521 obserwujących
825 notek
2900k odsłon
  9104   0

CZY "KACZKA" MOŻE ZATRZĄŚĆ? MOŻE ZABIĆ

 

 


Tekst ma tytuł nawiązujący do tytułu notki Kazimierza Wóycickiego na S24, co mogłoby sugerować, że jest tekstem polemicznym, ale tak na prawdę nie jest polemiką; ja od dawna nie polemizuję z ludźmi, którzy twierdzą, że wersja KBWL jest „najbardziej prawdopodobną”, to znaczy wierzą, że stutonowym olbrzymem o rozpiętości skrzydeł 37 metrów można fikać beczułki 6 metrów nad ziemią. Zdarza się części humanistów, że nie otarli się o fizykę, a wybitne zdolności humanistyczne spowodowały, że w szkole średniej dano im w zakresie nauk ścisłych święty spokój. Jest jeszcze duża grupa ludzi, która po prostu „chce wierzyć”, że nie po to przeżyła PRL, żeby w nim do końca życia tkwić po uszy i doświadczać likwidacji polskiej generalicji w rozmiarach nie znanych dotychczas w historii. To dosyć charakterystyczny syndrom „wyparcia”, który dotyka zwłaszcza osoby o ustabilizowanej pozycji zawodowej, czyli pozycji o wektorze dokładnie przeciwnym temu, który od dzisiaj wyznacza kierunek kariery dziennikarza śledczego Cezarego Gmyza.

A więc na początek o nim, o Cezarym Gmyzie. Poświęciłem trotylowi z nitrogliceryną trzy ostatnie teksty, z których jasno wynika, że uważam, Rze pojawienie się tej uwodzicielskiej pary jest produkcji „Mosfilmu” wykonanej na zlecenie samego pułkownika Putina. Mogłoby z tego wynikać, że uważam Cezarego Gmyza za wykonawcę marketingu na potrzeby dystrybucji tego filmu w Polsce. Nic bardziej błędnego. Cezary Gmyz został dzięku swojej publikacji moim dziennkarskim bohaterem i dołączył do innych moich dziennikarskich bohaterów, bo kosztem utraty roboty w znacznym stopniu ukręcił całej sprawie łeb. Otóż produkcja „Mosfilmu” nie była przeznaczona do szerokiego rozpowszechniania, ale była skierowana do elitarnego grona kinomanów. Zawiódł (tradycyjnie) czynnik ludzki. Po prostu wysłani do Smoleńska niczego złego nie spodziewający się biegli zostali skonfrontowani z perspektywą zostania jedynymi żyjącymi dysponentami wiedzy o ewidentnych dowodach zamachu (bo próbki i raporty w Mosfilmie), a w każdym tygodniu jest sobota, a badania sekcyjne w przypadku samobójstw robi się w Polsce w poniedziałki. Zrobiłbym dokładnie to samo, co zrobili oni – zgłosiłbym się do znanego z nieposzlakowanej opinii dziennikarza śledczego i dokonał nagrań szczegółowo opisujących sytuację i wyniki badań. A na miejscu Cezarego Gmyza zrobiłbym dokładnie to samo, co zrobił on – podjął ryzyko mając twarde dowody w kieszeni i wiedzę, że śledczym rosyjskim trudniej będzie teraz manipulować faktami. Inna rzecz, że decyzja, którą podjął redaktor Gmyz jest z gatunku tych niezwykle odważnych. A jeszcze inna, że brzemienna w daleko idące skutki. Otóż przy założeniu, że wiedza o trotylu i nitroglicerynie pozostaje elitarna producent z Mosfilmu może dokręcić takie lub inne zakończenie, ale jesli scenariusz jest jawny, to pozostaje dokręcać w zgodzie ze scenariuszem. Już wyjaśniam.

Nie ma najmniejszego znaczenia, czy na wraku Tu-154 składowanego w baraczku na Siewiernym były ślady substancji wybuchowych w lipcu 2011 czy sierpniu 2012 roku. One mogły znikać i pojawiać się na elementach tego wraku z taką naprzemiennością jakiej zażyczył sobie jakiś ważny czekista, a MÓGŁ sobie i zażyczyć i oczekiwać, że jego polecenia zostaną wykonane z drobiazgową skwapliwością. Taki kismet. Nierozwiązywalne pozostaje pytanie: dlaczego czekiści wrak przetrzymywali, myli, suszyli, żeby potem wpuścić ekipę brawurowych polskich śledczych wyposażonych w całe lotnisko z Tel-Awiwu i dać im wykryć dowody na zamach na terytorium Federacji Rosyjskiej?

Odpowiedź jest jedna: bo taki jest dziś interes władz Federacji Rosyjskiej. Trotyl z nitrogliceryną wpisuje się w scenariusz szantażu wykonywanego przez czekistów na rządzie Donalda Tuska i jego zapleczu polskich służb specjalnych od kilkunastu tygodni; elementami tego szantażu były ujawnione, drastyczne zdjęcia ofiar katastrofy z dnia 10 kwietnia 2010 roku, wzmocnione tekstem „anonimowego rosyjskiego internauty”, którego się w Polsce nie omawia, tak jakby filmy dawało się sensownie oglądać bez dźwięku; elementami tego szantażu były zaskakujące odkrycia dokonywane przy okazji ekshumacji, a ostatnim akordem, przeznaczonym do wąskiego rozpowszechniania był właśnie trotyl z nitrogliceryną.

Narracja rosyjska jest czytelna. Czekiści mówią Donaldowi i jego zapleczu: „Jesteśmy w stanie wykazać, że za zamachem z 10 kwietnia stoicie właśnie wy, a czy stoicie czy nie, i w jakim zakresie, jest nieistotne, bo zanim zdążycie otworzyć usta, to wasi rodacy rozerwą was na strzępy, razem z waszymi mediami, celebrytami, i pracownikami szacownych uniwersytetów, którzy kiedyś pisali: ‘możecie mnie w d... pocałować, pajace’, ale to nie było do nas, bo my nie pajace, ale właśnie czekiści.”

Lubię to! Skomentuj214 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale