Dzisiejsze czytanie z Księgi Mądrości zachęca do znalezienia racjonalnego powodu, dla którego samolot znalazł się w jarze, kilometr przed progiem pasa startowego, mimo że piloci, będąc na wysokości 100m nad lotniskiem podjęli decyzję o odejściu i wykonali ustalone procedurą działania.
Jako ppor. rezerwy lotnictwa w specjalności osprzęt lotniczy, pisałem w sierpniu, że najprostszą przyczyną mogła być awaria układu pomiaru prędkości poziomej. Żaden komentator, a było ich kilkudziesięciu nie podważył takiej metody „ściągnięcia” samolotu na ziemię. Kontynuuję zatem tę myśl i podjąłem kroki, by udowodnić, że przetwornik ciśnienia na sygnał elektryczny podawał fałszywą wartość prędkości.
Jeżeli okaże się, że samolot leciał z prędkością choćby o 15% mniejszą od wykazywanej przez przyrządy, to musiał spaść, bo nie miał wystarczającej siły nośnej.
Jak się dowiemy, co jest na amerykańskich zdjęciach "klatka po klatce", to sami wyliczymy prędkość rzeczywistą.
Wtedy dni panów Arabskiego, Tuska, Millera, Komorowskiego, Sikorskiego i Klicha będą odliczały czas do Trybunału Stanu. Zrzucanie winy na poległych, to coś więcej niż niegodziwość, to zaprzaństwo.
Dziś jeszcze się modlimy słowami modlitwy wiernych:
Panie Jezu, pozwól nam, tutaj zebranym, byśmy nie gonili jak faryzeusze za blichtrem tego świata: „Oto tu, lub oto tam”, ale byśmy z nadzieją i ufnością przestali się lękać.





Komentarze
Pokaż komentarze (6)