38 obserwujących
330 notek
395k odsłon
  634   0

O Darwinie, ewolucji i Inteligentnym Projekcie

Coldcut niedawno na "Frondzie" popełnił  post na temat teorii ewolucji i stanowiska Watykanu w tej sprawie. Ja coś tam skomentowałem, ale potem z braku czasu nie mogłem śledzić dyskusji. Dziś, mając chwilę czasu, chciałbym do tego tematu powrócić.

 

Ja sam w swoim życiu przeszedłem swoistą ewolucję. Od niekwestionowanej wiary z prawdziwość teorii ewolucji, w takiej formie, w jakiej mi ją podawały PRL-owskie podręczniki, poprzez totalne odrzucenie jej, pod wpływem amerykańskich fundamentalistów chrześcijańskich, aż po moje aktualne rozumienie tej kwestii, łączące w pewnym sensie teorię ewolucji z kreacjonizmem i które wyjaśniłem w komentarzu pod notką Coldcuta. Napisałem tam:

 

Ja w ogóle nie rozumiem takiej alternatywy. Tu nie ma żadnej sprzeczności. Bóg stworzył świat. Nauka bada, jak ten świat powstał i jakim podlega prawom. Uczenie nauki z Biblijnego przekazu jest dokładnie takim samym nieporozumieniem, jak szukanie Boga w laboratoriach i instytutach badawczych. Ani się Boga nie zobaczy pod mikroskopem, ani się nie dowiemy naukowych prawd z Biblii. Tylko dlatego, że Biblia nas tego nie uczy.

Bogu dzięki, że Kościół zrozumiał, że orbity planet nie będące idealnymi okręgami nie zabierają żadnej chwały Bogu i nie są herezją, ani bluźnierstwem. Dzięki Bogu za to, że Kościół zgodził się z faktem, że Ziemia nie jest środkiem Wszechświata. Dzięki Bogu za to, że to dzięki Kościołowi powstała nowoczesna nauka, dzięki za wszystkich jezuitów – astronomów, za zakładanie i finansowanie uniwersytetów, za to, że nas nauczył, że Bóg jest "Bogiem logiki i porządku".

Niech naukowcy badają świat, niech Kościół nas uczy wiary i moralności i… i nie cofajmy się do "okresów błędów i wypaczeń". Żadne osiągnięcie nauki nie udowodni, że Boga nie ma, nie trzeba się jej bać.

A ideologów, z obu stron, naciągających fakty, czy raczej je tworzących, trzeba tępić z taką samą starannością. Bo tak samo nieuczciwi naukowcy robią krzywdę nauce, jak i głupi domorośli teologowie robią krzywdę nam.

Bóg jest fachowcem. Nie potrzebował nadzwyczajnych interwencji tam, gdzie mu nie wyszło w sposób naturalny. Bogu wyszło wszędzie "bardzo dobrze". I nauka niech to poznaje i nam wyjaśnia, a teologom nic do tego.

 

Coldcut zapytał:

A jesli nauka przeczy temu co głosi Kościół? Tym gorzej dla Kościoła?

"Ktokolwiek, kto był poważnie zaangażowany w pracę naukową jakiegokolwiek rodzaju uświadamia sobie, iż nad wejściem bram świątyni nauki wypisane są słowa: Musicie mieć wiarę. Jest to cecha, bez której naukowiec nie może się obejść." Max Planck "Where is Science Going? także w J. De Vries, "Essential of Physical Science", Wm.B.Eerdmans Pub.Co., Grand Rapids, SD (1958), str. 15

 

Cóż, dla mnie i to jest "fałszywe pytanie", bo nauka nigdy nie jest w sprzeczności z tym, co głosi Kościół. Oczywiście rozumiejąc te pojęcia w poprawny sposób. Może się bowiem zdarzyć, że nauka przeczy temu, co głoszą jacyś hierarchowie kościelni i odwrotnie – hierarchowie mogą przeczyć temu, co głosi nauka. Ale…

 

Ale jak nauka głosi prawdę, a hierarchowie – nie, to tym gorzej dla hierarchów. Kościół nie ma nas uczyć fizyki, biologii, czy w ogóle czegokolwiek niezwiązanego z moralnością i wiarą. Księża mogą być naukowcami, to oczywiste, ale gdy jakiś jezuita zrobi nowe odkrycie i ogłosi to w naukowej publikacji, to nie jest to "nauczanie Kościoła".

 

Kościół nam może, i powinien głosić prawdy relatywne w stosunku do nauki wiary. Na przykład prawda o naszym pochodzeniu od jednej pary rodziców. Jest to dogmat wiary, ale nie jest w żaden sposób sprzeczny z nauką. Nauka wręcz potwierdziła to, czego od wieków nauczał Kościół. Ale gdy Kościół zaczyna nas nauczać o rzeczach, na których ani się nie zna, ani nie ma gwarancji, że nie będzie błądził, to mamy potem to, co mamy. Błędne nauczanie i wyrządzona niepowetowana szkoda. Bowiem niektórzy zaczynają myśleć, że skoro tu się Kościół mylił, to może się myli także w innych rzeczach?

 

Coldcut, cytując mnie, pyta:

 

"A ideologów, z obu stron, naciągających fakty, czy raczej je tworzących, trzeba tępić z taką samą starannością." – kto ma to robić Hiobie? Ty?

 

Oczywiście, że nie ja. Co ja mam z tym wspólnego? Ja mogę tępić niebezpiecznych kierowców na drodze, bo stwarzają zagrożenie w ruchu i psują opinię innym, dobrym kierowcom. Ideologów wśród naukowców powinni tępić naukowcy, ich środowisko. Oni przecież sami widzą, jak dużo szkody przynoszą różne "rewelacje", jak "brakujące ogniwo", które potem okazuje się jakąś prehistoryczną świnią, czy też słynne ilustracje stadiów płodowych ssaka, które rzekomo miały udowadniać nasze pochodzenie od niższych organizmów, a okazały się zwykłym oszustwem.

 

Podobnie Magisterium Kościoła powinno zachowywać obiektywizm, nie angażując się w sprawy nauki w sensie "ingerencji biblijnej". Biblia nie jest naukowym podręcznikiem. Wspaniale, że Kościół od wieków śledzi, sponsoruje, popiera naukowe badania. Kościół stworzył nowoczesną naukę. Jednak nie można na podstawie Biblii twierdzić, że świat powstał tak, czy inaczej. Biblia nam tego nie mówi.

Lubię to! Skomentuj36 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie