Blog
Nie taki diabeł straszny...
Ignatius
Ignatius Entuzjasta Hard'n'Heavy
0 obserwujących 483 notki 173633 odsłony
Ignatius, 15 maja 2018 r.

Autopsy: Acts of the Unspeakable (1992) - Recenzja

60 0 0 A A A
Tortured moans of agony
Tortured moans of agony

Akty niewypowiedzianego to monolityczny zbiór trującego mroku. To chaotyczna muzyczna paleta przypadków skrajnie fatalnych. Kolekcja wyjątkowo spaczonych, wykrzywionych miazmatów. Studium obrzydliwych dewiacji. Trzydziestopięciominutowa transgresja, która swój koniec znajduje w serii nieustannych torsji. Wszystko to zostało zawarte w osiemnastu chorych tworach muzycznych. Pobieżna kwerenda pozwala wyłapać takie milusie tytuły piosenek: „Necrocannibalistic Vomitorium”, „Battery Acid Enema”, „Lobotomized”… Prawda, że mówią same za siebie?

Kilka słów należy się wyjątkowej oprawie graficznej. W kategorii komiksowej makabreski Kent Mathieu osiągnął niekwestionowane mistrzostwo. Trudno o bardziej dosadne zobrazowanie tytułu tej płyty, niż ta sadystyczna wersja „Gdzie jest Wally?”

Autopsy ma niewątpliwe szczęście do utalentowanych basistów. W latach 1991-1993 grube struny szarpał Josh Barohn – współtwórca Suffocation, tytanów brutalnego technicznego death metalu. Co ciekawe basista ten opuścił swój macierzysty zespół na rzecz gry w Autopsy. Przyznać trzeba, że instrumentalista ten bardzo dobrze wpasował się w styl zespołu i warto wsłuchać się w Acts of the Unspeakable (1992) właśnie pod kątem gitary basowej.

Krwawy zwiastun, jakim było EP Fiend for Blood (1992), nakreślił słuchaczowi to co w pełnej krasie objawiła trzecia długogrająca wiwisekcja. Mariaż death doom metalu z grindcorem, intencjonalnie surowe weneryczne brzmienie i jeszcze niżej obniżona poprzeczka jeżeli chodzi o patologiczną liryczną stronę twórczości. Album jak już wspomniałem składa się z osiemnastu krótkich paroksyzmów ohydy.

Na ruszt Autopsy rzucił kawał zarobaczywionego mięsa. „Meat” zaczyna się mętnym, ponurym gitarowym jękiem . Tym samym rozpoczyna się pierwszy z wielu aktów okrucieństwa jakie zalęgły się na tej płycie. Pulsujący rytm perkusji, jak zawsze wysoka forma wokalna Chrisa. Żonglowanie tempem, dołującymi wolnymi zapaściami, nagłymi brutalnymi drgawkami. Dotkliwie okaleczające jazgotem solówki gitarowe, do żywego zadają mało chirurgiczne cięcia.

Ze względu na zaawansowany rozkład Acts of the Unspeakable (1992) jest jednym z tych albumów, na które szczególnie należy patrzeć jako całość. Mimo to z każdym odsłuchem można wyłuskać co ciekawsze przejawy afektu. Dobrym tego przykładem jest „Necrocannibalistic Vomitorium” gdzie po ponurym riffowaniu, następuje chwilowe wyciszenie. Po którym objawia się, w pełnej krasie przypływ tytułowego vomitorium. W gęstej mazi majaczy nerwowe solo, szczęk talerzy i rozdzierający wrzask.

Chris Reifert rozwija swoją barwną manierę wokalną. Lubuje się w różnego rodzaju „ozdobnikach” – ohydne deklamacje, różnego rodzaju sapania, charkoty, spazmy. Chore opowieści toczą się niczym piana z pyska wściekłego monstrum. Utwory o „ponadprzeciętnej” długości (cztery minuty) takie jak „Your Rotting Face” czy „Pus/Rot” pozwalają na trochę dłuższe muzyczne tortury. W tych kawałkach zespół stawia na bardziej „nastrojowe” pasaże. Te bardziej rozbudowane i złożone soniczne sprawozdania, stanowią największą ozdobę albumu. Zwłaszcza w tym drugim panuje sprzyjająca gniciu atmosfera parujących soków gastrycznych. Album jest zdominowany przez krótsze, proste zmasowane ataki jakich posmakować było można na wspomnianej EPce. Przez to że wystrzeliwane są serią jeden po drugiej, zlewają się w bezkształtną cuchnącą breję z wokalnym plugawym amokiem w roli głównej. Gitarowe riffy dosłownie piłują bezlitośnie. Wzorcowym przykładem są dwa następujące po sobie pogromy – trzydziestosekundowy „Frozen with Fear” i dwudziestosekundowy instrumental „Spinal Extractions”.

Niech żyją kontrasty, w całym tym bezmiarze horrendum znalazło się miejsce dla autentycznych przebłysków piękna. Takim refleksem jest subtelne kojące solo pod koniec „Skullptures”. Jednym z bardziej pamiętnych momentów albumu jest „chrum chrum”, którym zwieńczony jest utwór „Ugliness And Secretions”. Ten humorystyczny akcent odbieram jako przejaw dystansu zespołu dla własnej twórczości.

Do rzeźniczych faworytów zdecydowanie należy utwór tytułowy. Spragnieni szybszych aktów ludobójstwa powinni być usatysfakcjonowani. Dla wzmocnienia siły rażenia kolejnych fal dźwiękowej zawieruchy, zespół zadbał o urozmaicające wolniejsze pasaże z krwawymi solówkami. Ponadprzeciętną wybija się również „Funerality”, w których wybrzmiewają pogrzebowe nuty, obowiązkowe spazmowania i bulgoty z głębi trzewi. Istnieje również inna wersja, która ukazała się na kompilacji Peaceville Compilation Volume IV (1992). Warto jej poszukać, bo w moim odczuciu jest nieco lepsza – oprócz lepszej produkcji, wersja ta posiada ciekawsze partie solowe.

Album jest kolejnym etapem rozwoju zespołu. Świetnym rozwinięciem stylu zapoczątkowanego na poprzednim albumie i EPce. Przez to, że każda kolejna odsłona Autopsy była w innym stylu, trudno jednoznacznie ocenić, która płyta była najlepsza. Jest to autentyczny, szczery, brzydki album. Dla niektórych może być zbyt prymitywny, może paść nawet zarzut o niedopracowanie, skopaną produkcję. Przez wielu niedoceniony i nawet dziś odnoszę wrażenie, że za mało poświęca mu się należytej uwagi. Może dlatego, że był to rok 1992 i po prostu utonął w morzu płyt które stały się pomnikami gatunku. Autopsy nie oglądał się na innych i konsekwentnie robił swoje, przez to nie doczekał się tak licznego grona fanów jak Morbidzi czy Cannibale. Chris i jego ekipa, chyba o to nigdy nie zabiegała. Najlepiej świadczyły o tym kolejne dokonania pod szyldem Autopsy i Abscess. Autopsy szło zawsze pod prąd. Ciepłym moczem, z góry na dół, olewał tę „komercjalizującą się” część sceny metalowej ekstremy.



Opublikowano: 15.05.2018 22:30. Ostatnia aktualizacja: 08.07.2018 23:24.
Autor: Ignatius
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Jarosław Klimentowski Ani nutki - najświeższym kawałkiem był For the Greater Good of God z...
  • @Teutonick Było niezwykle sentymentalnie ze względu na różne, nakładające się...
  • @Teutonick  Mam z obu, ...

Tematy w dziale Kultura