić Madonnę o 5 minut na scenie przed koncertem w sierpniu.
Niezbyt mu to wyszło, Nowak sprawę dodatkowo upupił głupimi wypowiedziami, ale nikt jasno nie ośmielił się powiedzieć o prawdziwych intencjach premiera. A pomysł miał świetny- w kategoriach politycznych rozgrywek i podchodów wg mnie złoty medal. Nawet mu nie mam tego za złe.
Rozchodzi mi się jednak o to zakłamanie mediów, niemówienie rzeczy oczywistych. To wrażenie pogłębia się we mnie jeszcze bardziej, ponieważ jestem w trakcie lektury Dzienników Kisielewskiego. I to wszystko o czym on tam pisze, z rozgoryczeniem, smutkiem, to wszystko dzieje się znowu (nadal?), ale w wersji soft.
Kupa w gazetach, syf w telewizji, płytkie sądy, publicyści, których nikt w czapę za głupie gadanie nie walnie tylko z powodu wysokiego czoła lub siwej brody.
Dzisiaj premier pięknie kopał po kostkach główny temat dnia- zmiana wizerunku PiSu to zwycięstwo Platformy. Jarosław Kaczyński mówi to co on (premier) mówił już kilka miesięcy temu i ma tylko nadzieję, że wytrwają w tym postanowieniu poprawy dłużej niż krócej.
I czemu żaden dziennikarz nie spytał się jak w tę miłosną retorykę wpisują się główne twarze Platformy, żeby wspomnieć tylko Niesiołowskiego (biedak zatracił już wszelką miarę na starość), Palikota (ta gra planszowa wg mnie była bardzo dowcipna, serio), Nowaka, czy Komorowskiego.
Mam tylko nadzieję, że za kilkanaście, kilkadziesiąt lat to znormalnieje. Kisielewski (mimo iż zrezygnowany) wierzył w zmianę, doczekał się. Może my też się doczekamy?




Komentarze
Pokaż komentarze (3)