16 obserwujących
84 notki
489k odsłon
  3496   0

Tęsknota za Rokitą, czyli dlaczego ex-politycy nam dziwaczeją

W mediach często możemy natknąć się na komentarze polityczne byłych polityków. Zwykle odeszli oni ze świata polityki wskutek niepowodzenia, bo z innych przyczyn  – dziwnym trafem  – mało kto ten świat opuszcza. Chyba, że z przyczyn naturalnych. Uczestnictwo w życiu politycznym z pozycji komentatora to rola dość wygodna i przynosząca wiele satysfakcji (co zapewne większość blogerów politycznych potwierdzi, nieprzypadkowo przecież zajmują się tym, i to za darmo), ponieważ można się łatwo wykazać dalekowzrocznością, wszechwiedzą i erudycją, nie biorąc za nic żadnej odpowiedzialności.

Z mniejszą lub większą przyjemnością zatem możemy czytać i oglądać w telewizji komentarze polityczne między innymi:

  • Kazimierza Marcinkiewicza, który (wyciągnięty przez Kaczyńskiego z Gorzowa, czyli znikąd) po wykonaniu misji premiera-marionetki, w sposób spektakularny i z udziałem kamer zostawił chorą żonę, aby obściskiwać się następnie na wizji w programach publicystycznych z młodziutką narzeczoną, mając przy tym na twarzy rozanielony uśmiech mówiący: yes yes yes. Jako komentator Marcinkiewicz jest jednak wystarczająco błyskotliwy, w miarę rozsądny, nie tak mdły jak w roli premiera, zaś jego uszczypliwości wobec byłego szefa Jarosława Kaczyńskiego bywają urocze.
  • Romana Giertycha, który po ubraniu polskich uczniów w mundurki oraz zwalczeniu rui i porubstwa w postaci książek Gombrowicza, zajął się szczęśliwie swoim zawodem wyuczonym, czyli adwokaturą. Podsumowanie ministerialnej kariery Giertycha nie przynosi mu wielkiej chluby: mundurki nie przetrwały, Gombrowicz przetrwał. Zyskaliśmy natomiast obecnie w osobie Giertycha rewelacyjnego komentatora politycznego, który z inteligentnym cynizmem, nie próbując nawet ukrywać swojej nagłej politycznej przemiany z narodowca w zbliżonego do centrum prawicowca, nie szczędzi krytycznych uwag możnym polskiej polityki. Podobnie jak Marcinkiewicz, ze szczególnym upodobaniem krytykuje oczywiście swojego byłego politycznego pryncypała.
  • Lecha Wałęsy, cudotwórcy, który samodzielnie (jak twierdzi…) wywalczył nam wolność, aby następnie, również samodzielnie, roztrwonić cały wielki kapitał społecznego poparcia poprzez prowadzenie działań politycznych w stylu Nikodema Dyzmy. Wałęsa jako komentator wciąż zaskakuje swoim zdrowym chłopskim podejściem do sprawy i brakiem wielkopańskich zahamowań, zaś pewna ludyczność i obrazowość jego języka bywają odświeżające.

Wszyscy wymienieni powyżej panowie znaleźli źródło dochodów poza polityką i traktują rolę  komentatora jako przynoszące satysfakcję hobby, dające możliwość dalszego istnienia na obrzeżach życia politycznego i zaspokajające rozwiniętą przecież w ramach politycznej kariery potrzebę „parcia na szkło”. Na tym tle komentatorska gwiazda Jana Rokity błyszczy szczególnym blaskiem…

 ‘Premier z Krakowa’, w przeciwieństwie do wymienionych powyżej byłych polityków, nie znalazł stałego źródła dochodów poza polityką. Jego kariera akademicka zakończyła się kłótnią z władzami Uniwersytetu Jagiellońskiego. Rokita pisze obecnie felietony dla mediów braci Karnowskich, komentuje, niedawno otrzymał nawet legitymację Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Można zatem chyba powiedzieć, że Rokita jest obecnie dziennikarzem. Nie wygląda jednak na to, aby czuł się do końca szczęśliwy w tej roli.

Odejście z polityki bardzo zmieniło Rokitę. Polityka wymaga budowania konsekwentnego, budzącego zaufanie wizerunku. Stąd Jan Rokita – polityk (wówczas jeszcze Jan Maria) to była postać krakowskiego konserwatysty otwartego na przemiany w Polsce, gotowego do prowadzenia odpowiedzialnych działań i mającego wizję. Jego oryginalny image i zawadiackie poczucie humoru dodawały mu jedynie uroku. Kiedy jednak przegrał walkę z Tuskiem (ofiarami Tuska, podobnie jak ofiarami Kaczyńskiego, można by zapełnić całe sanatorium), a ekscentryczna żona ośmieszyła go swoją działalnością polityczną i wyjątkowo niebanalnymi publicznymi wypowiedziami, Rokita stracił powód, aby budować zrównoważony wizerunek, i kompletnie zdziwaczał. Sam mówi o tym: Polityka przez lata była dla mnie lekarstwem na nieśmiałość i samotnicze skłonności. Po rozstaniu z nią wróciłem do starych przyzwyczajeń. Tak naprawdę zawsze byłem mizantropem.”

 

Obecnie Rokita nie kryje się ze swoją daleko posuniętą  oryginalnością. Od czasu słynnego okrzyku „Niemcy mnie biją” niewiele też jest nas w stanie z jego strony zaskoczyć. Premier z Krakowa jest postrachem krakowskich restauracji, gdzie jego zdaniem sztućce są zawsze źle ułożone, a dania nie nadają się do spożycia. Zakochał się we Włoszech, wynajął tam willę, swojego czasu omal nie ogłosił w Polsce ogólnonarodowej zbiórki pieniędzy na jej utrzymanie, opowiadając w telewizji na tle pięknego włoskiego krajobrazu, na tarasie, o ścigającym go złym polskim komorniku.

Politycznie najbliżej mu do Gowina, wie jednak, że obecnie partia Gowina to tylko korytarz do Kaczyńskiego. Obu ceni. O Gowinie mówi: Jarek jest uczciwym człowiekiem. Poza tym ma podmiotowość, nie zachowuje się jak gówno w przerębli”, zaś o Kaczyńskim: Mam dla niego wielkie uznanie, przy wszystkich jego wariactwach. To cyborg w żelaznym garniturze, który nigdy się nie zatrzymuje. Przemierza świat, napadają go potwory, wpada w przepaść, wychodzi z niej, spotyka miłe zwierzęta, przechodzi przez rzekę, otrząsa się i idzie ciągle dalej. Czy to nie jest imponujące?” Póki co konsekwentnie odmawia jednak wejścia z powrotem do polityki (Gowin składał mu taką propozycję).

Mam wrażenie, że Rokita wciąż czeka na swój czas. Nie interesuje go rola pośledniego gracza. Czeka na moment, kiedy politycy z prawej strony przyjdą do niego na kolanach, błagając, aby został Premierem z Krakowa.

Nie chciałabym być tą osobą, której przypadnie w udziale powiedzieć mu w końcu: - Panie Janku, ten moment już nie nadejdzie…

Lubię to! Skomentuj85 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale