historia_kołem_się_toczy
Wiele z tego, co widzimy dzisiaj już się kiedyś wydarzyło. Zrozumieć teraźniejszość można analizując historię!
4 obserwujących
36 notek
41k odsłon
  2100   0

Czarny Elf, czyli jak się okazało jestem rasistą

Nie da się ukryć, że jesteśmy w ostatnich czasach świadkami wielkiej walki o równouprawnienie. Równouprawnienie to wspaniała sprawa, jestem jak najbardziej za tym, żeby kobiety miały te same prawa co mężczyźni, Murzyni te same prawa jak biali i Azjaci i oczywiście jestem przeciwny stygmatyzowaniu homoseksualistów. Jednak mam wrażenie (i chyba nie tylko ja), że to co się dzieje w wielu dziedzinach pod płaszczykiem równouprawnienia nie ma już z nim wiele wspólnego. 

Można o tym napisać całą książkę, jednak dzisiaj chciałbym się skupić na przemyśle filmowym. Bodźcem do napisania tej notki był artykuł „Jeżeli drażni cię czarna elfka w spin-offie Wiedźmina, to nie rozumiesz, jak źle kino traktuje mniejszości” [1] w którym Maciej Wernio utyskuje na to, że nie wszystkim podoba się obsadzenie osoby czarnej w roli elfki. Autor tłumaczy, że „jeszcze w 2011 r. w samym Hollywood w 89,5 proc. głównych ról filmowych obsadzano osoby białe i dopiero w 2017 r. był to procentowy stosunek 80-20, przy czym należy pamiętać, że mniejszości rasowe i etniczne to w USA około 40 proc. obywateli” i że cała afera wynika z tego, że „gdyby odpowiednie proporcje były zachowywane dużo wcześniej, w 2020 r. nie reagowalibyśmy oburzeniem na czarną elfkę, czarną Hermionę Granger i perspektywę czarnego Jamesa Bonda.”

Oczywiście ta mała liczba głównych ról dla czarnych aktorów to fakt i rzeczywiście można z tego wyciągnąć wniosek o dyskryminacji. Rozwiązaniem jest tworzenie scenariuszy w których osoby czarne mogą pokazać swoje umiejętności. Nie mam nic przeciwko czarnym policjantom, czarnym agentom (jak ostanio w Tenet czy – być może – w Bondzie), czarnym prezydentom czy pilotom. Nie rażą mnie też czarni kowboje (jak w Bez przebaczenia czy Django), bo tacy bywali – choć nie było ich zbyt wielu.

Jednak jeśli chodzi o filmy historyczne to ahistoryczne mieszanie w nich osób białych, czarnych i żółtych wywołuje u mnie zażenowanie. Tak jest na przykład w netflixowym serialu Brigertonowie, który dzieje się w XIX wiecznym Londynie i roi się nim od czarnych aktorów (wliczając w to jedną z głównych ról: księcia Hastings). Czy to rzeczywiście było konieczne? Powołując się na wcześniejszy cytat o „stosunkach procentowych” można stwierdzić, że w filmie tym stosunek osób czarnych do białych wśród wyższych sfer w XIX wiecznym Londynie z całą pewnością nie został przedstawiony uczciwie.

Zastanawiam się jaka byłaby obsada filmu Krzyżacy, gdyby produkcją zajął się Netflix. Stawiam, że książę Witold byłby czarny a Urlyk von Jungingen byłby kobietą (Urlyką von Jungingen). Czekam też tylko na informację, że w zapowiadanym filmie o Napoleonie Bonaparte rolę tytułową zagra Denzel Washington.

A może jednak tak powinno być, bo to jest sprawiedliwe, bo *współcześnie* osoby czarne stanowią znaczący procent? No to ja w takim razie życzę sobie, żeby wśród Krzyżaków: 40% nosiło okulary, 5% aparaty ortodontyczne i 90% zegarki naręczne. Jeśli w filmach historycznych chcemy uwzględniać współczesne proporcje i statystyki, to trzymajmy się tego do końca.

Wracam jednak do Sapkowskiego i wiedźmina. Oczywiście, jak pisze Autor „elfy nie są postaciami historycznymi”, jednak chyba każdy się zgodzi, że elfy są RASĄ. A więc powinny być do siebie podobne. Nie miałbym nic przeciwko obsadzeniu wszystkich ról elfich osobami czarnymi. Nie byłoby to zgodne z książką, ale miałoby przynajmniej jakiś sens. Jednak obsadzanie w różnych rolach osób o zupełnie przypadkowych rasach (bo nie jesteśmy rasistami) jest moim zdaniem podobne do powyżej podanego przykładu z Krzyżakami.

Tymczasem nie trzeba wcale w imię równouprawnienia stawiać logiki na głowie. W takiej Grze o Tron grały przecież osoby różnych ras, ale było to uzasadnione – przybysze ze wschodu byli czarni i nie budziło to niczyich protestów. Osoby z Dorne ubierały się po arabsku i arabskie czy nawet mongoidalne rysy twarzy także tam nie raziły. Wyobraźmy sobie jednak teraz, że Robert Baratheon jest Murzynem a Ramsay Bolton Hindusem. Tak pewnie byłoby, gdyby serial powstawał w dzisiejszych czasach w Netflixie.

Mój apel jest bardzo prosty: nie wylewajmy dziecka z kąpielą próbując wmówić ludziom, że odsetek głównych ról w filmach i serialach musi być zawsze „sprawiedliwy” i proporcjonalny. Są takie filmy w których takie „równouprawnienie” wygląda po prostu śmiesznie i osiągamy w ten sposób efekt zupełnie przeciwny do zamierzonego. I drugi apel - ważniejszy! - nie nazywajmy rasistami osób, dla których czarny książe Witold to kpina...

[1] https://noizz.pl/kultura/czarna-elfka-w-spin-offie-wiedzmina-netflix-walczy-z-komentarzami/5p4l3ts 


Lubię to! Skomentuj92 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura