520 obserwujących
825 notek
2893k odsłony
  5489   0

ROZBROIĆ TĘ BOMBĘ!

Wiodące tytuły prasowe, spadkobiercy naczelnych i centralnych tytułów prasowych, dostają drgawek jeśli gdzieś wywęszą zestawienie rzeczownika „Polak” lub „Polka” z przymiotnikiem „prawdziwy”. A ponieważ sami – z racji wychowania w sub-kulturze środowiska przestępczego; środowiska Komunistycznej Partii Polski, kierują się w życiu schematami dychotomicznymi: „grypsujesz – nie grypsujesz”, „nasz (złodziej) – nie nasz” (policjant), natychmiast węszą w tym zestawieniu podtekst rasowy, niezgodnie z semantyką słabo znanego im języka polskiego (czego dowody znajdziemy w dziełach zebranych redaktorów naczelnych).

Otóż „Prawdziwy Polak” ma analogiczne znaczenie jak „prawdziwy kolega”, „prawdziwy alpinista”, „prawdziwy szef” – a więc oznacza spełnienie szeregu postulatów, które stawiamy: „koledze”, „alpiniście”, „szefowi” i „Polakowi” – „Polce”, by uznać wypełnianie tak opisanych ról społecznych za wzorowe. Prawdziwy Polak ma obowiązki polskie, tak jak „prawdziwy alpinista” stosuje się wzorowo do wymagań swojego hobby, a „prawdziwy wędkarz” nie kłusuje. Zauważmy, że przymiotnik „prawdziwy” w języku polskim występuje rzadziej w zestawieniach z rzeczownikami nazywającymi postawy lub właściwości negatywne; zgrzyta, jeśli powiemy „prawdziwy złodziej” lub „prawdziwy paser”, „prawdziwy łajdak” czy „prawdziwy kłamca” choć są wyjątki: „prawdziwa kurew” (pordon moi, ale przy opisie rzeczywistości językowej mamy prawo cytować) lub „prawdziwy komunista”. Można powiedzieć, że w ostatnich przypadkach przymiotnik „prawdziwy” znaczy tyle co: „skończony”, „zupełny”.

Bycie „prawdziwym Polakiem” oznacza dążenie do pełnej realizacji człowieczeństwa osoby, która ma zaszczyt – z racji urodzenia lub wychowania, przynależności do kultury polskiej. Nośnikiem (przekaźnikiem) duchowości polskiej jest głównie język, ale wiele wnosi też obyczaj, tradycja oraz uczuciowość pewnego typu.

Z językiem, obyczajem, tradycją, uczuciowością pewnego typu łączą się pojęcia „pielęgnacji”, „kultywacji”, „dbałości”. Każde zrzeszenie ludzkie nakierowane na dobro (a więc nie: szajka, banda, mafia, partia komunistyczna, melina, burdel, agentura komunistyczna, wywiad i kontrwywiad peerelowski, paserka, gang) wytwarza zestaw zaleceń i wymagań osobowych i przekazuje je z pokolenia na pokolenia jako wzorzec do naśladowania. Wzorce są wielorakie i są efektem doświadczeń historycznych. Ich zasadniczą rolą jest zapewnienie „przetrwania”, a każdy naród wytwarza swoiste – właściwe warunkom, w jakich bytuje.

Nie podejmuje się tutaj opisać całego wachlarza wzorców „prawdziwego Polaka – Polki” – taki opis z konieczności musiałby być wielotomowy, jako że pochylamy się nad przebogatą kulturą; zamierzam natomiast skupić się na dwóch tego wachlarza elementach - elementach szczególnych.

Pierwszy element naszego wzorca to republikańskie umiłowanie wolności i związana z tym świadomość konieczności ponoszenia ofiar w imię tej wolności. „Wolność” jest w polskim katalogu wartości zewidencjonowana wyżej niż „życie”, co wynika z zapoznania prawdy, że życie niewolnika jest podłe i w związku z tym mało warte. Zastanówmy się przez chwilę, jak wygląda życie człowieka szantażowanego w związku z skrywanymi namiętnościami do pań upadłych? Kogoś, kogo życie rodzinne, kariera, pozycja społeczna zależy od jakiegoś śliskiego, prymitywnego i głupawego fiutka, którego los i zdeprawowany charakter obdarzył hańbą służby Moskwie? No każdy „prawdziwy Polak” powie, że wolałby albo śmierć – gdyby była jedynym wyjściem z matni, albo prawdę, pokutę i zadośćuczynienie, nawet za cenę śmierci cywilnej. Nasza narodowa literatura przynosi nam cały katalog postaci upadłych, które odpokutowały grzechy wobec społeczności i zasłużyły na pełną rehabilitację.

