Wczoraj wieczorem, kiedy już zamierała dyskusja pod notką, w której podjąłem się obrony czci Mahonii, bezpardonowo zaatakowanej przez kaczązupę za napisanie oczywistej prawdy, że samolot nie złamał skrzydła na brzozie, a przeleciał nad nią, z jednej strony cieszyłem się, że notka miała wartką dyskusję, ale też męczyła mnie konieczność ciągłego usuwania komentarzy zbyt atakujących osoby. W moim, pierwotnym zamiarze miała być ochrona z trudem zdobywanej prawdy o tym, co się wydarzyło 10 kwietnia 2010, przed zaciemnianiem jej przez hordy grasujących po Internecie kłamców smoleńskich, a dopuściłem na swoim blogu do wyniszczającej wojny wśród ludzi, którzy do niedawna tej prawdy poszukiwali. Cóżem uczynił nie godnego, że mi się nie udało?
Otóż szukając "grupy", a nie zgody i przeprosin, sam uderzyłem w strunę ad personam. Dałem się ponieść przypinaniu łatek do nazwisk, zamiast piętnować tylko złe czyny. Do tej "grupy" kwalifikuje się każdy z nas, kto podchodzi do adwersarza z ukrytym zamiarem dokopania mu. Tym sposobem sam się znalazłem pośród członków owej "grupy awanturników", która niczym zwolennicy maskirowki odstręcza Polaków od dochodzenia do prawdy o największej zbrodni politycznej współczesnego świata.
A świat potrzebuje refleksji i modlitwy, szczególnie podczas konklawe, na którym ma zostać wybrany papież mający siłę do powstrzymania nas przed masową ucieczką przed Bożymi przykazaniami. Wszystkimi.
Wobec Boga, który jest Miłością nie godzi się kłócić o prawdę, trzeba jej spokojnie dochodzić. Przepraszam.


Komentarze
Pokaż komentarze (112)