Byłem, pogadałem i teraz piszę.
Przede wszystkim dyskusja na antenie radiowej budzi niemałą frustrację. Już, już chcesz dojść do smacznej puenty a tu nic z tego bo właśnie muszą puścić reklamy. Albo z kimś dyskutujesz, interlokutor przepięknie się podłożył, masz już na końcu języka ciętą ripostę - a tu tymczasem czas na telefon od słuchacza albo na wiadomości. A jak wiadomości się skończą to już za późno bo nikt nie będzie pamiętał o co chodziło.
Pierwszy z moich rozmówców sekretarz-dyrektor Jerzy Zając zaczął od sugestii, że nie wiem o czym mówię po czym wyszło na to że się ze mną zasadniczo zgadza. Poza tym powiedział że Gdynia dofinansowuje policję w coraz większym stopniu, w tym roku już o 1,5 mln. Dofinansowuje akurat kwotą 1 mln a w zeszłym 1,5 mln. Czyli tak się składa że jest spadek i to o 50%. Oczywiście kiedy chciałem to powiedzieć weszła piosenka...
Z przewodniczącym rady ze Słupska p. Konwińskim już poszło lepiej, aczkolwiek też chyba nie dość wypunktowałem że przedstawiona przez niego alternatywa: pieniądze zamiast na Straż przeznaczyć na monitoring jest fałszywa, bo monitoring musi być stale obsługiwany, żeby go maksymalnie wykorzystać przez co najmniej kilkanaście osób. A policja się do tego nie kwapi, więc najlepsza jest właśnie straż miejska. Tak się dzieje np. w Warszawie i to z dobrym skutkiem.
Miałem też kilka lapsusów językowych, z których największym było powiedzenie "wczoraj PRZELECIAŁEM sobie książkę". No cóż występując na żywo każdy czasem robi z siebie debila.
Co do meritum. Nie jest prawdą że straż jest niezbędna. Kiedyś, kiedy jeszcze nie było straży zadaniami porządkowymi zajmowała się policja, głownie dzielnicowi i jakoś wszyscy z tym żyli. A taki dzielnicowy zawsze poza tym jest pełnoprawnym policjantem i można go też wykorzystać do innych działań. Tak więc najlepsze rozwiązanie to zlikwidować straż miejską i za zaoszczędzone pieniądze rozbudować policję...
... co w obecnym stanie prawnym jest niemożliwe. Miasto może tylko wspomóc policję w wydatkach rzeczowych (kupić radiowóz, komputer, wyremontować komisariat itp.) oraz wykupić dodatkowe patrole wykonywane przez policjantów w nadgodzinach. Nie może natomiast ufundować nowych etatów, ani podwyżki pensji zasadniczej dla etatów już istniejących (obecnie policja boryka się z problemem notorycznych vacatów). Ten milion co dajemy w roku 2007 podobno wyczerpuje wszystkie możliwe nadgodziny do wykupienia i w ogóle wszystkie możliwości zgodnego z prawem zaabsorbowania przez policję środków z samorządu. W tej sytuacji samorząd nie miałby jak zgodnie z prawem przeznaczyć na zwiększenie bezpieczeństwa środków z likwidacji straży.
A więc jeżeli władza miasta chce realnie wpłynąć na poprawę bezpieczeństwa - a zdaniem nawet skrajnych liberałów tym akurat władza publiczna powinna się zajmować - musi wykonać ruch w drugą stronę. Zwiększyć zdecydowanie środki na straż miejską i maksymalnie rozszerzająco stosować jej uprawnienia, tak żeby straż zaczęła funkcjonować jako prawie-policja. A na prawdę ma ku temu możliwości, co widać na przykładzie Warszawy właśnie.
Mamy więc już dwie warstwy 1. ustawową, w której najlepszą zmianą byłoby umożliwienie samorządom współfinansowania policji we wszystkich aspektach jej działania - i wówczas straż należałoby zlikwidować. 2. budżetową - że skoro w obecnym stanie prawnym straży nie można zlikwidować to należy skokowo zwiększyć jej finansowanie i ją rozbudować do rozmiarów quasi-policji.
Czas na warstwę 3, nie wymagającą zmian ustawowych ani budżetowych - mentalność. Mentalność służby obywatelom a nie ich nękania. Strażnik miejski najlepszym przyjacielem gdynianina (i turysty), takie hasło powinno nam przyświecać. A więc strażnik powinien z pobłażaniem pouczyć babcie z pietruchą czy źle parkującego kierowcę, przyłożyć słony mandat kierowcy parkującemu na wyjeździe z posesji albo na miejscu dla niepełnosprawnego a zamknąć pod byle pretekstem i odstawić na dołek na 24 godziny obszczymura wymuszającego haracz na parkingu. Jeżeli do tego codziennie (również w nocy) po każdej dzielnicy będzie się kręcił co najmniej jeden umundurowny pieszy patrol to będziemy już w domu czyli w mieście w którym mieszkańcy poczują się bezpieczniej.
Ja osobiście jestem wielkim zwolennikiem teorii wybitej szyby i to właśnie straż miejska idealnie się nadaje do pilnowania tych pierwszych szyb przed wybiciem.
A nawiasem mówiąc polecam książkę "Przełom" Paula Bratton'a (byłego szefa nowojorskiej policji), która opowiada o tym jak dokonał on "cudu" w Nowym Jorku, powstrzymując narastającą falę przestępstw. Lektura obowiązkowa dla wszystkich samorządowców. Wiem że kilku kolegów z rady czyta tego bloga, więc jak jakby co to chętnie pożyczę.



Komentarze
Pokaż komentarze