Wiodące tytuły prasowe, spadkobiercy naczelnych i centralnych tytułów prasowych, starają się nam przedstawić naszą tradycję jako mało wartościową, niepraktyczną i śmieszną, a robią to nie bez kozery. Ta tradycja jest bowiem dla nich i dla ich mocodawców śmiertelna i zabójcza – bo jest perfekcyjną i genialną receptą na przeżycie w niesprzyjających warunkach geopolitycznych.

Nasza skłonność do gwałtownych zrywów zbrojnych jest prostą informacją wysłaną do złowieszczego otoczenia (komunizm-nazizm), że straty ludzkie i materialne związane z próbą odebrania wolności będą wyższe od ponoszonych przeciętnie gdzie indziej. Taka taktyka znana jest również w świecie zwierzęcym i umożliwia przetrwania gatunków. Kalkulacja każdego okupanta musi uwzględnić te straty i liczyć się z tym, że nawet po ich poniesieniu i po przełamaniu militarnego oporu sprawa nie będzie zamknięta aktem kapitulacji.

Inne narody mają inne metody przetrwania i inne wzorce; bracia Czesi, z racji rozmiarów obszaru i liczebności, przyjęli strategię uwzględniającą lekcję pod Białą Górą. Strategię mądrą i właściwą w przypadku Czechów. Czechów można eksterminować w całości, Polaków się nie da, chyba żeby założyć zmasowany atak bronią jądrową.

Polacy mają swoją, genialną strategię – wpojoną nam przez Marszałka Piłsudskiego, a będącą rezultatem namysłu nad rozbiorami, polegającą na tym, że w sytuacji zagrożenia wywołujemy konflikt wielkich rozmiarów. Mamy przećwiczone „podpalanie świata” – i bardzo dobrze, bo świat musi się z tym liczyć. Każdy Nowozelandczyk musi mieć świadomość, że agresja wobec Polski może się skończyć podróżą Auckland – Londyn w pełnym rynsztunku bojowym. Doświadczenie przeszłości przynajmniej na taką możliwość wskazuje.

Dla przyszłości Polski olbrzymie znaczenie ma pielęgnowanie pamięci o tej skutecznej narodowej strategii, a kluczem do podbicia Polski jest przerwanie ciągłości jej przekazywania.

Gdyby ktoś chciał Polaków „rozbroić”, a potem zamienić w bydło, musiałby skupić się nie na produkcji czołgów (nie działa), konstrukcji obozów i kazamatów (phi!), masowych mordach i wywózkach (ziew), ale na Polskich umysłach. Tylko atak na polski umysł może rozbroić tę bombę.

Tuż po zajęciu połowy ziem Rzeczpospolitej przez sowieckie hordy, na okupowanych terenach pojawiły się pisane kaprawą polszczyzna paszkwile opisujące pijaństwo polskich generałów i złe prowadzenie się ich żon. Był to głęboko przemyślany atak na polski umysł starający się podważyć podstawę polskiego trwania – zaufanie do munduru i szacunek wobec niego. Mundur jest najbardziej czytelnym i podstawowym symbolem oporu. Atak na mundur jest rozbrajaniem polskiego umysłu. Kogo obchodzi, ile niemieckich dziewcząt zaliczyli żołnierze Helu czy Westerplatte na przepustkach w Gdańsku? Pewnie tuziny; nas obchodzi to, że obydwie placówki zadały wrogowi straty przekraczające kilkunastokrotnie straty, które wróg założył że poniesie.

Drodzy Czytelnicy. Żyjemy w ciekawych czasach i właśnie mamy okazję doświadczać kolejnego, chyba jednego z najpoważniejszych, ataku na polski umysł. Przeprowadzonego przez to samo centrum, co w roku 1939, i tymi samymi agenturalnymi „temi-ręcami”. „Popiół i diament”, „Lotna”, „Kanał”, raport Jerzego Millera, to tylko kolejne odsłony wyreżyserowanej w Moskwie i zleconej do wykonania ludziom Moskwy w Polsce strategii obliczonej na zniszczenie wzorca.

Na mnie nie działa, bo kiepsko napisane; język jak był tak dalej jest kaprawy, a widok spoconych, nalanych twarzy śliniących się na widok silikonowej Katodyny albo gejowego Rasputyna (są różne, prawda, preferencje, i ja się nie wcinam w upodobania ludzi upodlonych) wywołuje u mnie właściwe odruchy zwrotne.

I głębokie przekonanie, że ludzie wykonujący za większą lub mniejszą ilość srebrników podłą robotę na pewno nie są „prawdziwymi Polakami”. Nie są też „prawdziwymi Rosjanami”, „prawdziwymi Niemcami, Amerykanami, Murzynami i Żydami”. Są żulerką na urzędach, które zdobyli oszustwem, kłamstwem, podstępem i zbrodnią. Mam jeszcze i to przekonanie, że coś będzie trzeba z tym zrobić.

Pozdrawiam


  

Lubię to! Skomentuj204 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale